Katarzyna Kozłowska: Czasami mam wrażenie, że Rasmy rozumie to, co się do niego mówi

Podczas dnia arabskiego na Służewcu w biegu o Nagrodę Białki triumfował Ammas. Septym i kwint sensacyjnie pozbawił graczy Wanash. Największym jednak sukcesem była wygrana w wielkim stylu Rasmy’ego Al Khalediaha w Nagrodzie Europy. – Pokazał, że jest wielkim wojownikiem, wielkim sportowcem, który mimo wieku, mimo różnych niepowodzeń, potrafi wrócić i ścigać się na najwyższym poziomie. Niewiele jest tak twardych i dzielnych koni – mówi menedżerka stajni, a prywatnie małżonka trenera Janusza Kozłowskiego, Katarzyna.

Kolejny raz przed wyścigiem słyszałem, że wraz z trenerem Januszem Kozłowskim obawiacie się, że dla Rasmy’ego Al Khalediaha dystans może być zbyt długi. Mimo obaw bieg o Nagrodę Cometa na 2000 metrów wygrał, mimo obaw bieg o Nagrodę Ofira na 2400 metrów wygrał, a w miniony weekend, mimo obaw, zwyciężył w biegu o Nagrodę Europy na 2600 metrów. To chyba o dystans jednak nie trzeba się obawiać?

Nie, nie obawialiśmy się o dystans. Obawiali się raczej tego eksperci, od których najpierw słyszeliśmy, że dwa kilometry to może być zbyt daleko, potem, że 2400 to już z pewnością będzie zbyt daleko, a teraz 2600. No, a Rasmy te wszystkie wyścigi wygrał. Ostatni, najbardziej prestiżowy w fantastycznym stylu o kilka długości. Obawialiśmy się raczej innych czynników, tych związanych ze sposobem rozegrania gonitwy, obawialiśmy się tego, że znowu ktoś może nam przeszkadzać, zajeżdżać drogę, że przytrafią się jakieś nieoczekiwane i niesprzyjające okoliczności, które uniemożliwią czystą, uczciwą rywalizację. Obawialiśmy się też trochę, czy Temur Kumarbek, który dosiadał Rasmiego, wytrzyma ciśnienie. Dosiad na takim koniu, w tak prestiżowym wyścigu, to nie tylko duży zaszczyt, ale też ogromna odpowiedzialność i wielka presja. Tu chcieliśmy bardzo podziękować menadżerowi generalnemu Hubertowi Kuleszy, który reprezentuje właściciela koni stajni Al Khalediah, księcia Arabii Saudyjskiej, że zaufał trenerowi, który przekonywał, żeby dać szansę temu jeźdźcowi, co prawda jeszcze mało doświadczonemu, ale utalentowanemu. Temur przeprowadził Rasmiego idealnie, z dużym wyczuciem, dokładnie według wskazówek trenera. Ja, oglądając wyścig, słyszałam z boku komentarze typu, jak on daleko siedzi, co on robi, na pewno nie zdąży itp. Tak właśnie miało być, wszystko było zaplanowane i przemyślane, a Temur pojechał z zegarmistrzowską precyzją. Bardzo się ciszę się z sukcesu tego młodego chłopaka, pokazał, że ma chłodną głowę, że jest gotowy na tak duże wyzwania, no i z pewnością ta wygrana też bardzo wzmocniła go mentalnie i mocno podbudowała.

Rasmy al Khalediah frunie po zwycięstwo w Nagrodzie Europy

A Rasmy, jaki to jest koń?

Jest wyjątkowy, bardzo mądry, inteligentny. Czasami mam wrażenie, że on rozumie to, co się do niego mówi. Jest jednocześnie delikatny, wrażliwy, bardzo lubi, kiedy poświęca mu się uwagę, głaszcze, przytula. Z drugiej strony jest sportowym twardzielem, silnym, odpornym na wysiłek i obciążenia, choć jego droga sportowa nie była łatwa, bo miewał kontuzje i ciężko chorował. Po udanej karierze trzyletniej musiał przejść operację najpierw jednej zadniej nogi, później drugiej. Nie były to groźne zabiegi, ale jednak wykonywane na stole operacyjnym w narkozie. Gdy już wrócił do formy i znów zaczął wygrywać duże wyścigi, podczas jednego z powrotów promem ze Szwecji, po wygranej w Listed, przeziębił się i zachorował na zapalenie płuc. Przez dwa miesiące miał podawane silne leki. Był bardzo słaby, miał długo wysoką gorączkę, nie chciał jeść. Wtedy nawet nie myśleliśmy o tym, czy będzie jeszcze kiedyś biegał, bo zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może to być koniec kariery wyścigowej. Zależało nam jedynie na tym, żeby wyzdrowiał. No i się udało. Wyzdrowiał, wznowił treningi i znowu wygrywa, choć dojście do wysokiej formy zajęło mu prawie dwa lata. W międzyczasie były już plany o zakończeniu kariery, plany, żeby zabrać go do domu i tu znowu podziękowania dla Huberta Kuleszy, że zaufał trenerowi, dając Rasmiemu jeszcze chwilę czasu. Rasmy odwdzięczył się wygraną w Nagrodzie Porównawczej i kolejny raz w Listed w naszej ukochanej włoskiej Pisie, gdzie mamy wspaniałych przyjaciół.

Wyleczyliście Rasmy’ego, opiekowaliście się nim, pracowaliście z nim i się odwdzięczył zwycięstwem w biegu o Nagrodę Europy.

Wyleczyli go lekarze, którym bardzo dziękujemy, a my wraz z całą załogą opiekowaliśmy się nim najlepiej, jak tylko potrafiliśmy, wkładając w to nasze serca. Ta wygrana to przeogromna radość dla całej stajni, wielka satysfakcja, to zwieńczenie pracy całej załogi, spełnienie naszych marzeń. Jeśli chodzi o Rasmiego, to pokaz siły, ale tej takiej wewnętrznej siły. Chodzi mi o ducha walki, o ambicje. Pokazał, że jest wielkim wojownikiem, wielkim sportowcem, który mimo wieku, mimo różnych niepowodzeń potrafi wrócić i ścigać się na najwyższym poziomie. Niewiele jest tak twardych i dzielnych koni. Chcieliśmy podziękować za gratulacje, za wszystkie ciepłe słowa, a było ich naprawdę dużo, nie spodziewaliśmy się takiego aplauzu kibiców. To były dla nas bardzo wzruszające i ważne chwile, przywróciły nam wiarę w sens naszej ciężkiej pracy i wiarę w ludzi.

Wydawało się, że Wasmi będzie nie do pokonania w Traf Warsaw Mile, a jednak…

Chcę go wytłumaczyć. Nie byliśmy w stanie zagwarantować mu odpowiedniego cyklu startów. Po prostu nie miał gdzie biegać, a wiadomo, że formę konia buduje się też startami. W polskim planie jest tylko jeden odpowiedni pod względem dystansu wyścig, w którym Wasmy może biegać. W ubiegłych latach wyjeżdżaliśmy regularnie do Szwecji, gdzie gonitw rangi Listed na krótkich dystansach były cztery. We wszystkich braliśmy udział, zaliczając bardzo dobre wyniki, zajmowaliśmy pierwsze lub drugie miejsca. Wasmy czuje się na szwedzkich torach rewelacyjnie, lubi małe tory z ostrymi zakrętami i krótką prostą. Wyścigi konne w Szwecji przeżywają kryzys w związku z problemami finansowymi i z czterech wyścigów w planie został tylko jeden. Wasmy wziął w nim udział i zajął drugie miejsce. Ten start miał miejsce na początku czerwca, więc koń miał prawie trzy miesiące przerwy. To zbyt długo. Mocne tempo i brak przetkania w wyścigach sprawiły, że na ostatnich metrach zabrakło mu powietrza w płucach i całkiem osłabł. Bardzo możliwe, że wyścig w Szwecji będzie zaliczony jako wygrana, bo otrzymaliśmy informacje, że u klaczy, która minęła celownik jako pierwsza, wykryto doping. Teraz jest badana próbka B. Czekamy na wyniki.

Nawet nasz eksportowy jeździec Szczepan Mazur nie pomógł w zwycięstwie Wasmy’emu Al Khalediahowi

A gdzie indziej nie można było jechać z Wasmym?

Można, nawet były takie plany. Na jego poziomie w większości są gonitwy w okolicach 2000 metrów, a jeśli są na krótszych, to biegają tam konie z najwyższej półki. Szukaliśmy mu wyścigów w Niemczech, we Włoszech, we Francji i dwa znaleźliśmy, G2 i G3. Bardzo wysokie progi. Do jednego z nich zgłosiliśmy Wasmiego, ale okazało się, że wystartują tam „seryjni zwycięzcy” gonitw rangi G, bardzo dobre konie. Do drugiego zapisu podchodziliśmy z dużą rezerwą i ostatecznie też okazało się, że tam też będą biegać konie poza naszym zasięgiem. Jechać, mając świadomość, że będzie się jedynie tłem, nie ma najmniejszego sensu. Takie wyjazdy są bardzo kosztowne. Wyjazd do Wrocławia, czy Sopotu, to koszt ponad dwa tysiące złotych, oczywiście kiedy jadą dwa konie, to koszty dzieli się na pół. Natomiast wyjazd do Szwecji, Włoch, czy Francji, to koszt kilkunastu tysięcy złotych.

To, jaki jest sens trzymania takiego konia w treningu przez cały rok? Dla dwóch wyścigów i to bez gwarancji, że je wygra?

Dlatego znowu ogromne podziękowania kieruję do właścicieli konia, że zostawili go u nas, mając świadomość, że może wystartować tylko trzy razy. Trzy, bo prawdopodobnie pobiegnie jeszcze z Rasmy’m podczas grudniowego mityngu we Włoszech. Będziemy szukać dla niego gonitw, może wyszukamy coś wcześniej. Koń po wyścigu czuje się rewelacyjnie, przetkał się i jest gotowy na kolejny start, szkoda to wszystko tracić.

Czy oba konie zostaną na przyszły rok w treningu?

Nie wiem, to wszystko zależy od planów i decyzji właścicieli. Bardzo byśmy chcieli, żeby oba zostały. Ciężko będzie nam i załodze rozstać się z nimi. Może w Szwecji coś się zmieni na lepsze i w przyszłym roku będzie więcej wyścigów dla Wasmiego na krótszych dystansach.

Nagrodę Białki wygrał w walce Ammas. Czy to najlepszy młody arab w Polsce?

Ammas w walce pokonuje Azaara w biegu o Nagrodę Białki

Na pewno jeden z najlepszych. Wygrał po walce. Na celownik wpadło pięć koni razem, on wygrał o pół długości. Wszystkie te pięć koni, to bardzo dobre młode araby. Ammas jest niedużym delikatnym koniem. Mamy nadzieję, że przez zimę urośnie i wzmocni się. Podobać może się to, że jest bardzo ambitny i waleczny.

W niedzielę sensację sprawił Wanash, wysadzając gros ludzi z septym i kwint.

Wanash wreszcie pobiegł na miarę swojego pochodzenia

Sama nie wiem, jak to się stało. Może po prostu przypasowali sobie z Symikiem Urmatbekiem, a może po prostu potrzebował czasu, żeby dojrzeć do wygrywania. Już w Sopocie pokazał zwyżkę formy, zajmując drugie miejsce, choć po wyścigu wrócił bardzo pokaleczony, ktoś najechał mu na nogi. Obawialiśmy się o jego dalszą karierę, bo rany były paskudne. Jednak szybko się wyleczył i zregenerował. To bardzo specyficzny koń. Jest trochę uparty. Kiedy chce się go poprosić o większy wysiłek, kładzie uszy, stawia szyję do góry i zwalnia. Teraz tego nie zrobił, współpracował z Symikiem do samego celownika, ku wielkiej uciesze naszej i jego właścicielki. Docenił go również handicaper, który po gonitwie dołożył mu aż 16 kilogramów, natomiast Rasmiemu tylko kilogram…

Czy zwycięstwo w Nagrodzie Europy osłodziło Wam porażki w Derby dla folblutów i arabów?

Na pewno trochę tak. Derby, jedne i drugie, to trudny temat i nie chodzi o sam aspekt sportowy i ostateczny wynik. Jestem już bardzo długo na wyścigach, widziałam wielu faworytów, którzy przegrywali duże gonitwy. Wyścigi nie do końca są przewidywalne, co niewątpliwie też jest ich pięknem. Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Jestem w stanie pogodzić się z przegraną konia, z którym pracuję, którego bardzo lubię, którego bardzo liczę i który zalicza się go grona faworytów. Nie jestem natomiast w stanie pogodzić się z podłością i nikczemnością niektórych ludzi, z ich złośliwością i jadem, jaki z siebie sączą. To, co się działo w necie na forach wyścigowych po drugim Derby, to było preludium chamstwa i prostactwa. Na jednym z forum gdzie anonimowe komentarze są normą, padały wręcz wulgaryzmy pod naszym adresem. Zarzucano nam, że załatwiliśmy sobie wynik z sędziami przy zielonym stoliku, że załatwiliśmy deportację dla Erbola i inne takie kwiatki. Nasi przyjaciele nagle okazali się naszymi wrogami. Najbardziej jednak zabolał nas wpis na Facebooku jednego z dziennikarzy, który zasugerował, że przywłaszczyliśmy sobie pieniądze za wygraną i nawoływał do niezwłocznego ich zwrotu. Nie przywłaszczyliśmy żadnych pieniędzy. Nawet nam ich nie wypłacono. Procedury wyglądają tak, że pieniądze są wypłacane dopiero po przyjściu wyników prób dopingowych, a trwa to jakieś trzy do czterech tygodni. Wyniki przyszły dopiero w miniony piątek, a komunikat ukazał się w sobotę. Zwykli ludzie tego nie wiedzą, ale właściciel koni, a jest nim ów dziennikarz piszący o wyścigach od lat, takie rzeczy wie. Celowo zostaliśmy postawieni w złym świetle. To wszystko było bardzo przykre i bardzo nas zabolało. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie i jak bardzo pałać do kogoś nienawiścią, żeby wypisywać te wszystkie bzdury. Tak jak koniowi można odebrać serce do ścigania, tak nam po tylu latach ciężkiej pracy, poświęceń i wyrzeczeń odebrano serce do wyścigów. Na koniec znowu podziękowania. Dużo ich dzisiaj. Dziękujemy wszystkim naszym znajomym, przyjaciołom i zwykłym kibicom, tym którzy w tych trudnych dla nas chwilach okazali nam wiele wsparcia i obdarowali dobrym słowem. Macie wielkie serca. Dziękujemy.

Rozmawiał Maciej Rowiński

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły