W najbliższą niedzielę, 28 września, rozegrana zostanie gonitwa, która od wielu lat elektryzuje każdego miłośnika wyścigów konnych. To nie tylko wspaniała, 130-letnia tradycja, ale także wydarzenie sportowo-kulturalne wyróżniające się niepowtarzalnym klimatem. W ostatnich latach znacząco wzrósł jego prestiż, gdyż jako pierwszy wyścig w Europie środowo-wschodniej otrzymał rangę Listed, będącą wyznacznikiem jakości i wysokiego poziomu sportowego. To wszystko, w połączeniu z pula nagród przekraczającą 0,5 mln złotych, przyciąga na start Wielkiej Warszawskiej (2600 m) także zagranicznych trenerów i ich końskie gwiazdy, a to jeszcze dodaje smaczku rywalizacji.
Wielka Warszawska została ustanowiona w 1895 roku, a jej pierwszą edycje wygrał Aschabad. Szybko stała się gonitwą międzynarodową o wysokim prestiżu. W pierwszej połowie XX wieku zdarzały się przerwy w jej rozgrywaniu: m.in. w latach 1905-1912, podczas I wojny światowej (choć edycje 1917-18 odbyły się w Odessie) i oczywiście w trakcie II wojny światowej.
W tym artykule skupimy się jednak na tegorocznej edycji w kontekście zdecydowanie nowszej historii – przede wszystkim ostatnich kilkunastu lat. Choć oczywiście nie wypada nie wspomnieć o znakomitych rekordzistach – trenerze Andrzeju Walickim, którego konie wygrywały ten słynny wyścig aż 10-krotnie, czy wybitnym dżokeju Jerzym Jednaszewskim. Ten ostatni poprowadził ośmiu zwycięzców Wielkiej Warszawskiej.
Patrząc na listę jeźdźców zapisanych w zbliżającej się edycji, natrafimy na zaledwie cztery nazwiska widniejące w zestawieniu zwycięzców. Dwukrotnie i to całkiem niedawno (2021 i 2022) triumfował Włoch Stefano Mura. Miał on okazje dosiadać znakomitego Night Tornado (własności rodziny Traków), który w 2020 roku finiszował drugi za gościem z Czech – Nagano Goldem, ale w dwóch kolejnych sezonach był niedościgniony.
Dwukrotnie Wielką Warszawską wygrywali również Szczepan Mazur oraz Anton Turgaev. Uznawany za najlepszego polskiego dżokeja Mazur sięgnął po ten sukces po raz pierwszy jako młodzieniaszek, zaledwie 2,5 roku po rozpoczęciu kariery jeździeckiej. Wówczas, w 2013 roku, triumfował na derbiście Patronusie dla wspomnianego legendarnego trenera Andrzeja Walickiego. Na drugie zwycięstwo czekał 10 lat, ale za to była to historyczna edycja 2023 – Wielka Warszawska po raz pierwszy została rozegrana z rangą Listed. Poza zasięgiem rywali był wtedy Le Destrier ze stajni Marleny Stanisławskiej, biegający w barwach Sławomira Pegzy. Anton Turgaev w 2009 roku poprowadził do sukcesu świetnego Hipolinera dla firmy Damis i trenera Józefa Siwonii, a dziewięć lat później klacz Rain and Sun, przygotowywaną przez Janusza Kozłowskiego dla żony Katarzyny.

Ostatnim w stawce dżokejem, który ma na swoim koncie triumf w Wielkiej jest Adrie de Vries. Utytułowany i doświadczony Holender przed rokiem przyjechał, by dosiadać trenowanego we Francji przez Henriego-Alexa Pantalla dla firmy Westminster Kaneshyę. Wykazał się znakomitą taktycznie i technicznie jazdą, która była kluczem do wygranej gniadosza. W tym roku wraca do Warszawy, by znów pojechać dla patrona tytularnego wyścigu – Westminster Race Horses, tym razem na trenowanej w Niemczech Lady Moni.
Jeśli chodzi o trenerów, to najliczniejszą stawkę wystawia Adam Wyrzyk, prowadzący ośrodek treningowy w Podbieli, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Multiczempion akurat po tej gonitwie tylko raz miał okazję wznosić w górę puchar. Miało to miejsce w 2016 roku. Była to jednak pamiętna historia. Majstersztyk taktyczny wypracowany przez szkoleniowca i wzorowo wykonany przez czeskiego dżokeja Tomasa Lukaska, pozwolił derbiście Cacciniemu na pokonanie fenomenalnego Va Banka. Wobec wycofania w ostatniej chwili lidera dla Va Banka, zdecydowali się poprowadzić Caccinim bardzo wolno przez większość dystansu. Następnie trzylatek w sprinterskim stylu pokonał ostatni kilometr, nie pozwalając się doścignąć wielkiemu faworytowi, który w ten sposób przegrał po raz pierwszy w karierze i jedyny raz w Polsce!
