Już w najbliższą niedzielę, w dniu rozgrywania Wielkiej Warszawskiej, odbędzie się finał cyklu Women Power Series i poznamy tegoroczną zwyciężczynię. Po pięciu gonitwach, które odbyły się do tej pory, liderką jest Angelika Burakiewicz, czyli ubiegłoroczna triumfatorka. Szansę awansu na pierwsze miejsce w rankingu będą miały w niedzielę jednak jeszcze trzy inne amazonki. Czeka nas naprawdę zacięta rywalizacja!
Women Power Series to wyjątkowy cykl gonitw, przeznaczonych tylko dla kobiet. Choć w tym sporcie na ogół oglądamy przede wszystkim mężczyzn i to oni od lat zajmują czołowe miejsca w czempionatach jeździeckich i triumfują w najważniejszych wyścigach, to wiele osób uważa, że właśnie kobiety są przysłowiową “podporą” wyścigów. Obserwując poranne treningi w stajniach, nie sposób nie zauważyć, że znaczną większość jeźdźców stanowią właśnie one. Tym bardziej cieszy, że coraz więcej dziewczyn dostaje od trenerów i właścicieli szansę, żeby pokazywać się również w wyścigach, a dzięki temu jeszcze bardziej się rozwijać.
Mimo wszystko, jak zauważają same amazonki, na początku kariery nie jest łatwo konkurować z mężczyznami. Dlatego tak ważna dla nich jest inicjatywa Women Power Series. Jej celem jest podkreślenie roli kobiet w świecie wyścigów konnych i zwiększenie szansy na rozwój dla utalentowanych amazonek. Po każdej gonitwie odbywa się uroczysta dekoracja, a zwyciężczyni całego cyklu zostaje nagrodzona podczas Gali Zakończenia Sezonu, co jest dużym wyróżnieniem i dodatkową motywacją.
Motywacją i inspiracją dla młodych amazonek są też na pewno dwie szczególne daty, które były wielkim przełomem dla kobiet w polskich wyścigach. W 1995 roku Katarzyna Szymczuk jako pierwsza i jedyna amazonka w historii wygrała Wielką Warszawską, prowadząc do zwycięstwa Wolarza, na którym w tym samym roku wygrała też Nagrodę St. Leger. 26 lat później, w lipcu 2021 roku, na kartach historii zapisała się Joanna Wyrzyk, stając się pierwszą kobietą, która w Polsce wygrała Nagrodę Derby dla koni pełnej krwi angielskiej. Do zwycięstwa poprowadziła wtedy ogiera Guitar Man, a sam wyścig do dziś jest jednym z najbardziej pamiętnych w historii, za sprawą niezwykle zaciętej i dramatycznej walki Joanny i Guitar Mana z Janem Vernerem, który dosiadał wtedy niemieckiej Nani (późniejszej Oaksistki).
Zapytałam Joannę, jaką radę dałaby młodym dziewczynom, które dopiero zaczynają przygodę z wyścigami i marzą o tym, żeby kiedyś odnosić wielkie sukcesy. Oto jej odpowiedź:
“Jeśli marzycie o wyścigach, nie bójcie się ciężkiej pracy i upadków – bo one zawsze będą. Każda porażka uczy, a każdy koń daje nowe doświadczenie. Pamiętajcie, że koń nie jest maszyną, tylko partnerem – słuchajcie go i szanujcie. Nie ścigajcie się jednak za wszelką cenę. Wasze zdrowie i spokój są najważniejsze, bo tylko wtedy możecie cieszyć się jazdą i rozwijać się jako amazonki. Sukces przyjdzie, jeśli będziecie cierpliwe, konsekwentne i wierne swoim marzeniom.”

Pierwsza edycja Women Power Series odbyła się w 2020 roku i wygrała ją Daria Pantchev, która następnie powtórzyła ten sukces w sezonie 2022. Wygrywały także Joanna Wyrzyk (2021), Oliwia Szarłat (2023) i Angelika Burakiewicz (2024).
