W niedzielę dobiegł końca kilkudniowy mityng w Baden-Baden nazywany Grossen Woche (niem. Wielki tydzień). Jego uwieńczeniem jest prestiżowy wyścig Grupy 1 – Grosser Preis von Baden, w którym powrót na szczyt zanotował jeden w bohaterów roku 2024, Goliath. W sobotę mieliśmy okazję kibicować dwóm klaczom znanym z występów w Polsce – Lady Charlotte i Lady Moni. Druga z nich jest w zapisie do Wielkiej Warszawskiej, więc wkrótce możemy ją ponownie zobaczyć w akcji na Służewcu.
Z uwagą śledzimy w ostatnich dniach konie, które zostały zapisane do tegorocznej edycji Wielkiej Warszawskiej (Listed, 2600 m). Do tego najbardziej prestiżowego jesiennego wyścigu na Służewcu zgłoszono w pierwszym terminie 22 folbluty, w tym osiem trenowanych poza granicami Polski. Cztery pobiegły w niedzielę w węgierskim Kincsem Dij (więcej można przeczytać pod tym LINKIEM), we Francji niedawno startowała Florence (zajęła dalsze miejsce w gonitwie Quintee+), natomiast Polyan pod koniec sierpnia w dobrym stylu wygrał St. Leger w Pradze.
Pozostała dwójka to konie własności Westminster Race Horses: przygotowywany we Francji przez Henriego-Alexa Pantalla Sir Siljan oraz stacjonująca w niemieckiej stajni Andreasa Wöhlera Lady Monia. Klacz w sobotę pojawiła się na starcie w Baden-Baden, po raz pierwszy od swojego inauguracyjnego występu dla Wöhlera w kwietniu (była wtedy 6. na poziomie Listed). Jak nas poinformował właściciel firmy Westmister Marian Ziburske, był to dla klaczy wyścig przygotowawczy przed ewentualnym startem na Służewcu. Jeśli po biegu wszystko z klaczą będzie w porządku, przyjedzie na Wielką Warszawską.
Lady Monia wzięła udział w gonitwie klasy Ausgleich II na dystansie 2400 m. Trafiła tam na kilku wymagających konkurentów, ale i tak znalazła się w gronie podliczanych koni. Dosiadana przez Adriego de Vriesa klacz ładnie przyjęła start i znalazła się w czołówce. Holender przytrzymał ją jednak i ulokował się w połowie stawki, bliżej wewnętrznej. Wyjście na prostą w Baden-Baden to bardzo charakterystyczny moment. W większości przypadków konie podążają do przeciwległej bariery, gdzie bieżnia jest bardziej nośna i tam rozpoczyna się ostry finisz. Tę drogę obrała większość koni, w tym również Lady Monia, mocno jeszcze wypychana przez prowadzącego w dystansie Quinto. Tymczasem zdecydowanie ciaśniej zakręt wzięły Free Folie pod Michalem Abikiem oraz dosiadany przez Pablo Werdera Havoc, zostając przy wewnętrznej bandzie. Dzięki temu manewrowi ta dwójka odskoczyła na kilka długości i walczyła o prowadzenie. Po drugiej stronie toru Lady Monia finiszowała wraz z Lordem of the Alps, a środkiem z odległej pozycji znakomicie rozpędzała się Tramina, niosąca najniższą wagę w polu (51 kg) pod Michaelą Malacovą. Klacz biegła naprawdę błyskotliwie i w końcówce w oczach zmniejszała stratę do walczących o pierwsze miejsce rywali. Na celownik wpadła praktycznie z nimi, ale zdjęcie z fotokomórki pokazało, że jednak zabrakło jej kilkudziesięciu centymetrów. O łeb uległa Havocowi, który o nos przegrał z Free Folie. Odważna jazda Michala Abika na Free Folie dała niespodziewane zwycięstwo (z notowaniem ponad 27 do 1) tej klaczy trenowanej na Słowacji przez Marcela Mihalika.
Lady Monia poradziła sobie z pozostałymi rywalami, tracąc do zwyciężczyni niewiele ponad 2 dł. Czas gonitw okazał się niezły (2’30,46”), a jej występ można ocenić pozytywnie, zwłaszcza po tak długiej przerwie. Zadowolony z jej postawy był także Adrie de Vries. Można się spodziewać, że forma klaczy pójdzie znacząco w górę, jeśli nie pojawią się żadne kłopoty zdrowotne.

Marian Ziburske odniósł się przy okazji także do dwóch pozostałych koni zgłoszonych przez Westminster Race Horses do Wielkiej Warszawskiej. Trenowany we Francji Sir Siljan nie pobiegł pod koniec sierpnia w gonitwie klasy 2 w Deauville. Miał w ostatnim czasie lekki problem z nogą, który spowodował, że obecnie jego szanse wystąpienia na Służewcu oceniane są 50 na 50. W lipcu 4-letni ogier był trzeci w gonitwie klasy 1 w Dax (4 dł. za zwycięzcą). Najmniej prawdopodobny w Wielkiej Warszawskiej jest udział Naughty Petera (trenowanego przez Marlenę Stanisławską na Partynicach), dla którego kolejny występ planowany jest w Pradze.
