Nagroda Króla i Królowej. Cierpliwy Barzalona nie dał się zaskoczyć

    Calandagan znowu pokazał klasę! Po sukcesie w Grand Prix de Saint-Cloud koń trenera Graffarda wskoczył na jeszcze wyższy poziom, wygrywając King George VI and Queen Elizabeth II Stakes, czyli najważniejszy wyścig porównawczy w Wielkiej Brytanii.
  

   Calandagan jest koniem dość specyficznym, któremu najlepiej biega się, gdy… są małe pola. W pięciokonnej stawce triumfował na Saint-Cloud i podobnie było w Ascot. Tylko raz w karierze wygrał, mając do pokonania więcej niż kilku rywali. Wynika to ze sposobu prowadzenia go w wyścigu, podopieczny Francisa-Henri’ego Graffarda w dystansie zwykle zajmuje jedno z ostatnich miejsc, za to dysponuje piorunującym przyśpieszeniem na prostej. W przeszłości zdarzało się jednak, że jego finisz był spóźniony. Cztery kolejne duże biegi kończył na drugim miejscu, dzięki czemu dorobił się łatki „wiecznie drugiego”. Wygląda jednak na to, że stajnia znalazła sposób, jak sobie z tym poradzić.
– Za każdym razem, gdy w przeszłości byliśmy pokonani, mieliśmy wymówki. On zawsze świetnie przyśpieszał, ale prawdopodobnie za późno. Teraz znamy go lepiej. Uwielbia ten dystans i szybkie podłoże – powiedział Graffard.
   Wygrana w Ascot nie przyszła wcale łatwo. Wszyscy spodziewali się wyścigu z liderem dla Jana Brueghela, tymczasem dosiadający go Ryan Moore zdecydował się na prowadzenie w dystansie. Dla ekipy francuskiego konia była to spora niespodzianka.
– To, co się wydarzyło, było zaskoczeniem. Irlandczycy włożyli sporo pracy w taktykę, a wtedy jest zawsze ciekawie. Calandagan to jednak łatwy koń do prowadzenia i miał czas, aby dogonić klacz – dodał szkoleniowiec.
   Kobyła, za którą na ostatnich 400 metrach rzucił się w pogoń francuski wałach, to Kalpana ze stajni Juddmonte. Klacz na prostej zaatakowała na zewnątrz i dosiadający Calandagana Mickael Barzalona musiał wykazać się cierpliwością. Mimo tylko czterech rywali przez moment zrobiło się bardzo ciasno.
– Nie spodziewałem się tego – przyznał Barzalona. – Ale wiedziałem, że albo Rebel’s Romance zrobi mi lukę, albo Kalpana wyprzedzając go, zostawi mi miejsce. Czekałem więc, co się stanie, a potem ruszyłem za klaczą. Kiedy złapaliśmy rytm, wiedziałem, że będzie dobrze – dodał dżokej.
Tej pewności nie miał jednak trener Calandagana. Jak sam przyznał, był taki moment, że wydawało mu się, że klacz uciekła zbyt daleko.
– Zrobiła świetne wrażenie i pomyślałem: „O mój Boże, znowu skończę drugi o szyję!” – wyznał szczerze Graffard. – Mickael utrzymał go jednak w wyścigu. Po biegu powiedział mi, że ostatnie 200 metrów mocno się tu dłuży, i że wiedział, że ją dogoni – zakończył Francuz.
   Teraz wypada postawić pytanie, jaka będzie najbliższa przyszłość konia? Mimo dwóch pięknych zwycięstw na półtorej mili, Graffard miałby ochotę na start w International Stakes w Yorku na nieco krótszym dystansie. Rok temu jego koń był tam drugi.
– Nie miałbym nic przeciwko powrotowi na ten tor, a potem ewentualnemu wyjazdowi do Japonii pod koniec sezonu. Ale muszę to omówić z księżniczką Zahrą – wyjaśnił trener.
   Ten wyścig wyraźnie kusi szkoleniowca, jednak chyba zapomniał, że International to ma być także próba generalna dla Daryza z jego stajni przed występem w Nagrodzie Łuku Triumfalnego. A w tym ostatnim biegu Calandagan, który jest wałachem, nie ma prawa startu. Być może Graffard zdecyduje się na dwukilometrowy Irish Champion. Po delikatnej sugestii właścicielki stajni…

Singspiel

Zdjęcie – Equidia.fr

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły