Francja ma nowego bohatera! Kapitalny Daryz po piorunującym finiszu wziął Nagrodę Łuku Triumfalnego, bijąc o łeb irlandzką klacz Minnie Hauk, czym wprawił w euforię tłumy miejscowych fanów.
Droga trzyletniego ogiera z Aga Khan Studs do triumfu na Longchamp wcale nie była prosta. Przede wszystkim jego trener Francis-Henri Graffard, mimo solidnej wiosennej formy swojego podopiecznego, nie zdecydował się na start w Prix du Jockey Club, czym wprawił mnie w zdumienie. Pomyślałem, że szkoleniowiec musi mieć niesamowite bogactwo w stajni, skoro pomija takiego konia. Tymczasem jego trzylatki w klasyku nie zaistniały, a w mojej głowie zrodziło się podejrzenie, że Graffard po prostu się pomylił. Kiedy pod koniec czerwca Daryz w pięknym stylu wygrał Prix Eugene Adam (G-2, 2000 metrów), a brytyjscy bukmacherzy wycenili jego szanse na jesienny Arc na poziomie 12:1, francuscy dziennikarze chyba doszli do podobnego wniosku. Szkoleniowiec po wyścigu został wręcz zasypany pytaniami o brak występu konia w klasyku. Graffard wyjaśnił wtedy, że Daryz był zbyt mało doświadczony, by powalczyć w biegu na Chantilly. Tak, jakby jego rywale byli…
Latem trener wysłał swojego podopiecznego na International Stakes do Wielkiej Brytanii, by ten zebrał kolejne doświadczenia. Plan spełzł na niczym, bo nasz bohater kończył ostatni i chyba niewiele się nauczył. Na usprawiedliwienie trenera dodam, że nie mógł przewiedzieć, że gonitwa będzie miała tak kuriozalny przebieg. Graffard nie ukrywał wtedy swojej frustracji, bo jego plan przygotowań po prostu lekko się posypał. Na szczęście, udany występ w późnym trialu przed Arc nieco uspokoił nastroje ekipy z Aiglemont, choć trzeba zauważyć, że Daryz dopiero w pierwszą niedzielę października zmierzył się z dystansem półtorej mili. Graffard po niedzielnym triumfie raz jeszcze powrócił do letnich startów konia, tłumacząc że były potrzebne, aby odpowiednio go przygotować do najważniejszego wyścigu w karierze.
– Aby tu dotrzeć, przeszliśmy długą drogę, nawet przeprawę przez kanał La Manche, ale potrzebował doświadczenia. Trzeba zaryzykować porażkę, żeby później wygrać. Chociaż York nie poszedł po jego myśli, wiele się nauczył– z wyścigu, podróży, atmosfery. I dziś to wszystko się opłaciło – wyjaśnił trener.
Trzeba przyznać, że Graffard jest nie tylko cierpliwy, ale i fartowny. Często zdarzało się, że fatalne losowanie pogrzebało szanse niejednego kandydata do wygrania Arc. Ale do Burgundczyka i jego ekipy uśmiechnęło się szczęście. Daryz dostał drugi boks startowy!
Przyznam, że po losowaniu definitywnie skreśliłem z mojej listy kandydatów do wygrania biegu dwa konie japońskie i francuską oaksistkę Gezorę. Zacząłem mieć także obawy o Aventure (12 boks).
Wyścig mnie nie rozczarował. Od startu był rozegrany mocnym tempem. Przed wejściem w pierwszy zakręt cała ława koni walczyła o zajęcie jak najlepszego miejsca. Agresywnie zagrali Japończycy, wysoko uplasowała się doskonała Minnie Hauk, mocno walczył Cualificar, świetnie ustawił się Hotazhell. Po chwili do czołówki doskoczył Los Angeles, który ewidentnie spełniał rolę lidera dla koleżanki stajennej. To było dobre zagranie! Potem aż do finiszu na froncie ustawił się japoński derbista Croix du Nord, który jednak idąc z zewnętrznego boksu, po prostu mocno się „wyjechał”. Kiedy konie wyszły na prostą, deszcz lunął tak, że przez moment niewiele było widać. 400 metrów przed końcem mocno ruszyła Minnie Hauk i szybko wyszła na prowadzenie. Wydawało się, że pewnie zmierza po wygraną. Kiedy po chwili okazało się, że Aventure nie może „wyjść z koni”, za klaczą O’Brien’a samotnie ruszył w pościg Daryz. Ogier szybko podciągnął się za rywalką, korzystając z jej tunelu aerodynamicznego, co przyznał po biegu jej przygnębiony dżokej Christophe Soumillon. Ogier na mocno elastycznej bieżni ostatnie 200 metrów pokonał w czasie około 12 sekund, stopniowo poprawiając, na celowniku zameldował się pierwszy, zaledwie o łeb przed klaczą!
Trudno się dziwić szalonemu wybuchowi radości, zarówno publiczności, jak i… trenera zwycięskiego konia. Graffard był wyraźnie wzruszony i wcale nie zamierzał tego ukrywać.
– Kiedyś to było tylko marzenie, a teraz to się dzieje! To wyjątkowe uczucie! Zawsze wiedziałem, że jeśli będziemy mieli konia wystarczająco dobrego na Arc, to będzie właśnie on – krzyczał szczęśliwy szkoleniowiec.
Chyba jeszcze bardziej wzruszona była księżniczka Zahra Aga Khan, która zimą przejęła stadniny oraz stajnie po swoim zmarłym ojcu. – Mam nadzieję, że mój tata to widział. Zawsze był taki szczęśliwy, kiedy wygrywał Arc. Teraz i ja znam to uczucie – wyznała nowa właścicielka Chateau d’Aiglemont.
Porażkę bardzo spokojnie przyjął Aidan O’Brien. Nie szczędził pochwał swojej klaczy.
– Pobiegła świetnie. Jesteśmy nią zachwyceni – powiedział Irlandczyk. Nie chciał przy tym przyznać, czy przez moment poczuł się zwycięzcą. – Nigdy nie jestem pewien. Nigdy niczego się nie spodziewam – wyjaśnił trener.
Trzeba też przyznać, że mimo porażki szkoleniowiec potrafi się zachować. Nie szczędził komplementów wygranej ekipie. – To wspaniałe dla nich, dla ich hodowli i dla księżniczki Zahry, to niesamowite dla nich wszystkich – zakończył O’Brien.
Irlandczyk nie chciał za to zdradzić, czy Minnie Hauk pojedzie na Breeders’ Cup do USA. Decyzja ma zapaść za kilka dni.
Bardzo spokojny po wyścigu był trener Andre Fabre. W ostatnim wywiadzie przed Arc zapowiadał, że z jego koni pewniejszy jest Sosie. Mistrz i tym razem się nie pomylił.
– Z występu Sosie jestem zadowolony. Cualificar trochę się pogubił. Mógł być bliżej, ale jest niedoświadczony. Chyba zostanie w treningu. Decyzję podejmie właściciel – wyjaśnił trener. – Sosie ma wiele opcji. To może być Japan Cup lub… emerytura – dodał Fabre.
Rozczarowania nie krył Christophe Ferland. Jego Aventure kończyła ponad 10 długości za zwycięzcą. – Dżokej powiedział mi, że nie była dziś wypoczęta. Miała jednak świetną karierę. Jeśli nie zostanie w treningu na kolejny sezon, to mam nadzieję trenować jej potomstwo – powiedział trener.
Zwycięstwo Daryza przyjąłem z wielką radością, choć wciąż trudno mi się pogodzić z tym, że nie miał okazji powalczyć o „błękitną wstęgę”. Moim zdaniem miał szansę na sukces. Graffard zostanie championem trenerów, a sądzę, że otrzyma także tytuł szkoleniowca roku, zresztą zupełnie zasłużenie. Jego konie wygrały w tym sezonie aż 11 biegów G-1. A teraz sięgnął po największy sukces w karierze. I tylko szkoda, że nie zaryzykował w czerwcu…
Singspiel
Zdjęcie – Equidia.fr