To właśnie triumfatorka z zeszłego roku jest aktualnie liderką rankingu i ma szansę na drugie zwycięstwo z rzędu. Udało mi się chwilę porozmawiać z Angeliką na temat najbliższego weekendu.
Natalia Stasiowska: W tym sezonie miałaś wiele powodów do radości. Najpierw dziesiąta wygrana w karierze, czyli awans do nowej kategorii jeździeckiej, a chwilę później pierwszy triumf w gonitwie pozagrupowej (Nagroda Pink Pearla). Oglądając Twoje wyścigi, odnoszę wrażenie, że świetnie radzisz sobie z presją, którą na pewno w jakimś stopniu odczuwasz. Czy masz na to jakiś specjalny sposób? O czym myślisz, czekając na padoku na wyścig?
Angelika Burakiewicz: Presja jest nieodłączną częścią sportu – jeśli ktoś z zewnątrz ma wrażenie, że jej nie odczuwam, cieszę się, bo to oznacza, że faktycznie dobrze sobie z nią radzę. Od środka jednak wygląda to zupełnie inaczej. Mam w sobie dużo emocji i czasem trudno mi je okiełznać. Stres staram się przekuwać w koncentrację – na padoku nie myślę o wyniku, tylko o tym, jak najlepiej poprowadzić konia i wykorzystać jego atuty w gonitwie. Staram się wyciszyć, obserwuję konia, jego zachowanie i szukam kontaktu, abyśmy oboje byli spokojni. To daje mi pewność siebie, choć w środku toczy się we mnie duża walka.
NS: Przed Tobą naprawdę ważny dzień. Najpierw odbędzie się finał cyklu Women Power Series, który masz szansę wygrać po raz drugi z rzędu, a chwilę później chyba najważniejszy w Twojej dotychczasowej karierze wyścig – Wielka Warszawska. Jakie emocje towarzyszą Ci na kilka dni przed?
AB: Postaram się obronić tytuł zwyciężczyni Women Power Series, bo to dla mnie ogromna szansa, żeby udowodnić przed samą sobą swoją wartość i pokazać, ile pracy włożyłam w rozwój swojej kariery. Świadomość, że mogę powtórzyć sukces, dodaje mi energii i motywacji do działania. Natomiast udział w Wielkiej Warszawskiej to dla mnie ogromne przeżycie. Czuję, że znalazłam się w miejscu, o którym długo marzyłam. Towarzyszą mi emocje od radości i dumy po wzruszenie i stres. Chcę podejść do tego wyścigu z chłodną głową i pełnym skupieniem na koniu – to najlepsza recepta, by dobrze się zaprezentować.

W tegorocznej, czyli już piątej odsłonie Women Power Series, odbyło się dotąd pięć gonitw – cztery na warszawskim Służewcu i jedna we Wrocławiu. Inauguracyjny wyścig wygrała Agnieszka Tokarek na wałachu Ancient Power. Następnie Oliwia Szarłat na Advantagemissgraf jako pierwsza minęła celownik w Memoriale Kasi Litwiniuk na Partynicach. Kolejne dwa wyścigi wygrywały konie ze stajni Adama Wyrzyka – Cinamoon i Johnny Double, a obu ogierów dosiadała Angelika Burakiewicz. Przedostatnia gonitwa odbyła się miesiąc temu i wówczas triumfowała Zuzanna Mosoń na klaczy Grace. Dla Zuzanny była to nie tylko pierwsza wygrana w cyklu Women Power Series, ale i w całej karierze, którą rozpoczęła zresztą zaledwie 3 tygodnie wcześniej.
W krótkiej rozmowie utalentowana amazonka podzieliła się ze mną swoimi planami na przyszłość i przemyśleniami odnośnie niedzielnej gonitwy.
Natalia Stasiowska: Twoja kariera rozpoczęła się niecałe dwa miesiące temu, a już świętowałaś pierwszą wygraną, właśnie w gonitwie z cyklu Women Power Series. Jakie masz kolejne cele na ten sezon, a jakie plany i marzenia na przyszłość?
