Rozmowa z Pawłem Pałczyńskim, jednym z nielicznych polskich trenerów specjalizujących się w przygotowaniu koni do gonitw płotowych i przeszkodowych. Szczególnie udany był dla niego sezon 2023, kiedy został czempionem w tej konkurencji, a trenowany przez niego Nabil wygrał trzy biegi w Merano, w tym jeden na poziomie G3. Kończący się rok nie był tak obfity w sukcesy, choć warto zauważyć, że dokładnie co trzeci występ jego podopiecznych kończył się miejscem w porządku. Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest natomiast fakt, że częściej były to miejsca drugie (9) niż pierwsze (2). Trener z Partynic nie powiedział jednak jeszcze ostatniego słowa w tym sezonie.
Krzysztof Romaniuk: Twoja stajnia, jedna z nielicznych w kraju, mocno specjalizuje się w przygotowywaniu koni do gonitw płotowych i przeszkodowych. Zdradź proszę, czym różni się taki trening od nastawionego wyłącznie na wyniki w wyścigach płaskich?
Paweł Pałczyński: Podstawową kwestią jest wiek koni. Trening pod kątem wyścigów z przeszkodami zaczyna się później, mniej więcej rok później niż klasyczny. Jednak tu możemy mieć dwa scenariusze – praca z końmi zaczynającymi swoja karierę w ogóle lub tymi mającymi za sobą starty w biegach płaskich. W przypadku tych drugich, cześć pracy, ta bardziej szybkościowa, jest już wykonana, więc nie trzeba poświęcać tyle czasu na szlifowanie tego aspektu.
Tak dochodzimy do sedna – co różni trening konia płotowo-przeszkodowego od przygotowania wyłącznie do biegów płaskich? Głównym elementem, nad którym pracujemy jest siła, a kolejnym wytrzymałość. Treningi siłowo-wytrzymałościowe, ewentualnie siłowo-szybkościowe stanowią zdecydowaną większość przygotowań. Praktycznie nie robi się typowych „galopów”, czyli kilkusetmetrowego sprintu w maksymalnym lub zbliżonym do maksymalnego tempie.
Uprzedzając kolejne pytanie – owszem, szybkość się przydaje, szczególnie w walce na finiszu, ale żeby można było jej „użyć” i ją wykorzystać, koń musi po pokonaniu 3 czy 5 km ze skokami, mieć jeszcze na to siłę.
Jakie widzisz największe wyzwania w prowadzeniu takiej stajni w Polsce?
Moim zdaniem – „zła sława” wyścigów płotowych i przeszkodowych. Nigdzie na świecie nie spotkałem się z tak negatywnym podejściem do tej dyscypliny, jak u nas. W Polsce, nawet w części środowiska wyścigowego, panuje przekonanie, że są to gonitwy o wiele bardziej niebezpieczne niż płaskie. Tymczasem nie jest to do końca prawda, bo choć upadki zdarzają się częściej, mają one miejsce przy wyraźnie mniejszych prędkościach, a to ma ogromne znaczenie dla konsekwencji upadków. Np. w Irlandii mówi się, że masz wypadek w jednym na kilkanaście wyścigów przeszkodowych, jednak rzadko jest poważny w skutkach. W przypadku gonitw płaskich takich sytuacji jest zdecydowanie mniej (ok. dziesięciokrotnie), ale zwykle niosą o wiele poważniejsze konsekwencje.
Drugim polskim problemem jest brak personelu. To dotyczy całej branży wyścigowej, ale jeszcze mocniej jest odczuwalne w stajniach takich, jak moja. Ludzi chętnych jest niewiele, co jest też powiązane z powyższym, więc tą złą renomą.
Jak już trafi się ktoś chętny i nie zostanie zniechęcony, to niestety symbolem w dzisiejszych czasów jest pośpiech. Odpowiednie przygotowanie wymaga treningu, doświadczenia i cierpliwości. Tymczasem wszechobecna presja czasu i chęć osiągnięcia natychmiastowego sukcesu pcha do szybkiego podnoszenia poprzeczki i… porażek, wypadków i kontuzji.

W związku z powyższym, jak wygląda obecnie skład osobowy Twojej stajni?
Skromnie. Od ubiegłego roku pracujemy z końmi we dwójkę z Katarzyną Pejaś. Ma ona obycie z końmi przeszkodowymi i coraz więcej doświadczenia. Ma swój duży wkład w bardzo udany tegoroczny sezon m.in. Irpienia.
Chyba macie w takim razie naprawdę dużo pracy… Co na to Twoja rodzina?
Staram się jak najlepiej dzielić czas między obowiązki w stajni i w domu. Kilkanaście miesięcy temu urodziło mi się dwóch synów, którzy w marcu skończą dwa lata. Mam zatem ogromny zastrzyk motywacji, choć niewątpliwie stanowi to nie lada wyzwanie. Kasia zresztą też ma małe dziecko. Nasz harmonogram dnia wygląda inaczej niż w większości stajni, tzn. pracujemy w innych godzinach, by pogodzić obowiązki domowe z opieką i treningiem koni.
Ogromnym wsparciem jest moja partnerka, Iza. W pamiętnym dla mnie sezonie 2023 była jednym z architektów sukcesu stajni, bo konie przygotowywaliśmy wspólnie – ona m.in. dosiadała na treningach Jadmira. Obecnie opiekuje się chłopcami, ale wspiera mnie mentalnie oraz merytorycznie, jeśli chodzi o dobieranie i interpretację pracy treningowej. Jest też uważnym obserwatorem i niektóre, choćby wydawało się drobne wskazówki przez nią udzielane, potrafią wiele zmienić.
Teraz pytanie, które musi paść o tej porze roku. Jaki był dla Ciebie sezon 2025?
Może po cichu miałem nadzieję na nieco więcej, ale i tak jestem zadowolony. Chociaż udało się odnieść tylko dwa zwycięstwa, to konie biegały bardzo dobrze, o czym świadczy dużo większa liczba drugich miejsc. Startów było relatywnie niewiele, bo tylko 33. Najważniejsze jednak, że obyło się bez żadnych kontuzji, a rzeczywiście mocno skupiałem się na tym aspekcie, ponieważ większość koni w stajni jest dopiero u progu kariery i wszystko jeszcze przed nimi.
Co zapiszesz na plus, a co na minus, względem pierwotnych oczekiwań?
To nie był dla nas łatwy sezon, ponieważ bardzo duża część lata była tutaj tak sucha, że nie dało się odpowiednio przygotowywać koni. Jak wspomniałem, mocno skupiłem się na zdrowiu podopiecznych i wolałem odpuścić im wtedy ostrzejszą robotę niż narażać na urazy na twardej nawierzchni, które mogłyby je wyeliminować ze startów do końca sezonu lub dłużej. Z tej perspektywy pozytywnie zaskakiwał Irpień, którego przez większą część roku nie mogłem przygotować na sto procent. Tymczasem udało się zrealizować plan przed nim stawiany praktycznie idealnie i wygrać finał cyklu gonitw płotowych dla trzylatków. Tylko tego wyścigu mi brakowało w kolekcji, jeśli chodzi o płoty dla młodzieży na Partynicach.

Na drugim biegunie znalazł się Mariupol, który bardzo podobał mi się wiosną, jeszcze przed pierwszym startem. Przejawiał bardzo duży talent do skakania, ale jakaś blokada psychiczna powodowała, że nie potrafił odnaleźć się w rywalizacji, nawet na treningach.
Z pozytywów wymieniłbym także udane starty dwuletniej Malagenii na Służewcu. To był bardzo dobry sezon w wykonaniu Jadmira. Wygrał tylko raz, ale udanie zaprezentował się w tych wielkich prestiżowych gonitwach – Wielkiej Wrocławskiej i Crystal Cup. Wywalczyliśmy wspólnie płatne miejsca. Szczególnie w tej pierwszej wypadł świetnie, szkoda nieznacznie przegranego czwartego miejsca…
Skoro już jesteśmy przy tym dzielnym wałachu, to w programie ostatniego dnia wyścigowego na Partynicach pojawiła się Nagroda Jadmira. To był dość nietypowy wyścig…
Tak, a ja widząc zapiskę, byłem tak samo zdziwiony (śmiech). To nie był wyścig upamiętniający konia, który już skończył karierę, wpisany do planu gonitw. To inicjatywa właściciela, Bartłomieja Całusa, który został zainspirowany jedną z wypowiedzi Mariana Ziburske, sugerującego, że więksi właściciele koni w Polsce powinni włączyć się do promocji tego sportu. Bartek ten pomysł podłapał i zdecydował się przeznaczyć większość część finansowej nadwyżki, jaką wywalczył Jadmir w sezonie, na zasponsorowanie takiej gonitwy. Można żartobliwie powiedzieć, że to Jadmir ją sponsorował.
Wiem, że dla Twojej stajni sezon 2025 nie jest jeszcze definitywnie zamknięty.
Zgadza się. W najbliższych dniach będziemy startowali we Włoszech. Jurorka pobiegnie 3 grudnia w Treviso. Będzie to dla niej ciekawa próba na nowym terenie. Jest to trochę nerwowa klacz, więc chcę zobaczyć, jak zniesie podróż i taką rywalizację. Jestem dobrej myśli, bo transport do Warszawy zniosła bez problemów, a dystans 3000 m powinien jej odpowiadać (już go zna). Do tej pory tak naprawdę niewiele jeszcze biegała, bo mocno urosła od czasu przyjścia do stajni i była traktowana ulgowo. Początkowo miała złapać doświadczenie w gonitwach płaskich, ale okazała się stwarzać zbyt duże zagrożenie w maszynie startowej. Zaliczyła udane wyścigi płotowe, a po ostatnim czuje się tak świetnie, że aż szkoda było już zamykać sezon.
W kolejnym tygodniu w biegu stiplowym w Pizie ma pobiec Trurl. On również niewiele startował. Będzie to dopiero jego czwarty występ w sezonie. Wrócił po kontuzji i dwuletniej przerwie. Był spokojnie przygotowywany do startu we wrześniu. Brakuje mu jeszcze skokowego doświadczenia. Jest niesamowicie odważny i silny, a przy tym stabilny, ale brakuje mu techniki. Im cięższa bieżnia, tym dla niego lepiej.

Zdradzisz swoje plany i nadzieje na kolejny rok? Ile koni będzie trenował.
Jeszcze nie chcę zbyt wiele o tym mówić, bo przed nami kilka miesięcy pracy. W przypadku Jurorki i Trurla więcej będzie wiadomo po wyjeździe do Włoch. Bardzo wierzę w Irpienia. Jeśli pokaże się wiosną w gonitwach stiplowych tak samo dobrze, jak w płotowych, to mocno rozważymy starty za granicą. Podobnie z Jadmirem, który nie znosi twardych torów, więc polskie lato jest dobrym momentem na szukanie alternatywy, choć patrzę także optymistycznie w kierunku Wielkiej Wrocławskiej.
Karierę w gonitwach płotowych i przeszkodowych rozpocząć ma bardzo ciekawy Viveko. Mam też ciekawego Irish Kissa, zakupionego na aukcji Goffs przed Bartka Całusa. To może być ciekawy koń, niewykluczone, że także w gonitwach płaskich, ponieważ jego matka, w treningu Williego Mullinsa, wygrywała takie wyścigi.
Z młodzieży ciekawe zapowiadają się Malagenia i nie oglądana na torze Winatuska. Na początku roku była malutka i mocno rosła. Nie była gotowa na trening wyścigowy. Odesłaliśmy ją na padoki i jesienią wrócił do nas kompletnie inny koń. Zrobił się z niej naprawdę kawał pięknej klaczy.
Na koniec chciałem Cię zapytać jeszcze o reklamowany przez Ciebie syndykat dotyczący wspomnianego Viveko. Powiedz coś więcej.
To kolejna inicjatywa Bartłomieja Całusa, która ma na celu promowanie wyścigów płotowych i przeszkodowych, bo zakupił Viveko z myślą o takiej karierze. Utrzymanie konia w takim treningu nie jest szczególnie tanie, ale same wyścigi przynoszą ogromne pozytywne emocje, którymi warto się dzielić. Syndykaty pozwalają dzielić także koszty. Bartek jest gotowy sprzedać udziały w Viveko, dowolny procent, a zasady są do negocjacji. Docelowo syndykat w przyszłości może dotyczyć większej liczby koni, aby móc regularnie przeżywać emocje i starty. Zapraszamy do kontaktu.
Bardzo dziękuję za rozmowę i życzymy udanych występów we Włoszech!
Dziękuję również.
Rozmawiał Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Paweł Pałczyński na Gali Zakończenia Sezonu 2023 (fot. Tor Służewiec)
