Są konie, które po prostu lubią błyszczeć. Do takich z pewnością należy Lindahls Anakin, który po raz trzeci z rzędu triumfował podczas najważniejszego dnia wyścigów arabskich na Służewcu, tym razem wygrywając prestiżową gonitwę Traf Warsaw Mile (Listed, 1600 m). O kulisach tego zwycięstwa, strategicznych decyzjach, które do niego doprowadziły, a także o nadziejach i wyzwaniach związanych z pozostałymi końmi w stajni, rozmawiamy z trenerką Claudią Pawlak, dla której miniony weekend był prawdziwym rollercoasterem emocji.
Michał Kurach: Gratuluję! Za nami udany weekend dla Pani stajni, zwłaszcza dzięki zwycięstwu Lindahls Anakina w gonitwie Traf Warsaw Mile. Jak przeżywała Pani ten bieg z perspektywy trenera?
Claudia Pawlak: Dziękuję bardzo. Emocje były ogromne, bardzo się stresowałam. Szczególnie wtedy, gdy mam większe nadzieje i wiem, że koń ma realne szanse na wygraną, ten stres jest jeszcze większy. Inaczej jest, gdy koń walczy o płatne miejsce, a inaczej, gdy celem jest zwycięstwo. Tu od początku zakładałam, że jesteśmy w stanie pokonać faworyzowanego Wasmy Al Khalediah.
To już trzeci rok z rzędu, kiedy Anakin wygrywa w najważniejszy dzień sezonu dla koni arabskich. Można powiedzieć, że to jego ulubiona data w kalendarzu.

Rozmawiałam o tym z właścicielką i doszłyśmy do wniosku, że on po prostu jest gwiazdorem i lubi, gdy publiczność na niego patrzy. Nawet w zeszłym roku, gdy jego forma była nieco słabsza, w tym dniu nie tylko wygrał Memoriał Bogdana Ziemiańskiego, ale zrobił to w imponującym stylu. Może naprawdę czuje tę wyjątkową atmosferę.
Po bardzo szybkim otwarciu przez Lightning Thundera wydawało się, że Wasmy Al Khalediah ma wszystko pod kontrolą. W którym momencie uwierzyła Pani, że to Anakin wygra ten bieg?
Szczerze mówiąc, był taki moment w połowie prostej, że przez chwilę poczułam smak porażki. Wasmy trzymał się mocno. Ale gdy zobaczyłam, że Anakin zaczyna go dochodzić, wiedziałam, że da radę. Miał jeszcze trochę zapasu, co było widać po tym, jak po zwycięstwie postawił uszy – był gotowy na odbieranie laurów (śmiech). Wiedział, że zrobił swoje.
Zapis do gonitwy na 1600 metrów był pewnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze dobre starty na dłuższych dystansach. Skąd taka decyzja?
To była przemyślana strategia. Po pierwsze, ostatni wyścig na 2400 metrów w Nagrodzie Figaro sporo go kosztował. Po drugie, analizowałam potencjalne stawki i wiedziałam, że w Traf Warsaw Mile będzie nieco słabsza obsada niż w Nagrodzie Europy. Namówiłam na to właścicielkę, która marzyła o starcie w gonitwie rangi G3, ale ta decyzja okazała się słuszna.
Czy po tym zwycięstwie bierze Pani pod uwagę starty za granicą?
Na razie nie. Anakin miał w zeszłym roku pewne problemy zdrowotne i razem z właścicielką postanowiłyśmy, że nie chcemy go narażać na dodatkowy stres związany z transportem. Na razie planujemy dać mu odpocząć i zregenerować się po ostatnich, intensywnych startach. Dopiero po badaniach zdecydujemy, co dalej.
Przejdźmy do soboty. Mr Nunek zajął szóste miejsce w Nagrodzie Pink Pearla. Uznaje Pani ten występ za udany?
Myślę, że na miarę jego obecnych możliwości. Wyścig nie do końca mu się ułożył, musiał iść bardzo szeroko. Uważam, że na ten moment to koń na gonitwy grupowe, a rywalizacja pozagrupowa to dla niego trochę za wysokie progi. Nie był jednak daleko, stracił niewiele do zwycięzcy. Plan jest taki, żeby w przyszłym sezonie wrócił do niższej grupy, gdzie będzie mu łatwiej. Może jeszcze w tym roku załapie się na jakiś handicap drugiej grupy.
W sobotę biegała również trzylatka Gro, zajmując trzecie miejsce. To chyba powód do zadowolenia?
Jestem z niej bardzo zadowolona. Robi ogromne postępy z każdym startem, zwłaszcza że była zajeżdżona dopiero jako trzylatka i wciąż ma mało doświadczenia. W jej przypadku widać ogromny progres, nie tylko fizyczny, ale też w psychice. W pierwszym wyścigu straciła start, w drugim była na froncie i zabrakło jej sił w końcówce, a teraz pięknie finiszowała z koni. Mam nadzieję, że następny krok to będzie zwycięstwo.
W niedzielę emocji dostarczył również Hyrokkin w Memoriale Bogdana Ziemiańskiego. Zajął piąte miejsce, choć warunki na torze chyba nie do końca mu sprzyjały?

Zdecydowanie. Hyrokkin jest wrażliwy na stan toru. Ma małe kopyta i krótki, dynamiczny ruch, przez co na kopnej, grząskiej bieżni po prostu się zakopuje. W ten weekend tor był mocno polewany i elastyczny, co nie było dla niego korzystne. Myślę, że to głównie warunki torowe zadecydowały o wyniku, a nie sam dystans czy poziom rywali.
Mimo że ma pięć lat, jest mało doświadczonym koniem, ponieważ pauzował cały zeszły sezon.
Dokładnie. On wciąż jest trochę jak dzieciak, potrzebuje czasu, żeby się rozbiegać. Myślę, że w przyszłym sezonie może pokazać jeszcze więcej, również na dłuższych dystansach. Jest zbudowany jak typowy miler, mocny, zwarty, ale ma potencjał.
W Nagrodzie Białki świetnie zaprezentował się Agar Al Khalediah, zajmując czwarte miejsce, ale tuż za ścisłą czołówką rocznika.

To koń, w którego bardzo wierzę. Trochę późno dołączył do treningu, bo dopiero w lutym, więc wciąż brakuje mu doświadczenia. W wyścigu, gdy na finiszu zrobiło się ciasno, trochę się zawahał. Mimo to był bardzo blisko najlepszych. Uważam, że na przyszły sezon, w najważniejszych gonitwach, może być naprawdę groźny. To koń polskiej hodowli o fantastycznym rodowodzie, a do tego ma predyspozycje, by trzymać dystans. Sama go wybrałam do mojej stajni.
Porozmawiajmy o innych czołowych koniach ze stajni. Don’t Cry w zeszłym roku była w ścisłej czołówce, a w tym sezonie biega poniżej oczekiwań. Zdiagnozowała Pani przyczynę?
Próbowaliśmy na przeróżne sposoby. Przebadaliśmy ją od góry do dołu, pobieraliśmy krew, wszystko. Generalnie nie jesteśmy w stanie dojść do sedna problemu. W treningach nic się nie zmieniło, a wizualnie wygląda nawet lepiej niż w zeszłym roku. Być może to podobny przypadek jak z Legende du Pouy – zrobiła swoje jako trzylatka i teraz po prostu jej się nie chce. Klacze tak czasem mają, do głosu dochodzą instynkty.
Jak Pani ocenia tegoroczne starty Tokali? Po wygranej w Nagrodzie Soliny apetyty były duże, ale w Oaks nie odegrała większej roli.
Troszkę się tego spodziewałam. Prawda jest taka, że ona od początku, zarówno z budowy, jak i z pochodzenia, nie wygląda na typowego konia dystansowego. Udało nam się ją „zrobić” na Soliny, co już było sporym wyczynem, ale tam bardzo jej się ułożył wolno rozegrany wyścig. Derby i Oaks to już były gonitwy typowo dystansowe. Widać było, że po prostu nie chce już biegać na tak długich dystansach.
Wspomniała Pani o Legende du Pouy. Ona również, podobnie jak Don’t Cry, po świetnym sezonie w wieku trzech lat, teraz spisuje się słabiej. Czy to cecha koni po ogierze AF Albahar?
Coś w tym jest. Wydaje mi się, że intensywny sezon ją zmęczył i trochę się wypaliła. Jeśli chodzi o potomstwo AF Albahara, to mam mieszane uczucia. Tych koni jest bardzo dużo, a spora część ma problemy zdrowotne, często „urywają się” lub mają wady postawy. Jeśli chodzi o psychikę, bywają nerwowe, ale te, które trenowałam, nie były jakoś wybitnie trudne w obejściu.
W stajni ma Pani sporo młodych koni. Któryś z nich zapowiada się szczególnie obiecująco?
Mamy kilka ciekawych dwulatków. Niestety, In Between od Marty Barbuzińskiej musiałam wycofać z powodu problemów zdrowotnych, ale wydaje mi się, że ma potencjał na dobrą sprinterkę. Obiecująco zapowiada się też Lorenza ze stajni Dozbud – jest fajnie zbudowana, ma świetną głowę do ścigania. Jestem też zadowolona ze swojej Sweetheart, która mimo dużego wzrostu ma dobre nogi i już dwa razy solidnie pobiegła, zajmując drugie miejsca. Myślę, że w przyszłym sezonie zrobi duże postępy.
A co z My Snow White, która tak efektownie zadebiutowała w dniu derbowym?

To klacz o nieco delikatniejszej budowie, w porównaniu do takich koni jak Kartacz jest wręcz malutka. Konkurencja w tym roku na krótkich dystansach jest wyjątkowo silna. Mimo wszystko uważam, że ma jeszcze szanse w tym sezonie. Jej wygrana sprawiła ogromną radość właścicielom, którzy wcześniej mieli pecha ze swoim koniem, więc nie ma czego żałować. Ta radość jest w wyścigach najważniejsza.
Na koniec wróćmy do koni arabskich. Co słychać u SS Al Masy, która dobrze zaprezentowała się w Nagrodzie Europejczyka?
To niezła klacz, ale sporo już w tym sezonie biegała, więc nie chciałam jej nadwyrężać startem w Nagrodzie Białki. Chcę, żeby miała jeszcze siły na przyszły rok. Teraz na spokojnie spróbujemy wygrać jakąś gonitwę pierwszej grupy i zobaczymy, co dalej.
Czy możemy spodziewać się jeszcze jakichś debiutów w tym sezonie?
Tak, mam cztery nowe, niebiegające konie arabskie z Francji – dwa trzylatki i dwa czterolatki. Trzy z nich wydają się bardzo obiecujące, a szczególnie jeden trzylatek, Attlas, bardzo mi się podoba. To konie od nowych właścicieli z zagranicy, więc na pewno będzie ciekawie.
Dziękuję za rozmowę.
I ja dziękuję.
Michał Kurach
Na zdjęciu tytułowym dekoracja dekoracja po gonitwie Traf Warsaw Mile
