Duet Manuela Wasiak – Monika Melinger drugi raz z rzędu wygrał Derby dla kłusaków. W ubiegłym roku triumfował Keyval, w tym Lady Mary. – W naszej stajni od samego początku dzielimy się końmi. Ja wypatrzyłam Lady Mary, więc mi ona przypadła w udziale – zdradza powożąca Monika Melinger.
Przed rokiem wygrała Pani Derby jako właścicielka, w tym, jako właścicielka i powożąca. Czy można już mówić o patencie na wygrywanie Derby?
W tym wszystkim najważniejszy jest koń, bo sam powożący nie wygra, gdy ma słabego konia. Natomiast konia szukamy dużo wcześniej. Lady Mary przyjechała do nas w zeszłym roku w listopadzie bądź w grudniu. Budowanie takiego konia przez rok, jest ciężką pracą. Najważniejszy jest jego dobrostan, czyli obserwowanie go w każdym momencie, kiedy poprawia albo jest przemęczony i reakcja na jego samopoczucie. I trzeba konia doprowadzić do takiego stanu, żeby wygrał Derby.
Też trzeba mieć chyba oko do takiego konia? Poprzednio trenerka Manuela Wasiak wypatrzyła Keyvala, który wygrał Derby. Czy podobnie było z Lady Mary?
Szukaliśmy konia na markecie francuskim, Ukrainę też brałyśmy pod uwagę. Ważne jest pedigree konia, czyli genetyka, ale najważniejsza jest obserwacja, czyli możliwość zobaczenia konia w akcji, jak biega. Trzeba potrafić wywnioskować z gonitw, w których startował, co mu przeszkadza, dlaczego nie poprawia, jakie mamy pomysły na to, żeby coś zmienić. Gdy już ma się tego konia u siebie w stajni, to czasami trzeba spojrzeć na niego indywidualnie. Francuzi mają hurtownię koni, oni patrzą na nie pod kątem selekcji. My nie mamy tak dużo koni, patrzymy na te konie indywidualnie i nie skreślamy ich. Szybko próbujemy leczyć, próbujemy rehabilitować, próbujemy dawać odpocząć, ale też zwracamy uwagę na żywienie, fizjoterapię i dobre treningi.
Dziadkiem Lady Mary jest Timoko, który wygrał Elitlopped, jeden z najważniejszych wyścigów sprinterskich na świecie. A klacz dała radę na dystansie o prawie kilometr dłuższym.
Ojciec, czy ojciec matki są oczywiście ważni. Timoko był sprinterem, a Lady Mary jest wszechstronna. Udało się ją przygotować na długi dystans, bo jeżeli chodzi o Derby, to mamy 2600 metrów. Przede wszystkim ogier, dalsze pokolenia, inbred, dolewka krwi amerykańskiej, weryfikacja genetyczna. Myślę, że my już na kłusakach na tyle się znamy, że potrafimy ocenić materiał genetyczny. Natomiast, to jest tak naprawdę tylko połowa sukcesu.
Nie bała się Pani posyłać w końcówce? Na torach piaskowych, żwirowych, żużlowych, pucolanie można sobie na to pozwolić, ale na trawie to duże ryzyko, że kłusak zagalopuje.
Znam ją i wiem, że w dystansie może się rzucić do galopu, zrobić dwie fule, ale wiem, że na finiszu jestem na 99 procent bezpieczna, że mogę ją popędzić i ona jeszcze będzie poprawiała, bo ma serce do walki.

Lady Mary była specjalnie przygotowywana do Derby. To dlatego odpuściłyście Panie start przed tygodniem we Wrocławiu?
Dałyśmy jej odpocząć, stwierdziliśmy, że na Partynicach, miałaby szansę na miejsce w trójce. W tym roku Lady Mary dużo biegała. Ona jest bardzo ambitna. Są konie, które nie dadzą sobie krzywdy zrobić i albo zwalniają, albo przechodzą do galopu. Dlatego nie chciałyśmy jej przetrenować albo spowodować, że będzie zmęczona w dniu Derby.
Czy Pani też specjalnie przygotowywała się do Derby?
Tak. Zdawałam sobie sprawę, że jesienią w Polsce tory są już cięższe, takie mokre, głębokie. Koń, który ciągnie sulkę na szybkim torze, nie czuje aż tak bardzo wagi powożącego. Natomiast, jeżeli chodzi o głęboki, mokry tor, to jednak te parę kilogramów robi różnicę. Dlatego postanowiłam schudnąć. Zrzuciłam osiem kilogramów i może właśnie dzięki temu wygrałyśmy, bo odstępy między pierwszym a drugim koniem nie były takie duże.

W ubiegłym roku Derby wygrała Pani Manuela, w tym roku Pani. Umówiłyście się, że na zmianę będziecie wygrywać?
W naszej stajni od samego początku dzielimy się końmi. Ja wypatrzyłam Lady Mary, więc mi ona przypadła w udziale. Wspieramy się wzajemnie, doradzamy sobie. Pomagam też Manueli trenować konie. Zamieniamy się nimi tylko i wyłącznie wtedy, gdy, na przykład, któraś nie ma pomysłu na konia. Natomiast jeżeli chodzi o Lady Mary, myślę, że na tyle się z nią dogadałam, iż nonsensem byłoby zmieniać powożenie przed Derby.
A jak Panie się dogadują?
Dajemy radę. Od lat. W stajni czasami jest zgoda, ale też jest przekomarzanie się. Każda ma swoje racje, ale ostatecznie dochodzimy do wspólnych rozwiązań. I dzięki temu cały czas się rozwijamy.
W pracę Pań zaangażowane są też obie rodziny.
Tak, jesteśmy jedną wielką rodziną. Wszyscy trzymają za nas kciuki, wierzą w nas, zarówno moja, jak i Manueli rodzina. Mamy wspólne konie. Kapitał rodzinny jest siłą naszej stajni. Do treningu powierzył nam też konie Francuz Cedric Yetta. Dostałyśmy też Lunę Meinhart, która w Derby była piąta. Jesteśmy z niej dumne, bo poprawia z wyścigu na wyścig.
Jest Pani prezesem Stowarzyszenia Hodowców i Użytkowników Kłusaków. Czy wyścigi kłusaków w Polsce rozwijają się, nastąpiła stagnacja czy się cofają?
W zeszłym roku obchodziliśmy 20-lecie wyścigów kłusaków w Polsce. Podczas spotkania okazało się, że duża grupa działaczy i sponsorów jest chętna, by nas wspierać. Są także zainteresowani kupnem koni. W tym roku mamy historyczny budżet, jeżeli chodzi o pulę nagród, ponieważ wzrósł o pieniądze z Francji, czyli o 50 procent. Jest coraz więcej powożących. Nawet w piątek kolejny zdał egzamin. Coraz więcej osób chce kupić konie. Jest coraz więcej właścicieli, którzy się do nas zgłaszają. Myślę, że jesteśmy skazani na sukces. Rozwijamy się, ale to dopiero będzie widać w przyszłym roku.
Rozmawiał Maciej Rowiński
