More

    Karolina Kamińska: Chodzę czasami na rzęsach, ale jeśli się chce mieć konie, to trzeba je utrzymać

    Czasy, kiedy kobiety siedziały w domu, sprzątały, gotowały, prały i zajmowały się dziećmi, minęły. Dziś panie dorównują mężczyznom w pracy. Karolina Kamińska jeździ podczas treningów na koniach, dosiada ich w wyścigach, pomaga w stajni swojemu narzeczonemu Wiaczesławowi Szymczukowi, opiekuje się rumakiem, którego ma w domu, hoduje konie i jeszcze strzyże, pielęgnuje oraz przygotowuje do wystaw psy. – Często jest tak, że padam na twarz – mówi czołowa polska amazonka.

    Maciej Rowiński: Były zaręczyny, kiedy ślub?

    Karolina Kamińska: Od zaręczyn już sporo czasu minęło. Ślubu na razie nie planujemy, mamy co innego na głowie. Jesteśmy zajęci prowadzeniem stajni.

    Sześć lat temu zaczęliście z Wiesiem prowadzić stajnię. Z roku na rok macie coraz więcej koni.

    Zaczęliśmy z czterema końmi i z roku na rok było ich coraz więcej. Dochodzi coraz więcej nowych właścicieli i koni. Teraz mamy 24 i taką liczbę chcemy utrzymać.

    Karolina Kamińska z Jenny of Success

    Gwiazdą stajni jest obecnie Jenny of Success.

    Dobrze się czuję, zobaczymy ją w sobotę w biegu o Nagrodę Jaroszówki. Cieszę się, że mimo wieku, wciąż ma chęci ścigać się. Mam nadzieję, że pokaże znów swój wojowniczy charakter.

    W sobotę rozpoczyna się również Women Power Series. Choć jesteś jedną z najlepszych amazonek w Polsce, nie udało Ci się wygrać tego cyklu.

    Na pewno będę się starała w tym roku wygrać, ale nie w każdym wyścigu jestem w stanie pojechać. Na przykład w ubiegłym roku musiałam udać się z Jenny of Success do Niemiec i przepadł mi wyścig.

    W sobotnim wyścigu Women Power Series pojedziesz na Orinoco Flow. Czy klacz jest w sztosie?

    Dobrze się czuje, przebiegła wyścig, więc jest przetkana. Wygląda dobrze. Jest faworytką, ale, jak to się mówi, faworyci są tylko na papierze. Ona jest dosyć nerwowa na padoku i zobaczymy, jak będzie z jej głową. Bo może się spalić.

    A co u twojego pupilka Umberto Caro?

    Bardzo dobrze się czuje, jest w Golejewku. Ostatnio pokrył ponownie moją klacz Harley Wings (Harzand – Rouge d’Amour po Shamardal). W marcu urodziła klaczkę po Bush Brave. Cieszę się, że jest źrebna. Teraz szukam wolnego czasu, żeby ich odwiedzić.

    Tego wolnego czasu, to masz trochę mało. Praca na wyścigach, a jeszcze strzyżenie piesków.

    Niestety, chodzę czasami na rzęsach, ale jeśli się chce mieć konie, to trzeba je utrzymać. Prowadzę salon strzyżenia psów w Zalesiu, który pozwala mi na utrzymanie moich koni. Po pracy na wyścigach o godzinie dwunastej, trzynastej jadę do siebie. Zrobię swojego konia, którego mam w Zalesiu i zaczynam od 13.30, 14. strzyc, praktycznie do samego wieczora.

    Tylko strzyżenie?

    Strzygę, kąpię, obcinam pazurki, robię kucyki. Często też szykuję psy na wystawy. Wszystko zależy od potrzeb klienta.

    Czy Women Power Series to jest cykl, o którym marzysz, żeby wygrać?

    Marzę o tym, żeby w końcu dobić dżokeja.

    Brakuje Ci osiemnastu wygranych.

    Wiadomo, że się chciałoby się być na piedestale, ale nie to jest najważniejsze. Teraz bardziej się skupiam na prowadzeniu stajni z Wiesiem. Wiadomo, że wygrywać się chce, ale nie za wszelką cenę. Jest to miłe. Na pewno będę się zawsze w każdym wyścigu starać. Czy to normalny wyścig czy Women Power Series.

    Masz też na koncie kilka wygranych w gonitwach pozagrupowych.

    To prawda. Trochę tych wyścigów udało się wygrać. Deer Leapa (Umberto Caro), Przedświta (Umberto Caro), dwa razy Haracza (Umberto Caro), Efforty (Stage Door). Wygrałam też Cardei (Jenny of Success), ale zostałam przesunięta z pierwszego miejsca.

    Niewiele brakowało, żebyś nie wygrywała z powodu poważnych problemów zdrowotnych.

    Nadal te urazy mi doskwierają. W ogóle, to lekarze zabronili mi jeździć na koniach. Miałam połamaną miednicę i zmiażdżony dolny odcinek kręgosłupa. To wszystko było leczone operacyjnie. Gdy lekarz zobaczył mnie na koniu, to się za głowę złapał. Później dostałam kopa w twarz od konia i miałam rekonstrukcję twarzoczaszki oraz krwiaka w mózgu. Wtedy moi rodzice powiedzieli, że jeśli jeszcze raz wsiądę na konia, to sami mnie zabiją. Ale jakoś chyba uświadomili sobie, że nie powstrzymają mojej pasji. Jak to się mówi, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Trzeba podnieść się po upadkach i pracować dalej nad sobą.

    A propos mocy, to znakomicie tańczysz, dobrze się Ciebie prowadzi. Masz silne ręce. Ćwiczysz?

    Uczęszczam na zajęcia Apprentice Jockey Team. Biegać za bardzo nie mogę, bo to obciąża mi  miednicę, ale jeżdżę na rowerze, robię ćwiczenia rozciągające oraz siłowe. Nie obijam się.

    Praca w stajni, w swojej firmie, w której pielęgnujesz psy, obrządzasz swojego konia, jesteś właścicielką wyścigowców. Masz czas na sen?

    Często jest tak, że padam na twarz. Chyba, że przeskoczę swoją godzinę, w której organizm jest najbardziej wymęczony. Wówczas już mogę nie spać i dalej działam na pełnych obrotach. Czasami nie mam siły już wrócić na Służewiec, więc nocuję w Zalesiu.

    Czy w tym roku dobijesz dżokeja?

    Mam taki plan. Ale to jeszcze 18 wyścigów. Trenerzy niezbyt często sadzają dziewczyny na konie. Poza tym mam małą ulgę wagi, bo tylko kilogram. I też muszę zważać na dobro stajni. Nie każdy właściciel chce mnie na każdego konia posadzić. Nie na każdego konia też się nadaję. Korzystam z ulgi wagi, bo jestem w stanie wyważyć się na 48, 49 kilogramów. Liczę więc na handicapy, ale też mam świadomość, że pod niskimi wagami biegają najsłabsze konie. Ale i na nich czasami coś uda się ugrać, bo jak to się mówi, każdy ma swój dzień.

    Karolina Kamińska wygrała bieg o Nagrodę Efforty na Stage Door
    Karolina Kamińska wygrała bieg o Nagrodę Efforty na Stage Door

    Fajnie jest mało ważyć, z drugiej strony, źle, bo gdy jedziesz na wyższą wagę, koń niesie ołów, a to martwa waga.

    Trenerzy też nie za bardzo chcą, żeby konie dźwigały martwą wagę. Staram się utrzymać wagę w granicach 50 kilogramów, żebym mogła zejść poniżej niej i też żeby za dużo konie nie dźwigały.

    Ale chyba nie stosujesz diet, czy proszków na odchudzanie.

    Nie. Po zimie musiałam troszkę zejść z wagi. Wystarczyło, że ze Służewca pojechałam do Zalesia na rolkach i już miałam wagę zrobioną.

    Przy Tobie Wiesiek zrobił się grzeczniejszy.

    Wiesiek zawsze był grzeczny. Teraz już też ma inne priorytety. Jest głową stajni, więc i odpowiedzialność jest większa. Ważne są już nie tylko wyścigi, ale też rozmowy z właścicielami, musi myśleć, gdzie konie zapisać, jak zapewnić im jedzenie, trening, słomę, siano, poukładać plan przejażdżek.

    Sporo na Służewcu pracuje par w stajni. Wy jesteście jedną z nich. Jak dzielicie się kasą?

    Każdy ma swój portfel. Ja zarabiam na psach, Wiesio zarabia w stajni.

    Jakie masz marzenia?

    Chciałabym pójść na urlop. A tak na poważnie, to moje marzenia powoli się spełniają. Teraz może trzeba postawić sobie nowe cele. Chciałabym, żeby koń mojej hodowli się pokazał.

    Rozmawiał Maciej Rowiński

    Na tytułowym zdjęciu Karolina Kamińska wygrywa na Umberto Caro, którego nazwała Czarnym Księciem

    Udostępnij

    Powiązane artykuły

    Zbliżające się wydarzenia

    Najnowsze artykuły