Derby jednak dla Largo Wincha

Derby Arabskie rozegrane 27 lipca 2025 r. na warszawskim Służewcu miały być świętem wyścigów konnych, lecz przerodziły się w arenę kontrowersji. Najpierw padły niecenzuralne słowa na padoku, potem na torze rozgorzała bezpardonowa walka, a po proteście zmieniono kolejność na mecie. Gdy emocje nieco opadły, wyższa instancja całkowicie odwróciła werdykt. Ta historia to nie tylko kronika sportowej rywalizacji, lecz także starcie dwóch skrajnych interpretacji przepisów oraz ambicji trenerów i właścicieli. Ostateczne przywrócenie zwycięstwa Largo Winchowi na nowo definiuje granicę między prawidłową jazdą a intencjonalnym przeszkadzaniem rywalowi i z pewnością pozostanie tematem gorących dyskusji jeszcze przez długi czas.

Napięcie przed startem i zacięta walka na torze

Derbowy dzień od samego początku iskrzył od emocji, i to nie tylko tych sportowych. Jeszcze przed gonitwą, na padoku, doszło do bezprecedensowego incydentu. Właściciel jednego z faworytów, Largo Wincha, Tomasz Mikołajczyk, podszedł do dżokeja dosiadającego najgroźniejszego rywala, Elnizo – Szczepana Mazura. Rozmowa, która miała dotyczyć „czystej jazdy”, szybko przerodziła się w coś innego. Jak później zeznawali świadkowie, w tym sędzia obserwator, w stronę Mazura padły wulgarne słowa i groźby. Komisja Techniczna za próbę zastraszenia dżokeja i naruszenie porządku ukarała właściciela karą pieniężną. Ten incydent stał się ponurym preludium do dramatu, który miał rozegrać się na torze.

Sama gonitwa od początku ułożyła się pod dyktando dwójki faworytów. Trenowany przez Kamilę Urbańczyk Largo Winch, pod Erbolem Zamudinem Uulu, od razu znalazł się w czołówce, nadając obok Cewasza mocne, równe tempo. Za jego plecami czaił się Elnizo, prowadzony przez doświadczonego Szczepana Mazura. Na ostatnim zakręcie stało się jasne, że to właśnie te dwa konie, które miesiąc wcześniej stoczyły zacięty bój w Nagrodzie Janowa, rozegrają między sobą walkę o błękitną wstęgę.

Finiszowa prosta zamieniła się w arenę bezpardonowej walki. Largo Winch, który wyprowadził stawkę, zmieniał (jak oceniła KO) dwukrotnie kierunek galopu. Gdy Mazur próbował atakować go po zewnętrznej, kirgiski dżokej na Largo Winchu zaczął schodzić w prawo, skutecznie zamykając rywalowi drogę. Mazur, wykazując się nie lada refleksem, zmienił tor jazdy i przypuścił atak od wewnętrznej. Wtedy Largo Winch ponownie zaczął zbaczać, tym razem gwałtownie do wewnątrz, spychając Elnizo niemal na bandę i jak się niektórym wydawało, wytrącając go z rytmu. Mimo tych trudności, Elnizo nie odpuszczał. Ostatecznie Largo Winch minął celownik jako pierwszy, z przewagą ponad jednej długości, a jego dżokej uniósł ręce w geście triumfu. Radość była jednak przedwczesna.

Decyzja Komisji Technicznej

Jeszcze zanim konie zjechały z toru, trener Janusz Kozłowski był już w drodze do wieży sędziowskiej, a Szczepan Mazur oficjalnie złożył protest. Po długich naradach, analizie powtórek i przesłuchaniu obu dżokejów, Komisja Techniczna podjęła decyzję, która wstrząsnęła publicznością: protest został uwzględniony.

W oficjalnym orzeczeniu (nr 93) Komisja uznała, że Erbol Zamudin Uulu na Largo Winchu celowo i z premedytacją przeszkadzał rywalowi. Odrzucono tłumaczenia dżokeja, jakoby koń sam mu „uciekał”. Stwierdzono, że jeździec kilkukrotnie zmieniał tor jazdy, uniemożliwiając Elnizo podjęcie równej walki. W konsekwencji Largo Winch został przesunięty na drugie miejsce, a zwycięzcą Derby ogłoszono Elnizo. To nie był koniec. W osobnym orzeczeniu (nr 94) na Erbola Zamudina Uulu nałożono dolegliwą karę – dwa miesiące zawieszenia licencji, wskazując, że był on już wcześniej karany za podobne przewinienia, a rozmowy dyscyplinujące nie przyniosły rezultatu.

Dwa obozy, dwa spojrzenia

Decyzja Komisji podzieliła środowisko i wywołała lawinę komentarzy. Głos zabrali trenerzy, prezentując co oczywiste dwa skrajnie różne punkty widzenia.