W Wielkiej Warszawskiej 2025 konie Wyrzyka nie wystartują z pozycji faworytów, choć wszystkie prezentują w ostatnim czasie świetną formę. Numerem jeden w tym gronie wydaje się The Clash, na którym pojedzie stajenna „pierwsza ręka”, czyli Stefano Mura. Wałach na początku września triumfował w prestiżowej Westminster Freundschaftspreis (2000 m). Co ciekawe, pokonał programowego faworyta Wielkiej – Bremena. Znakomite wrażenie w innym wyścigu najwyższej rangi, St. Leger (2800 m), sprawił trzyletni Montenegrin. Postawił twarde warunki dwójce najwyżej sklasyfikowanych ogierów w roczniku – Boldowi i Chestnut Rocketowi, ostatecznie rozdzielając ich na celowniku. W takiej formie dosiadany przez Erbola Zamudina Uulu Montenegrin może być groźny. Nieco mniejsze szanse zdają się mieć zdolna klacz Gloria Gentis z ambitną Angeliką Burakiewicz w siodle oraz solidny Umberto pod Bayarsaikhanem Ganbatem.

Mocną dwójkę do boju posyła trener Krzysztof Ziemiański, który wygraną w tej niesamowitej gonitwie świętował trzykrotnie. W 2011 w rekordowym czasie (2’40,3”) na miękkiej bieżni wygrał niesamowity trójkoronowany Intens. 10 lat później pierwszy celownik minął wspomniany Night Tornado i ten wyczyn powtórzył także w kolejnym roku. To były zresztą edycje będące popisem doświadczonego szkoleniowca, bowiem w obu przypadkach jako drugi finiszował inny koń przez niego przygotowywany – Petit. Dwa dublety z rzędu w takiej gonitwie to coś naprawdę godnego uwagi. Czy w tym roku może być podobnie?
Łatwo nie będzie, jednak biorąc pod uwagę, że Krzysztof Ziemiański wystawia uznawanego za faworyta 4-letniego Bremena (pod zmierzającym po tytuł czempiona dżokejem Sanzharem Abaevem) oraz derbistę Chestnut Rocketa (z utalentowanym Tomasem Romanem w siodle), nie można tego absolutnie wykluczyć. Co ciekawe, oba ogiery nie za bardzo popisały się w swoich ostatnich występach (zajmowały trzecie miejsca), ale to dość charakterystyczne dla sposobu przygotowań doświadczonego szkoleniowca do najważniejszych biegów… Trzeba mieć się na baczeniu.
Inny mocny duet tworzą podopieczni Janusza Kozłowskiego, który wygrał Wielką Warszawską aż czterokrotnie w roli dżokeja (Cisów – 1983, Kesar – 1989, Kliwia 1991 i 1992). Jako trener dokonał tego do tej pory raz – w 2018 roku za sprawą klaczy Rain and Sun. Podobnie jak Ziemiański, wystawia w tym sezonie jednego znakomitego trzylatka Bolda i jednego mocnego konia starszego – Jolly Jumpera. Pierwszy z nich udowodnił w St. Leger, że jest koniem o ogromnym potencjale, a jego przekonująca wygrana w Iwna nie była przypadkowa. W Derby był „tylko” trzeci, ale zademonstrował błyskotliwy finisz. 6-letni Jolly Jumper od trzech lat należy do czołówki w Polsce i już po raz czwarty wystartuje w Wielkiej. Zawsze prezentował się w niej świetnie, dwukrotnie zajmując czwarte i raz drugie (2023 r.) miejsce. Można się spodziewać, że starszy z ogierów, mający w siodle doskonałego Szczepan Mazura, znów będzie trochę niedoceniany, natomiast dosiadany przez głównego stajennego jeźdźca Temura Kumarbeka Uulu Bold niewątpliwie powinien mieć bardzo liczne grono zwolenników.

Pozostałe trzy konie wystawiane przez polskich trenerów stanowią zagadkę. Młoda trenerka Marlena Stanisławska, mimo niewielkiego stażu, ma już w swoim CV triumf w Wielkiej Warszawskiej i to w historycznej edycji, kiedy ta gonitwa uzyskała rangę Listed. W kapitalnym stylu po zwycięstwo pogalopował wtedy Le Destrier pod Szczepanem Mazurem. Tym razem dla jej stajni pobiegnie Smoke Plume (dż. Anton Turgaev), ale jego szanse wydają się mniejsze. Ogier, po kapitalnym wejściu w sezon, w ostatnich tygodniach spisywał się zdecydowanie słabiej.
Na papierze niespecjalnie muszą też wyglądać notowania Gelendy. Aż trudno sobie wyobrazić, że klacz nie ma jeszcze na swoim koncie żadnego zwycięstwa. Nie jest to jednak wyścigowy słabeusz – trzylatka od wiosny biegała wyłącznie w gonitwach pozagrupowych i potrafiła się pokazywać z bardzo dobrej strony. Jej atutem będzie najniższa waga w polu (53 kg) i potencjalnie stać ją na sprawienie jakiejś niespodzianki, zwłaszcza na miękkiej bieżni. Jej trener, Wojciech Olkowski, ma na swoim koncie dwa sukcesy w Wielkiej Warszawskiej – jeden sensacyjny (Dancing Moon, 2010) i jeden spodziewany (Bush Brave, 2017).