Zuzanna Mosoń: Moje cele na ten sezon to przede wszystkim jak najlepiej jeździć we wszystkich wyścigach, w których wezmę udział, a jeśli się uda to zdobyć kolejne wygrane. W przyszłości chciałabym wygrać 100 wyścigów i uzyskać tytuł dżokeja.
NS: W niedzielę pojedziesz na programowej faworytce gonitwy. Jakie masz nastawienie przed tym wyścigiem? Czy inaczej przygotowujesz się do gonitwy, kiedy jedziesz na koniu, którego nie miałaś okazji poznać wcześniej na treningach?
ZM: Przed wyścigiem na faworytce moje nastawienie jest trochę inne niż na mniej liczonym koniu, bo bardziej stresuje mnie świadomość, że mam dużą szansę wygrać, ale mogę ją zaprzepaścić przez złą jazdę. Przygotowuję się podobnie jak do reszty wyścigów, ale dodatkowo staram się dowiedzieć o koniu jak najwięcej od trenerki oraz jeźdźców, którzy niedawno mieli okazję jechać na Missisipi.

Można powiedzieć, że sezon 2025 odkrywa przed nami młode talenty, bo w tym roku poza Zuzanną aż 4 amazonki świętowały swoją pierwszą wygraną w karierze. Były to Amelia Handke (wał. Son of Jameson), Agata Serafin (kl. Menwaal Al Shahania), Małgorzata Wołczak (kl. White Rocket) i Anna Dąbrowska (og. Royal Belvedere), a w najbliższą niedzielę przed szansą na taki sukces staną Joanna Sędłak oraz Paulina Bolewska.
Nawiązując do roli kobiet w świecie wyścigów konnych, nie można zapomnieć też o trenerkach, które na co dzień wykorzystują swoją wiedzę i doświadczenie, żeby przygotowywać konie do startów w gonitwach. W tym sezonie pierwsze wygrane w tej roli odniosły Wiktoria Żaczek i Oliwia Szarłat, które od niedawna prowadzą swoje stajnie wyścigowe.

Finałowy wyścig tegorocznej serii Women Power Series odbędzie się już w najbliższą niedzielę o godzinie 14:15 i będzie najliczniejszym z całego cyklu. W zapisie znalazło się bowiem aż 13 koni, które zmierzą się na dystansie 1400 m.
Programową faworytką jest klacz Missisipi (u. Zuzanna Mosoń, tr Cornelia Fraisl), która po kilkumiesięcznej przerwie pokazała się ostatnio z bardzo dobrej strony, zajmując drugie miejsce za Freccettą na dystansie właśnie 1400 m.
Wydaje się, że jednym z najgroźniejszych rywali dla niej będzie Grzechu Warta (k.dż. Karolina Kamińska, tr Wiaczesław Szymczuk). To polskiej hodowli klacz, która już w wieku dwóch lat pokazała talent i szybkość, wygrywając dwa biegi, w tym Nagrodę Scyrisa. Podobnie jak Missisipi w swoim ostatnim swoim starcie zajęła drugie miejsce na dystansie 1400 m.
Swoich fanów na pewno będzie miała także Pani Olga (u. Joanna Sędłak, tr Małgorzata Łojek), która stanowi ze swoją amazonką bardzo zgrany duet, co udowodniły najpierw w gonitwie uczniowskiej, a później w ostatnim wyścigu z cyklu Women Power Series. W obu startach zajmowały drugie miejsca i zgodnie z przysłowiem “do trzech razy sztuka” w niedzielę spróbują wspólnie sięgnąć po pierwsze, zarówno dla Joanny, jak i klaczy zwycięstwo.
Ostatnim z programowych faworytów jest najbardziej doświadczony w stawce, już 8-letni Betfan (u. Anna Dąbrowska, tr Adam Wyrzyk). Wałach w swojej karierze wygrywał już pięć razy i od początku biega równo i rzetelnie, rzadko plasując się poza miejscami płatnymi.