W sobotę w Baden-Baden wystartowała także trzyletnia Lady Charlotte (dziewiąta), uczestniczka niemieckich Derby i Oaks (piąta). Tym razem została zapisana do wyścigu Grupy 2 – Badener Stutenpreis (2400 m, pula 70 tys. euro), w którym trzylatki mierzyły się ze starszymi klaczami. Zdecydowanie wyżej oceniane były uczestniczki Oaks: Innora, Nyra, Santagada i właśnie Lady Charlotte. Miał to być dla nich swoisty rewanż za niedawne starcie.
Tymczasem pogodziła wszystkich czteroletnia Egina ze stajni Petera Schiergena, prezentująca w tym roku znakomitą formę. W maju triumfowała w dwóch gonitwach Listed: Grosser Preis von Hannover 96 oraz Preis der Baden, a w lipcu finiszowała trzecia w Grosser Preis von Hamburg (G3). Eksperci zakładali jednak, że niosące o 3,5 kg mniej trzylatki postawią jej trudne warunki, zresztą znacznie wyżej oceniano startującą w tych samych barwach Santagadę, tradycyjnie mocno liczoną.
Podobnie jak w Oaks poprowadziła Innora. Za nią galopowała Egina, trzecia biegła Nyra, a za nią dwójka Lady Charlotte – Santagada. Na prostą wszystkie uczestniczki wyszły szeroko, kierując się do zewnętrznej bandy. Skrajną pozycję wybrał Adrie de Vries, niestety, podobnie prowadzona była Innora i w krytycznym momencie znalazła się bezpośrednio przed Lady Charlotte. Na domiar złego, nie galopowała tak dobrze jak w Oaks. Dość łatwo minęły ją walczące na prostej Nyra i Egina, do których finiszowały jeszcze North Reliance oraz Santagada. Lady Charlotte została w ten sposób przyblokowana i ostatecznie przybiegła szósta, zaraz za Innorą.
Tymczasem z przodu zaciekle o zwycięstwo walczyły Egina z Nyrą. Delikatnie zbliżała się do nich North Reliance, ale nie zdołała już bezpośrednio powalczyć o wygraną, choć ostatecznie straciła tylko szyję do Nyry, która o tyle samo uległa Eginie. Być może groźniejsza byłaby Santagada, jednak finiszowała od połowy prostej „w ogonie” Eginy i Andreas Starke, podobnie jak Adrie de Vries na Lady Charlotte, nie był w stanie efektywnie finiszować. – „Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z wyniku. Wyścig ułożył się niekorzystnie, bo Lady Charlotte była zablokowana przez całą prostą pomiędzy Innorą a kanatem. Ogromny pech.” – ocenił Marian Ziburske. Dla porównania, bieg okazał się znacznie wolniejszy niż ten, w którym brała udział Lady Monia – 2’34,85”.
Trzeba przyznać, że czołówka klaczy w Niemczech stanowi naprawdę wyrównaną grupę, co potwierdził zarówno Oaks, jak i sobotni wyścig. Miejmy nadzieję, że następnym razem Lady Charlotte dopisze więcej szczęścia, ponieważ wiosną pokazała jak jest mocna, wygrywając najpierw wyścig Listed w Hanowerze, a następnie Diana-Trial G3 w Berlinie.
Najważniejszy wyścig tego tygodnia w Niemczech – Grosser Preis von Baden, zapowiadał się niezwykle ciekawie, nawet po wycofaniu wspaniałego Rebel’s Romance’a oraz niemieckiego derbisty Hochköniga. Miejscowe media spekulują, że oba możemy zobaczyć wkrótce w Preis von Europa. W przypadku weterana ze stajni Godolphin prawdopodobieństwo wydaje się bardzo duże, gdyż wałach mógłby wygrać tę gonitwę już po raz trzeci.
W tej sytuacji wszystkie oczy zwrócone były na pięcioletniego Goliatha, który wypłynął na najgłębsze wody po ubiegłorocznym zwycięstwie w gonitwie Króla i Królowej w Ascot. Przez pewien czas był uznawany za najlepszego konia na świecie (rpr 127). W tym roku obniżył jednak loty. Po nieudanej kwietniowej wyprawie do Hong Kongu, wygrał co prawda gonitwę Grupy 3 La Coupe, ale kompletnie poległ w Grand Prix de Saint-Cloud, a w sierpniu minimalnie przegrał z First Look w Deauville na poziomie G3.
Być może właśnie odrodził się w ojczyźnie. W niedzielnym Grosser Preis von Baden G1 dosiadający go Clement Lecoeuvre zdecydował się podyktować własne warunki. Goliath galopował bardzo dobrze, także po wyjściu na prostą finiszową. Ścigał go drugi z faworytów, trenowany w Anglii Dubai Honour, ale nie był w stanie mu poważnie zagrozić. Podopieczny Francisa Graffarda wygrał o 1,25 dł. Za dwójką przyjezdnych finiszowały niemieckie konie, z których najlepszy okazał się Straight.
Biorąc pod uwagę ofensywną taktykę i pewne zwycięstwo Goliatha, a także czas wyścigu (2’29,02”), można by zakładać, że jest na świetnym etapie przygotowań do Łuku Triumfalnego. Tak jednak nie jest, ponieważ jako wałach nie ma prawa startu w tej najbardziej prestiżowej europejskiej gonitwie porównawczej. Podobnie jak znakomity Calandagan (czy chociażby Rebel’s Romance). Dla publiczności to wielka strata, ale rywale z pewnością się z tego cieszą.
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Goliath (fot. equidia.fr)