Jeszcze bardziej może ciekawić występ 4-letniego Lennona, konia sprowadzonego z Wielkiej Brytanii przez Saliha Plavaca. Wałach na Wyspach wygrał dwa biegi niższych kategorii, ale na Służewcu już zdążył pokazać spory talent do galopowania. Z każdym kolejnym występem spisywał się coraz lepiej, a niesamowity finisz w końcówce Westminster Freundschaftspreis zrobił wrażenie na wszystkich obserwatorach. Wystarczy powiedzieć, że rozpędził się zdecydowanie najmocniej i był bliski wygranej, pokonując samego Bremena. W przypadku Lennona największe wątpliwości może budzić wydłużenie o dodatkowe 600 m dystansu. Jeśli jednak mu to nie zaszkodzi, może okazać się czarnym koniem Wielkiej Warszawskiej!
Przejdźmy do zagranicznych gości, zaczynając od sprawdzenia, ile razy przyjezdne konie wygrywały tę gonitwę w XXI wieku. Zdarzyło się to czterokrotnie – dwa razy w pierwszej dekadzie i dwa razy w ciągu ostatnich pięciu edycji. W 2002 roku takiego wyczynu dokonał znakomity Caitano, który przyjechał z Niemiec na Służewiec jako 8-letni weteran i „pozamiatał” pod Williamem Mongilem. Pięć lat później w Warszawie nie dał się pokonać gość ze Szwecji Equip Hill (z Per-Andersem Grabergiem w siodle). Przez kolejne kilkanaście lat rywalizacja toczyła się głównie w krajowym gronie.
W 2020 roku znów na stołeczny hipodrom przybył koń dużej klasy – Nagano Gold, mający za sobą sporo sukcesów, w tym udane występy na najwyższym europejskim poziomie w gonitwach rangi G1. Podopieczny Vaclava Luki musiał być faworytem i tej roli podołał, ale dość mocny opór stawił mu Night Tornado, który kolejne dwie edycje wygrał, potwierdzając ogromne możliwości. Przed rokiem natomiast laur zgarnął Kaneshya (z Francji), pokonując po walce Miss Dynamite oraz Bremena. Czwarty był Jolly Jumper.
W ostatecznym zapisie w tym roku pozostały cztery zagraniczne konie, niestety, według informacji od właściciela, udostępnionej przez dziennikarkę na profilu Świat Wyścigów Konnych, nie pobiegnie jedyna zapisana do Wielkiej przedstawicielka polskiej hodowli, Florence, trenowana we Francji przez Alicję Karkosę. Wycofany został także czeski Polyan, z którym na Służewiec miał przyjechać Dalibor Török. W tej sytuacji wystartują jedynie reprezentujące niemieckie stajnie Kosakenzipfel i Lady Monia.
Jak już wspominaliśmy, Lady Monia to reprezentantka stajni Westminster Race Horses, sponsora tytularnego i sponsora nagród dodatkowych (44 500 zł) w Wielkiej Warszawskiej. Klacz trenuje w Niemczech Andreas Wöhler, a jej aktualna forma jest sporą niewiadomą. Lady Monia karierę zaczynała na Służewcu, gdzie jej ostatnim występem było trzecie miejsce w Oaks. W Niemczech do tej pory miała okazję pobiec tylko dwukrotnie po długich przerwach (najpierw w kwietniu po 8 miesiącach, a następnie trzy tygodnie temu). Jej wrześniowy start w Baden-Baden był niezły – dżokej Adrie de Vries ocenił go pozytywnie.
Jeszcze groźniejszy wydaje się 6-letni Kosakenzipfel. To bardzo doświadczony wałach, który najwięcej startował we Francji, gdzie potrafił odnosić sukcesy na poziomie klasy 2 i 3. Obecnie przeżywa najlepsze miesiące swojej kariery. Po majowym zwycięstwie we Francji, w lipcu zdemolował niezłych rywali w Monachium. Na początku września podopieczny trenerki Sarah Steinberg pojechał na najważniejszy węgierski wyścig, Kincsem Dij, do Budapesztu, gdzie finiszował drugi. Jest w formie, więc w parze z uznanym dżokejem Rene Piechulkiem powinien okazać się najbardziej wymagającym konkurentem dla koni w polskim treningu.
Start Wielkiej Warszawskiej zaplanowany jest na godzinę 16.30 w niedzielę. Kilka minut później przekonamy się, który z koni zapisze się w wyścigowej historii! Bądźcie Państwo z nami.
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Bold po walce pokonuje Montenegrina w St. Leger (fot. Tor Służewiec)