Drugi koń z tej samej stajni to nieco tajemnicza Hydrozagadka (st.u. Angelika Burakiewicz, tr Adam Wyrzyk). Klacz późno zadebiutowała i pobiegła tylko raz w całej karierze, przed miesiącem. Przebiegła nieźle, zajmując piąte miejsce. Na klaczy pojedzie aktualna liderka rankingu Women Power Series, dla której ten wyścig jest ostatnim etapem w drodze po drugie z rzędu zwycięstwo w całym cyklu.
Zagadkowy jest również Airy Fright (u. Klaudia Zwolińska, tr Krzysztof Ziemiański), który wystartował w swojej karierze tylko dwukrotnie, na początku tego sezonu. Ciężko ocenić jak na jego postawę wpłynie kilkumiesięczna przerwa, więc jest potencjalnym kandydatem do zrobienia niespodzianki.
Być może o niespodziankę pokusi się też Knockturn Alley (pr.dż. Oliwia Szarłat, tr Natalia Szelągowska). Klacz co prawda wypadła ostatnio znacznie słabiej niż Grzechu Warta i straciła do niej 7 długości, ale pobiegła wtedy po tygodniu od poprzedniego startu, co mogło niekorzystnie na nią wpłynąć. W ubiegłym roku potrafiła nieźle wypaść na krótkim dystansie.
Rodowodem wyróżnia się w stawce Hazard (u. Małgorzata Wołczak, tr Emil Zahariev), którego półbrat Big Rock był świetnym milerem i wygrywał w Wielkiej Brytanii i Francji na najwyższym poziomie. Hazard nie pokazał dotąd podobnego talentu, jednak do tej pory sprawdzany był raczej na dystansach powyżej mili i być może skrócenie dystansu pozytywnie na niego wpłynie.
Dystans gonitwy może też wykorzystać Vir (st.u. Agnieszka Tokarek, tr Salih Plavac), który ma na koncie trzy wygrane i chociaż wszystkie zdobył na dystansie 1600 m, to na 1400 m też dobrze wypadał, mimo że trafiał na mocnych rywali. To jeden z najwyżej sklasyfikowanych w handicapie uczestników gonitwy (60,5 kg).
Ze “szczęśliwą trzynastką” pobiegnie Jaskinia Lwa (dż. Małgorzata Kryszyłowicz, tr Małgorzata Kryszyłowicz). Klacz do tej pory nie radziła sobie najlepiej, chociaż w czerwcu tylko dwie długości dzieliły ją od wygranej w wyścigu. Ostatnio jednak po raz pierwszy pobiegła w Warszawie i zajęła ostatnie miejsce, a więc w niedzielę na pewno nie będzie jej łatwo włączyć się do rozgrywki.
Wydaje się, że z mniejszymi szansami pobiegną też Chanaani (u. Anna Goździk, tr Kazimierz Rogowski) i Mirella (u. Paulina Bolewska, tr Kazimierz Rogowski) – polskiej hodowli 3-letnie klacze, które dotąd w większości swoich startów zamykały stawkę. O nieco lepszy wynik może pokusić się ich stajenny kolega Mimas (st.u. Anna Gil, tr Kazimierz Rogowski), który na dystansach do mili potrafił już zajmować płatne miejsca.
Zapowiada się naprawdę ciekawa gonitwa, która doda kolorytu oraz pozwoli docenić i podkreślić rolę kobiet w wyścigach konnych. Fakt, że finał cyklu znalazł się w programie najważniejszego dnia sezonu na warszawskim hipodromie, jest najlepszym dowodem na profesjonalizm naszych amazonek. To też manifestacja pozytywnej energii i piękna, które wraz z niezwykle zaciętą sportową rywalizacją tworzą najlepszą reklamę tego niezwykłego sportu. Pamiętajcie, siła jest kobietą!
Natalia Stasiowska
Na zdjęciu tytułowym dekoracja po finale Women Power Series 2023 (Tor Służewiec)