Janusz Kozłowski, trener ogłoszonego zwycięzcą Elnizo, nie miał wątpliwości co do słuszności werdyktu. „To, co wyprawiał ten chłopak [Erbol Zamudin Uulu], było nie tylko zaprzeczeniem zasad fair play, ale przede wszystkim stwarzało ogromne niebezpieczeństwo” – mówił w wywiadzie. „Sam jeździłem w wyścigach przez 30 lat i doskonale widziałem, co się dzieje. Gdyby Szczepan Mazur na Elnizo nie zareagował i nie próbował uciekać, mogłoby dojść do tragedii”. Kozłowski podkreślał, że podobne, agresywne zachowanie dżokeja widział już podczas Nagrody Janowa i tym razem nie mógł go zignorować.

Zupełnie inaczej sytuację oceniała Kamila Urbańczyk, trenerka zdegradowanego Largo Wincha. Choć przyznała, że do przeszkadzania doszło, nie zgadzała się z surowością kary. „Uważam, że wynik jest dla mojego konia krzywdzący. Rozumiem, że koń był odprowadzany, jednak w mojej ocenie nie było ewidentnego zatrzymania Elnizo, zbicia go z rytmu, nie było też kontaktu między końmi” – argumentowała. Jej zdaniem, w przeszłości podobne incydenty kończyły się jedynie ukaraniem dżokeja, a nie zmianą wyniku gonitwy. „Tymczasem tutaj koń, który finiszował ponad długość za moim, został ogłoszony zwycięzcą. Elnizo, w moich oczach, był w tym dniu pokonanym” – stwierdziła, zapowiadając złożenie odwołania.

Świat wyścigowy zamarł w oczekiwaniu. Spór o Błękitną Wstęgę przeniósł się z toru do gabinetów, a ostateczny werdykt miał zapaść dopiero po rozpatrzeniu sprawy przez Komisję Odwoławczą.

Ostateczne rozstrzygnięcie

Historia derbowych kontrowersji znalazła swój finał w dwóch orzeczeniach, całkowicie zmieniając obraz sytuacji.

Pierwszy zwrot akcji: Kara złagodzona, intencje podważone

Jako pierwsze, 30 lipca, rozpatrzono odwołanie dżokeja Erbola Zamudina Uulu od nałożonej na niego dwumiesięcznej dyskwalifikacji. Komisja Odwoławcza (KO), w orzeczeniu nr 15/2025, dokonała ciekawej reinterpretacji wydarzeń z finiszowej prostej. W przeciwieństwie do Komisji Technicznej (KT), nie dopatrzyła się w działaniu jeźdźca „premedytacji” i „celowego przeszkadzania”.

W uzasadnieniu czytamy, że zachowanie dżokeja było wynikiem „niewystarczających umiejętności technicznych”, a nie świadomego łamania zasad. KO wskazała na konkretne braki: nieumiejętność operowania batem lewą ręką oraz przenoszenie ciężaru ciała przy odwracaniu głowy, co wpływało na tor jazdy konia. Uznano, że jeździec nie potrafił skorygować tych błędów, co stwarzało niebezpieczeństwo, ale nie było „polowaniem na konkurenta”. W efekcie, choć karę zawieszenia licencji utrzymano, skrócono ją o połowę – do jednego miesiąca. Był to wyraźny sygnał, że instancja odwoławcza inaczej ocenia wagę przewinienia.

Drugi zwrot akcji: Wynik przywrócony, Derby dla Largo Wincha

Prawdziwa bomba wybuchła później. Na posiedzeniu w dniu 31 lipca Komisja Odwoławcza rozpatrzyła odwołanie właściciela i trenerki Largo Wincha od decyzji o odebraniu mu zwycięstwa. Orzeczeniem nr 16/2025 całkowicie zmieniono zaskarżoną decyzję KT i przywrócono pierwotny wynik gonitwy. Oficjalnym zwycięzcą Derby Arabskiego 2025 ponownie został Largo Winch.

Uzasadnienie tego werdyktu opierało się na fundamentalnej zasadzie: błędy jeźdźca, nawet naganne, mogą prowadzić do zmiany wyniku tylko wtedy, gdy bezpośrednio i w decydujący sposób wpłynęły na końcową kolejność. Zdaniem KO, w tym przypadku tak się nie stało. Po wnikliwej analizie nagrań stwierdzono, że Elnizo „nie był wstrzymywany, wybity z rytmu galopu, nie został sprowokowany do potknięcia, czy w inny sposób nie uniemożliwiono mu swobodnego ruchu”. Mimo błędów technicznych dżokeja na Largo Winchu, jego koń był po prostu w tym dniu lepszy, „galopował lżej, z większym zapasem sił” i zasłużenie utrzymał przewagę.

Komisja Odwoławcza ostro podkreśliła, że „nie jest słusznym i zgodnym z założeniami wyścigów konnych karanie zwycięskiego konia utratą zwycięstwa na drodze niejako dodatkowej kary dla dosiadającego go jeźdźca”. Tym samym rozdzielono winę dżokeja (za którą został ukarany) od wyniku sportowej rywalizacji na torze. Decyzja jest ostateczna i nie podlega dalszemu odwołaniu.

Michał Kurach

Na zdjęciu tytułowym Largo Winch mknie po wygraną w Derby

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły