Zanim przyjechałeś do Polski, czy wiedziałeś coś o naszych wyścigach, koniach lub ludziach związanych ze środowiskiem wyścigowym?
Muszę przyznać, że wiedziałem bardzo niewiele o wyścigach w Polsce. Kiedy zaproponowano mi przyjazd, porozmawiałem z Jimem Crowleyem, który wcześniej jeździł na Bremenie. Znałem już tego konia, ponieważ był wcześniej trenowany w Irlandii przez Donnachę O’Briena. Kiedy spojrzałem w jego rodowód, zauważyłem, że jest pełnym bratem bardzo dobrej klaczy trenowanej przez Aidana O’Briena — Warm Heart, która wygrała wyścig rangi G1 w Yorku. Byłem w tym czasie na miejscu. Po zebraniu tych informacji w całość wszystko nabrało sensu i zdecydowałem się przyjąć ofertę. Jim Crowley powiedział mi też, że to największe wydarzenie w sezonie wyścigowym w Polsce, więc motywacja była duża. Wiedziałem, że Bremen będzie miał szansę powalczyć w tej gonitwie.
Dostałeś kilka dosiadów na koniach z mniejszymi szansami, ale w Wielkiej Warszawskiej dosiadałeś jednego z faworytów. Z jakim nastawieniem podszedłeś do tego wyścigu? Czy coś cię zaskoczyło podczas gonitwy?
Tak, miałem w sumie cztery dosiady. Początkowo miałem przylecieć tylko po to, aby pojechać na Bremenie, ale właściciel poprosił mnie również o dosiady na jego innych koniach. Jechałem też na dwulatkach, ale niestety nie mieliśmy szczęścia — chociaż jeden z nich ukończył wyścig na drugim miejscu. Dało mi to jednak świetną okazję, aby zapoznać się z torem, znaleźć odpowiednie ustawienie i zrozumieć, jak się tu jeździ, zanim nadszedł ten najważniejszy wyścig.
Czy podczas samego wyścigu coś cię zaskoczyło?
Nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Byłem bardzo skoncentrowany, zwłaszcza że mieliśmy boks od wewnętrznej, numer dwa. Moim priorytetem było upewnić się, że koń szybko wyjdzie z maszyny i zajmie dobrą pozycję przy pierwszym zakręcie. Nie chciałem znaleźć się zbyt daleko z tyłu i mieć zbyt wiele do odrobienia. Bremen pięknie się ułożył w trakcie gonitwy i wszystko przebiegło bardzo płynnie. Kiedy konie wyszły na prostą finiszową, wszystko było już jasne — pokazał świetny finisz.
Niektórzy eksperci twierdzili, że dystans może być dla Bremena za długi. Co byś na to odpowiedział?
Wyścig miał dystans mili i pięciu furlongów i myślę, że to jest maksimum dla Bremena. Mógłby bez problemu zejść z dystansu na 10 furlongów (2000m), gdzie także odnalazłby się bardzo dobrze. Powodem, dla którego poradził sobie z tym dłuższym dystansem, jest to, że świetnie potrafi się z relaksować w trakcie wyścigu. Uważam też, że tempo gonitwy nie było szczególnie mocne — wyścig przerodził się w coś na kształt sprintu na finiszu, a on ma naprawdę mocne przyspieszenie. Nie sądzę, aby jego wytrzymałość na dłuższych dystansach została w pełni sprawdzona, ale udowodnił, że potrafi sobie poradzić. Jednocześnie uważam, że na krótszym dystansie byłby jeszcze lepszy.
Jak oceniasz poziom wyścigów w Warszawie i tor na Służewcu?
Oceniam poziom jako bardzo wysoki. Byłem pod wrażeniem samego toru — prowadziło się po nim znakomicie. Porównałbym go trochę do toru Saint-Cloud we Francji: duży, długi, bardzo sprawiedliwy, gdzie zazwyczaj wygrywa najlepszy koń. Sama Wielka Warszawska rozegrała się jak wyścig na najwyższym poziomie i uważam, że Bremen byłby konkurencyjny w gonitwach rangi Group 3 w całej Europie.
6. Co najbardziej podobało ci się podczas pobytu w Polsce i czy planujesz wrócić na Służewiec?
Niestety, nie miałem wiele czasu, aby zwiedzić Warszawę czy Polskę. Przyleciałem w dniu wyścigu rano, na torze byłem około godziny 11, a zaraz po wyścigu od razu wracałem do domu. Moje doświadczenie na Służewcu było jednak fantastyczne. Czułem się bardzo mile widziany, wszyscy byli niezwykle pomocni, a tłumy, jakie przyszły tego dnia, naprawdę zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Było widać, że ludzie przyszli, aby docenić piękno wyścigów i koni — czego nie zawsze doświadczamy w Anglii, gdzie czasem chodzi bardziej o samą rozrywkę niż o sport. Ta pasja w Polsce była bardzo zauważalna. Bardzo chętnie wróciłbym jeszcze raz i jeśli właściciel, Millennium Stud, ponownie mnie zaprosi, z pewnością się pojawię.
7. Na koniec, czy chciałby Pan coś powiedzieć polskim fanom wyścigów?
Chciałbym serdecznie podziękować polskim kibicom za tak ciepłe przyjęcie nieznanego wcześniej dżokeja. Ich entuzjazm i pasja do wyścigów konnych były naprawdę niezwykłe i mam nadzieję, że już wkrótce będę miał okazję wrócić.
Rozmawiała Annamaria Sobierajska
Zdjęcie – Tor Służewiec
