Prix Jean Romanet. Los nagrodził upór Graffarda

    To się nazywa powrót w wielkim stylu! 5-letnia Quisisana, która z powodu kontuzji omal nie zakończyła biegania rok temu, w niedzielę sięgnęła po największy sukces w karierze, wygrywając Prix Jean Romanet. Dzięki temu klacz trenowana przez Francisa-Henriego Graffarda ma zapewniony start w Prix de l’Arc de Triomphe.
  

   Wyhodowana zaledwie 20 kilometrów od hipodromu Deauville kobyła zeszłej wiosny była w doskonałej formie. Dowolnie wygrała gonitwę listed i szykowana była na… Prix Jean Romanet (G-1). Pechowo, na jednym z ostatnich treningów przed biegiem, doznała kontuzji. Groził jej koniec kariery. Jej właściciel Juergen Winter postanowił po leczeniu zostawić ją w swojej stadninie Haras de la Perelle. Jednak jedna osoba nie chciała się z tym pogodzić.
– Odbyliśmy sporo trudnych rozmów telefonicznych. Bardzo naciskałem na pana Wintera, aby zostawił ją w treningu, ponieważ czułem, że jeszcze nie osiągnęła tego, na co zasłużyła talentem – opowiadał trener Graffard.
   Początkowo właściciel był nieugięty. Ale jak widać, nie docenił uporu szkoleniowca. Ten ostatecznie dopiął swego i klacz wróciła do treningu, by wiosną i latem wygrać dwa biegi. Powoli szlifowała formę, by powetować sobie to, co los zabrał jej w zeszłym roku.
   Bieg rozegrany został bardzo rzetelnym tempem, co zaowocowało jednym z najlepszych czasów w historii biegu. Poprowadziła trzyletnia siwa Cankoura, mam jednak wrażenie, że dosiadający ją Mickael Barzalona podszedł do zadania ze zbyt dużym entuzjazmem. Wydawało mi się, że klacz nie wytrzyma tego tempa i na prostej „spuchnie”. I tak się stało. Druga trzylatka w stawce Bedtime Story trzymała się nieźle aż do finiszu, potem jednak wyraźnie zabrakło jej mocy. Młodsze klacze wyraźnie odczuły wiosenne starty i nie były poważnym zagrożeniem dla starszych rywalek. Prowadzona w dystansie na czwartym miejscu Quisisana cały czas „szła w ręku”, a na prostej lekko przyśpieszyła i pewnie sięgnęła po wygraną. Za nią na celowniku w ostatniej chwili zameldowała się Survie, druga w zeszłorocznym Prix de Diane. Sukces klaczy Graffarda nie był jednak zagrożony nawet przez moment. Francuski szkoleniowiec był wyraźnie poruszony wynikiem gonitwy.
– Zawsze ją uwielbiałem, omal nie złamała mi serca. Byłem pewien, że wygra w zeszłym roku, ale miała problemy zdrowotne. Byłem tym mocno sfrustrowany – wyjaśnił trener
   Graffard ma doskonały sezon i pewnie zmierza po tytuł championa, a sądzę, że także po zaszczytne miano trenera roku. Teraz ma jednak kolejny problem. Dwie jego klacze Quisisana i oaksistka Gezora mają prawo startu w Prix de l’Arc de Triomphe. Początkowo ta pierwsza miała pobiec w Prix de l’Opera, teraz jednak Francuz wyraźnie się waha.
– Sprawa jest otwarta. Muszę porozmawiać z właścicielem i dżokejem. Ale zarówno Calandagan, jak i Goliath nie mogą startować w Arc, więc dlaczego nie? Ona poradzi sobie z dystansem, a miękka bieżnia jej nie zaszkodzi. Jedyny problem, to utrzymać ją w dobrym zdrowiu – wyjaśnił Graffard.
   Wszystko pięknie, ale kolejny kłopot to… rozmowa z jeźdźcem. W tym sezonie na współpracy z trenerem najwięcej skorzystał Christophe Soumillon, wygrywając kilka dużych gonitw na „proszonych dosiadach”. To Belg poprowadził świetną Gezorę do triumfu w Prix de Diane. Jeśli miałbym obstawiać wybór 10-krotnego championa Francji, to wskazałbym jednak na oaksistkę. Graffard będzie musiał poszukać innego dżokeja dla Quisisany. Choć nie sądzę, żeby musiał specjalnie długo szukać.

Singspiel

Zdjęcie – Equidia.fr

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły