Nieco ponad godzinę temu w gonitwie Prix Max Sicard (Listed, 2400 m) w Tuluzie piękne zwycięstwo odniósł polski derbista Chestnut Rocket, trenowany obecnie przez Alicję i Roberta Karkosów. Francuzi oczywiście nie docenili ogiera, który miał kurs ponad 20 do 1, ale w pięknym stylu rozprawił się z rywalami. Kasztan aż o 3,5 dł. pokonał walczące o drugie miejsce faworyta Sirjana oraz Daring Prince’a. Za niedzielny sukces zarobił dla właściciela ponad 48 tys. euro.
Start wyścigu w Tuluzie odbył się z kilkominutowym opóźnieniem. Wynoszące początkowo 17 do 1 notowania debiutującego pod wodzą nowej trenerki i na francuskich torach Chestnut Rocketa ostatecznie ustabilizowały się ostatecznie na poziomie 20 do 1. Tymczasem drugi z koni ze stajni Karkosów, dobrze biegająca w tym roku we Francji Masaiya z podobnej pozycji wyjściowej, finalnie była zdecydowanie mocniej liczona (7 do 1). Była więc czwartą grą, za Sirjanem (kurs nieco ponad 3) i duetem Homo Deus – Daring Prince (oba ok. 6,5).
Na polskim derbiście jechał współpracujący z Polakami Ludovic Boisseau, co mogło być pozytywnym sygnałem. Zastosował on ofensywną taktykę, przesuwając się po starcie w ślad za biorącym sprawy w swoje ręce faworytem Sirjanem i przez cały dystans utrzymywał drugą lokatę, lekko po zewnętrznej. Bliżej bariery galopował Homo Deus, przed wyjściem na prostą wyprzedzony jeszcze przez Bevana.
W momencie ukazania się koni na prostej finiszowej mogło się wydawać, że faworyt w pełni kontroluje sytuacje. Galopował stosunkowo lekko, podczas gdy wszyscy rywale w czołówce byli już posyłani. Jednak w tym posyle ciągle pozytywnie radził sobie Chestnut Rocket i finisz rozpoczynał z drugiej lokaty, tuż za liderem. Galopowali szeroko, co starał się wykorzystać Homo Deus, znacząco skracając sobie drogę przy wewnętrznej barierze. Grząska bieżnia nie pozwalała jednak mu tam rozwinąć szybkości. Po zewnętrznej tor wyglądał lepiej i tę drogę obrali Sirjan, przyklejony do niego Chestnut Rocket oraz podążający za nimi Bevan.
Ten ostatni nie potrafił dotrzymać kroku dwójce z przodu. 300 m przed celownikiem Chestnut Rocket został pobudzony przez Boisseau do walki i łatwo minął Sirjana. Zostawił go w tyle, z każdym metrem zwiększając przewagę. Sirjan utrzymywał bezpieczną przewagę nad Bevanem, ale jego druga lokata nie była jeszcze pewna, bo oto z dalszej pozycji dynamicznie finiszował Daring Prince. Nadrobił sporo, choć przegrał ostatecznie o łeb miejsce w porządku.
Początek francuskiej przygody jest więc dla Chestnut Rocketa (Intello – Rocaille / Anabaa) kapitalny. Kasztan trafił do stajni Alicji i Roberta Karkosów ok. 1,5 miesiąca temu, po tym jak finiszował czwarty w Wielkiej Warszawskiej. Jego właściciel, Grzegorz Grzegorowski, dzień przed wyścigiem w Tuluzie podkreślał, że bardzo wierzy w ogiera, ale ten start traktuje raczej jako zapoznawczy, bo ambitniejsze cele stawia przed derbistą ze Służewca w kolejnym sezonie. Przekazał nam także, iż zarówno ze strony trenerki, jak i dżokeja, dostaje bardzo pozytywne sygnały, w kontekście możliwości ogiera demonstrowanych na treningach.
To był solidnie obsadzony wyścig rangi Listed – siedem koni bezpośrednio pokonanych (a osiem w całej stawce) miało wywalczony wcześniej status black type. Chestnut Rocket rozprawił się z nimi bardzo łatwo, samemu uzyskując black type. Jego właściciel i kibice mogą z dużą nadzieją czekać na jego przyszłe starty. Możliwe, że będziemy musieli na nie poczekać do wiosny. Ogier zarobił na kilka miesięcy do przodu – jako trzyletni koń francuskiej hodowli podlega premiom, więc za ten triumf „zainkasował” 48 tys. euro (z groszami).
Gratulacje!
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Chestnut Rocket wygrywa w Tuluzie
