Oliwia Szarłat i Oskar Nowak: My nigdzie nie będziemy na tyle szczęśliwi jak przy koniach

Poznali się na wyścigach. Połączyła ich miłość do koni, pasja i wspólne zainteresowania. Wspólne wyjazdy, wspólny biznes, a teraz wspólna stajnia, w której trenerką jest Oliwia Szarłat. A Oskar Nowak pomaga jej, ile ma sił. – Naszym wspólnym marzeniem jest mieć swój ośrodek treningowy z domkiem do mieszkania w cichym miejscu przy lesie z boksami dla około 25 koni. I tak sobie żyć, trenować konie i się z tego cieszyć – marzy Oliwia.

Amatorka, pierwszy dosiad w wyścigu, pierwsza wygrana, zwycięstwo w Woman Power Series, pierwsza gonitwa pozagrupowa, a od niedawna jesteś trenerką. Nie za szybko to wszystko?

Oliwia Szarłat: Czy za szybko, nie. Tak potoczyło się życie. Mamy z Oskarem już trochę doświadczenia, które zebraliśmy u innych trenerów, oraz zagranicą. Uznałam, że warto to wykorzystać i wprowadzić trochę nowoczesności w nasze polskie wyścigi. Będziemy chcieli podążać krokiem profesjonalizmu, dbania o każdy element w treningu, ale nie zamykamy jeszcze drogi o zwiększenie doświadczenia i chcemy zwiedzić trochę świata oraz stajni za granicą, by się doszkalać jako trenerzy. 

Jako trenerka musisz mieć swoją firmę.

OS: Mam, i to od dawna. Uaktualniłam trochę i dodałam zmiany do dotychczasowej działalności, czyli produkcji napojów dla dzieci i dorosłych na bazie herbaty itd. o trening koni. 

Czy Oskar jest zatrudniony u Ciebie?

OS: Jest zatrudniony w innej firmie z paszami dla koni, sam też ma działalność gospodarczą.

Kto rządzi w stajni, a kto w domu?

OS: Jestem wpisana jako trenerka, ale stajnię prowadzimy razem. Dzięki temu nie wszystko jest skupione na jednej osobie, a rozłożone na dwie. Jesteśmy w stanie więcej zauważyć, lepiej zadbać o konie i niczego nie przeoczyć. Oboje mamy czasami różne zdania, ale na koniec potrafimy znaleźć consensus. W domu też.

Oskar jeździ, Ty też?

OS: Tak, jedno i drugie jeszcze jeździ. 

Oliwia bierze udział w przedpołudniowych przejażdżkach

Czy będziecie jeszcze brali udział w wyścigach? 

OS: Staraliśmy się trochę luźniej podejść do tego sezonu, ponieważ Oskar chciał psychicznie i fizycznie odpocząć. Ja też miałam w swoim życiu ogromny problem z wagą. Gdy rośnie, trzeba przystopować, odetchnąć i na siłę jej nie zbijać. Trzeba dać odpocząć organizmowi. I taki cel postawiliśmy sobie na ten rok z Oskarem. Stopuje z wyścigami i w tym sezonie będzie jeździł już tylko na Onyksie u pana Urbanowskiego, bo umówili się na cały rok. Jeżeli jakiś właściciel będzie chciał, bym pojechała na jego koniu, to przyjmę dosiad. W przyszłym roku chciałabym, żeby Oskar wrócił do jazdy ze zdwojoną mocą, żeby trochę w zimę wziął się za siebie i nabrał do tego chęci, bo wiem, że bardzo go zniechęciło i wyniszczyło zbijanie wagi. Jeśli od grudnia czy początku stycznia weźmie się w garść, to myślę, że będzie jeździł u mnie, przepraszam, u nas, na pierwszą rękę.

Też miałaś poważne problemy z wagą z powodu leczenia hormonalnego. Czy to zamknięta sprawa?

OS: Czasami muszę się pilnować. Ostatnio nie dbam o wagę, choć dużo nie ważę. W tym sezonie już mi tak bardzo nie zależy na dosiadach na niskie wagi, bo wiem, że nie jest to dla mojego organizmu dobre. Chcę jeździć u osób, które chcą, żebym jeździła, a nie u takich, które wymagają czegoś, co jest ponad moje siły.

Oliwia Szarłat wygrała Women Power Series

Ile koni masz w treningu?

OS: Cztery. Mamy nadzieję, że to się rozrośnie i że dostaniemy stajnię.

Oskar Nowak: Nasza gromada może się od razu rozrosnąć, tylko mamy cały czas problem ze stajnią. Nie mamy żadnej przydzielonej i musimy się szwendać. To hamuje nasz rozwój. Nawet gdyby ktoś nam teraz chciał dać konia do treningu z dnia na dzień, to nie mamy go gdzie postawić.

To rzeczywiście jest duży problem.

OS: Musielibyśmy współpracować z innymi trenerami. To nie jest złe, ale wiadomo, każdy ma swoją pracę, u każdego wygląda to inaczej i nie zawsze jesteśmy w stanie się z każdym dogadać. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby konie stały w różnych stajniach, a nie w jednym miejscu. One się do siebie przyzwyczajają, są spokojne razem ze sobą, współpracują podczas treningów, lubią się, stoją razem na padokach, każdy się zna i nie chcielibyśmy ich rozłączać. Poza tym, którego przeniesiemy do innej stajni, skoro wszystkie są ulubione. Nie wyobrażam sobie, żeby choćby jeden był smutny czy samotny. Być może poznałby jakiegoś innego konia, ale ja muszę mieć nad wszystkim oko, muszę mieć zaufanie do osób wokół siebie. Mam nadzieję, że uda się osobom zarządzającym terenem zorganizować mi jakąś stajnie i aktualnie z niecierpliwością na to liczę.

Oskar Nowak wygrywał na legendarnym Neverlandzie

Zaczęło się od Ma Cherie Oli…

OS: Tak, była naszą pierwszą klaczą w treningu. To nasza gwiazda. Jest bardzo małą klaczą, ale ma ogromne serce do walki pomimo tego, że nie jest do końca prosta. Lubi galopować, lubi pracować. Prowadzimy ją spokojnie. Staramy się, żeby miała radość z wyścigów. Startuje dosyć rzadko. Ma zapewnioną opiekę fizjoterapeutów oraz współpracę ze specjalnym sprzętem Bemer. Wszystko, czego potrzebuje jej zapewniamy. 

A po Sopocie wszystko w porządku z nogami?

OS: Tak. Nie odczuła wyścigu, choć się baliśmy. Jechaliśmy tam z myślą, że tor będzie bardziej miękki niż zwykle, bo padały deszcze.

Tam zawsze jest twarda nawierzchnia…

OS: Mieliśmy w głowie to, że może aż tak twardo nie będzie, ale gdy przyjechaliśmy i przeszliśmy się po bieżni, to mieliśmy mieszane uczucia. Tym bardziej że ona miała problemy ze swoimi malutkimi kopytkami. 

ON: Już po pierwszym wyścigu miała około dwóch tygodni przerwy. Chodziła bez siodła, bo była kulawa. Kowal ją zakuł i jeszcze pojawiła się jej ropa w kopycie. 

OS: To trwało bardzo długo. Robiliśmy jej zdjęcia, by zobaczyć to, czego nie widać gołym okiem. Szczęście w nieszczęściu, że to tylko ta ropa.

OS: Drugą klaczą jest Bombay Sapphire. To jest nasza dwulatka. Mamy nadzieję, że tak będzie miała na imię, bo jeszcze nie ma. To koń po Circus Maximus od matki Arosha. Jest późna. Przechodzi częste ruje, ma swoje humorki. Nie wdrażamy jej jeszcze w mocniejszy trening. Jest duża, a jeszcze rośnie. To taka nasza nadzieja w dystansie. Chcielibyśmy, by choć raz pobiegła w tym roku. 

ON: Nie jest typową dwulatką, nie ma zrywu, ale jest bardzo wytrzymała. Gdyby mogła wystartować na 2000 metrów, byłoby super. Ale w Polsce dla dwulatków nie ma takiego dystansu, musielibyśmy jechać może do Francji.

OS: Mamy jeszcze konia z Arkany, którego osobiście wybrałam, a nikt go nie licytował, wałacha Savigny. To jest koń Tomasza Wojewódzkiego i Kingi Poruszek, która jeździ w naszej stajni. To jest koń zagadka. Był kupiony, jako niespełna roczniak, za 80000 euro. Ma kozińca na przodach (wada budowy, w której staw nadgarstkowy jest nadmiernie zgięty – przyp. red.), ale w pracy mu to zupełnie nie przeszkadza i galopuje płynnie. Wszyscy mówią, że lepiej w kozińca niż w drugą stronę miałyby być wygięte nogi. Chętnie pracuje, jest też naszym pupilkiem, bo ma dobry charakter i niczym się nie przejmuje. Jedyne, co mnie martwi, to że jest debiutem w wieku trzech lat. Będzie miał trudno z debiutu. Pobiegnie w niedzielę, zobaczymy, jak sobie poradzi. Biegnie bez presji. Mam nadzieję, że w przyszłości coś pokaże i da swoim właścicielom dużo radości. 

ON: A właścicielka jeździ na nim i też czasami na reszcie naszych koni, dba o stajnie i nam pomaga.

OS: Mamy nadzieję, że w przyszłym roku też będzie dosiadać koni w wyścigach i dostanie od nas szansę na jazdę, jeśli będziemy mieli okazję podarować konie na wyścig. Po to go też kupiła, żeby móc się rozwijać i w startować gonitwach. Pomaga nam w pracach stajennych takich jak przejażdżki, porządki i karmienie. Jeśli więc wszystko dobrze pójdzie, w przyszłym roku będzie w naszej stajni trzech jeźdźców wyścigowych.

ON: Ale to w przyszłym roku. W tym zaprosiliśmy do jazdy Antka Turgaeva. W niedzielę pojedzie na Savigny, ten koń debiutuje i woleliśmy, żeby przeprowadził go dżokej. A przed startem naszej Ma Cherie Oli pomyślałem, że ona przecież jest malutka, on też i do tego bardzo fajnie jeździ i jest doświadczony, to będą do siebie pasować. 

OS: Mamy jeszcze Nathanielkę, znaczy Krystynkę (Far Above – Nathalie / Nathaniel). To koń mojej babci, dziadka i firmy Orlen. Kupiliśmy ją na aukcji. To taka typowa dwulatka. Widać, że ma duże chęci do galopowania. Mam nadzieję, że odezwie się w niej w przyszłości dziadek Nathaniel i będzie też dobrze radziła sobie na dłuższym dystansie. To duża klacz z dobrą głową i już powoli przygotowujemy ją do startu.  Poza czwórką wyścigową mamy też konia sportowego Elegrama, który czasami startuje w zawodach i aktualnie trenuje z dzierżawcami. 

Oskar Nowak jest pogodny i lubi się uśmiechać

Nie macie swojej stajni, to gdzie trzymacie konie?

OS: U Aleksa Kabardova. Udostępnił nam boksy w stajni i mamy tu wszystko zapewnione. 

ON: I o co go poprosimy, to spełnia nasze prośby. Bardzo nam pomaga i stara się wszystko zapewnić. Dba o nasze konie jak o swoje, mamy do niego duże zaufanie, nie możemy na nic narzekać, a to się rzadko zdarza, bo jesteśmy dość wymagający. Na razie mieszkamy dość daleko od Służewca więc nie ma dla niego problemu, by po południu nasypać koniom jedzenie do żłobów i ogarnąć w stajni wtedy, gdy nas nie ma.

Daleko, to gdzie?

ON: W Markach.

OS: Mamy już nasze małe mieszkanie. 

Czy już się oświadczyłeś Oliwce?

ON: Jeszcze nie.

A kiedy to uczynisz?

ON: Czas pokaże.

OS: Mamy już tyle wspólnych rzeczy, zainteresowań oraz wspólną pasję i wszyscy się pytają kiedy, ale nam się nie śpieszy.

A jak sprzedaje się bubble tea?

ON: Wspiera nasz budżet na koniki.

OS: To taka druga zajawka. Ja lubię pić herbatę bubble, lubię ją robić. Ludzie też chętnie przychodzą i kupują. Na razie trzymamy budkę, może później ją sprzedamy, może wynajmiemy. Z drugiej strony to dla nas odskocznia od koni i dodatkowe pieniądze, bo z czterech wierzchowców się nie utrzymamy. 

Oliwia Szarłat i Oskar Nowak z przyjaciółką Wiktorią Żaczek, podczas Gali Zakończenia Sezonu

Tym bardziej że dwa z tych koni są wasze. 

OS: Tak, dwa są nasze, więc trzeba dorabiać sobie na boku. Poza tym też nie będziemy brali mniej za konia, niż określoną sumę, bo chcemy podejść do tego jak najbardziej profesjonalnie, czyli zadbać o konie jak najlepiej, żeby nie trzeba było prosić właścicieli o suplementy, dodatki, lepsze kucie. Na przykład odeszliśmy od owsa. Nie karmimy owsem i balancerem, tylko paszą pełnowartościową. Poza tym jedzą to ze smakiem. Po wykonanej pracy treningowej nie uciekają od żłobu, tylko wchodzą do boksu i pierwsze co, lecą jeść. I dlatego mamy cenę trochę wyższą niż inni trenerzy, bo jest pełnowartościowa pasza dla wszystkich koni, suplementy, dodatki, kowal, padoki, nasza praca, to wszystko jest w cenie. 

Czy przyszłość wiążecie tylko z końmi, czy zostawiacie sobie otwartą furtkę?

ON: My nigdzie nie będziemy na tyle szczęśliwi jak przy koniach. Nawet gdybyśmy mieli zmienić pracę, bo o tym też myśleliśmy, nie sprawiałoby nam to chyba takiej przyjemności. Tu jednak przyjeżdżamy i nam się chce to robić.

OS: Ale naszym wspólnym marzeniem jest mieć swój ośrodek treningowy z domkiem do mieszkania w cichym miejscu przy lesie z boksami dla około 25 koni. I tak sobie żyć, trenować konie i się z tego cieszyć.

Rozmawiał Maciej Rowiński

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły