To była bardzo udana niedziela dla trenera Macieja Jodłowskiego – jego konie wygrały trzy wyścigi, w tym dubletem Nagrodę Ministra Rolnictwa – choć do pełni szczęścia zabrakło „kropki nad i” i wisienki na torcie w postaci zwycięstwa Miss Dynamite w Wielkiej Warszawskiej (Listed, 2600 m). Klacz Kishore Mirpuriego i Wojciecha Żmiejki, po porywającej walce, zajęła drugie miejsce, ulegając o 3/4 długości Kaneshyi, a wyprzedzając o szyję Bremena. Zdobyła cenny, zwłaszcza dla klaczy, status black type. Trochę zabrakło mocnego tempa w wyścigu, a trener Jodłowski – choć chwali jazdę Soufiane Saadiego – uważa, że gdyby mógł pojechać Václav Janáček, który świetnie zna Miss Dynamite, klacz nie dałaby sobie wyrwać zwycięstwa. Czteroletnia Miss Dynamite będzie faworytką do tytułu Konia Roku w Polsce, bo wcześniej wygrała nagrody Prezesa Totalizatora Sportowego i St. Leger. Maciej Jodłowski ma – jak sam mówi – sezon życia i pretenduje z kolei do tytułu Trenera Roku 2024, bo wcześniej Zen Spirit triumfował w nagrodach Strzegomia i Rulera, był drugi w Westminster Derby na Służewcu, a Naughty Peter zwyciężył w czeskim Derby w Pradze. Kibice będę do końca sezonu pasjonować się walką Jodłowskiego o trenerski czempionat z Adamem Wyrzykiem, któremu „Jodła” w niedzielę odskoczył na trzy gonitwy.

Robert Zieliński: Drugie miejsce Miss Dynamite w Wielkiej Warszawskiej i tytuł black type to na pewno sukces, ale czy biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, teraz już na chłodno, dominuje u Pana radość, czy jest też maleńki niedosyt, że jednak można było to wygrać, bo zwycięstwo było tak blisko?
Maciej Jodłowski: To jest na pewno duży sukces, jestem zadowolony, choć oczywiście na pewno jakiś mały niedosyt jest. Gdyby jechał na niej Václav Janáček, który świetnie zna Miss Dynamite, myślę że nie dałaby sobie wyrwać zwycięstwa. Pewnie, znając klacz i widząc jakie jest tempo, zaryzykowałby i ciut wcześniej zaatakował. Natomiast nie mam żadnych pretensji do Soufiane Saadiego, pojechał bardzo dobrze, zgodnie z tym, co mu powiedziałem. Czuł, że jest wolny początek wyścigu i dobrze ustawił się z przodu. W tym wyścigu decydowały detale i Janáček, który lepiej zna tor i klacz, miał trochę większe szanse przeprowadzić ją optymalnie, dlatego od razu mówiłem, że bardzo mi zależy, aby przyjechał na Wielką Warszawską. Niestety, nie było to możliwe.
Jak Pan skomentuje to co się działo w wyścigu? Czy zdarzenie w maszynie startowej z The Clashem, który później bez jeźdźca galopował między końmi, miało spory wpływ na przebieg i wynik gonitwy?
Pewien wpływ miało na pewno. Słyszałem, że The Clash miał prowadzić w tym wyścigu, zrobić dobre tempo. Nie było liderów, nie było chętnych do podyktowania tempa. Wpływ na to, że było wolniej na początku miał też fakt, że The Clash biegł między końmi, jeźdźcy przepuszczali go, trochę musieli zwolnić. Najbardziej ucierpiał na tym Bremen, Szczepan Mazur stracił przez to na nim dobrą pozycję po starcie.

Czy dla Miss Dynamite wyścig był za wolny w dystansie?
Ewidentnie było dla niej za wolno. Ona jest silna, wytrzymała, ciągła, a nie ma takiej błyskotliwej szybkości. I tak poradziła sobie w tych warunkach świetnie, bo przecież finisz był bardzo szybki, ostatnia ćwiartka poniżej 29 sekund, a ona do końca walczyła o zwycięstwo.
Czy rozmawiał Pan już z właścicielami na temat dalszych planów, związanych z Miss Dynamite? Czy zostanie w treningu na sezon 2025?
Nie było jeszcze takich rozmów, decyzji. Klacz jest cała, zdrowa, dobrze zniosła wyścig. Zgodziliśmy się co do tego, że w tym roku nie będzie biegać. Decyzja co do przyszłości zapewne zapadnie wkrótce, natomiast wydaje mi się, że chyba Miss Dynamite zostanie na przyszły sezon. Właściciele raczej nie planują teraz bawić się w hodowlę, bo gdyby mieli takie zamiary, to wtedy byłoby uzasadnione zakończenie jej wspaniałej kariery z tytułem black type.
Patrząc z Pana perspektywy, to ewentualnie grozi Panu, że po tym sukcesie mogą dostać dobrą propozycję i sprzedać ją za granicę…
Jeśli trafi się dobry kupiec, to trudno. Trzeba zrozumieć racje właścicieli, zwłaszcza gdyby oferta była bardzo wysoka. Kiedyś się bardzo denerwowałem, irytowałem w takich sytuacjach, gdy właściciel sprzedawał mi konia po sukcesach, czy w trakcie sezonu. Teraz byłoby mi smutno, ale już inaczej do tego podchodzę po tylu latach, mając dużo większe doświadczenie. Poza tym z Miss Dynamite osiągnęliśmy już wspólnie ogromne sukcesy – wygrane w Oaks, Krasne, Prezesa Totalizatora Sportowego, St. Leger, drugie miejsce w Wielkiej Warszawskiej.

Jeśli Miss Dynamite zostanie u Pana w treningu na przyszły sezon, są plany, by wystartowała za granicą, bo dotąd biegała tylko w Polsce?
Na pewno wtedy spróbujemy powalczyć za granicą. Już w tym roku był wstępny plan, by wystartowała w Merano w tym wyścigu rangi Listed, w którym trzecie miejsce zajęła Lady Jaguar. Myślę, że Miss Dynamite byłaby spokojnie minimum druga, bo jednak zwyciężczyni wygrywała dość łatwo, więc trudno powiedzieć, czy moglibyśmy ją ograć.
Jednak „co się odwlecze, to nie uciecze”. Nie zdobyła statusu black type we Włoszech, ale udało się w Wielkiej Warszawskiej…
Tytuł black type jest bardzo ważny dla klaczy, dlatego rozważaliśmy ten wyjazd do Merano, ale ostatecznie jako docelowy wyścig potraktowaliśmy Wielką Warszawską, która też ma rangę Listed. Dzięki temu po drodze klacz wygrała też klasyk – St. Leger, a udało się uniknąć podróży, które jednak są dla konia męczące, a dla właścicieli kosztowne. Zdobyliśmy ten tytuł black type u siebie w domu.
Zwycięstwa w nagrodach Prezesa Totalizatora Sportowego i St. Leger, drugie miejsce w Wielkiej Warszawskiej. Czy w Pana ocenie Miss Dynamite zasłużyła na tytuł Konia Roku 2024 w Polsce?
Nie ma chyba teraz w Polsce lepszego konia od niej. Derbistka Magnezja po Oaksie niestety zakończyła karierę, nasz Zen Spirit po wygraniu Strzegomia, Rulera i drugim miejscu w Derby, wyjechał do Francji. Wśród starszych koni była najlepsza. Myślę, że Miss Dynamite zasłużyła na ten tytuł.
Czy w takim razie szkoleniowiec przygotowujący Miss Dynamite, Zen Spirita, znakomite dwulatki, a także zwycięzcę czeskiego Derby 2024 Naughty Petera, mający niesamowity bilans około 30 procent zwycięstw w sezonie, zasłużył na tytuł Trenera Roku?
W tej kwestii nie wypowiadam się, to nie byłoby dyplomatyczne. W ubiegłym sezonie wygrałem w Polsce aż 9 wyścigów kategorii A, co zdarza się bardzo rzadko, a jednak Trenerem Roku nie zostałem. Trzeba jednak przyznać, że miałem mocną konkurencję, bo Maciej Janikowski, oprócz wygranej w Westminster Derby na Służewcu, dołożył też zwycięstwa Moonu w gonitwach G3 i Listed we Włoszech. To chyba zadecydowało. Zdobyłem natomiast tytuł Trenera Roku 2022, po tym jak Jolly Jumper triumfował w Derby i odnieśliśmy też sporo innych sukcesów w tamtym sezonie.
Trenerem Roku Pan już był, o tym tytule decyduje ranga zwycięstw, ale czempionem trenerów, pod względem liczby wygranych, jeszcze nie. Długo Pan w tym sezonie prowadził, w pewnym momencie wyprzedził Pana wielokrotny czempion Adam Wyrzyk, ale w dniu Wielkiej Warszawskiej znów odskoczył Pan najgroźniejszemu rywalowi na trzy gonitwy. Jak ważna jest dla Pana kwestia zdobycia czempionatu?
Nie jest to najważniejsza sprawa, ale na pewno ważna i prestiżowa. Zwłaszcza, że jeszcze czempionatu nie zdobyłem, raz byłem na drugim miejscu. Nie miałem bowiem na to szans, gdyż zwykle trenowałem około 30 koni, a inni czołowi trenerzy mieli ich po 50-60.
Teraz ma Pan tych koni więcej?
Nie, tyle samo, około 30. Tylko, że mam też sezon życia.

Dobre określenie. Jednak przeszło do Pana kilka koni Patryka Gorczycy, które były trenowane u Adama Wyrzyka…
Tak, przyszło 9 koni Patryka, ale jednocześnie wyjechało ode mnie 11 koni stajni Al Gunay, więc sytuacja się wyrównała. Mam teraz 32 konie w stajni, są trenerzy, którzy mają ich więcej.
A jak Pan ocenia swoje szanse na czempionat w końcówce sezonu, mam Pan sporo dwulatków, jest duża grupa koni, które mogą jeszcze wygrywać?
Szansa na pewno jest, będę się bronił. Mówiąc pół żartem, pół serio, mam jeszcze w rękawie pochowane konie.
Dzień Wielkiej Warszawskiej był dla Pana bardzo udany. Trenowane przez Pana konie wygrały trzy gonitwy, w tym dubletem najważniejszy wyścig sezonu dla dwulatków – Nagrodę Ministra Rolnictwa, Marveilleux Lapin przed Belmondem. Klacz pod Erbolem Zamudinem Uulu była przez kibiców mniej liczona od ogiera, na którym jechał Szczepan Mazur. Czy spodziewał się Pan, że Marveilleux Lapin może zwyciężyć, pokazywała na treningach tak duże możliwości i zwyżkę formy?
To są porównywalne konie, ale jednocześnie dwa różne konie. Belmond jest dystansowym, silnym ogierem. Klacz jest bardzo szybka. Po drugim miejscu w drugim starcie nie załamałem się, nie przestałem w nią wierzyć. Przegrała bowiem z Lady Ilze, którą uważam na ten moment za najlepszego konia w roczniku dwulatków w Polsce.

Czy w Nagrodzie Efforty dojdzie wkrótce do rewanżu pomiędzy Marveilleux Lapin i Lady Ilze?
Raczej nie, bo planujemy dla Marveilleux Lapin start za granicą, prawdopodobnie pobiegnie w Niemczech.
Dzień przed Nagrodą Ministra Rolnictwa we Wrocławiu w błyskotliwym stylu gonitwę dla debiutujących dwulatków wygrała, aż o 14 długości, znakomita pochodzeniowo Berkana (No Nay Never – Easter po Galileo), trenowana przez Pana dla stajni Millennium, należącej do Ukraińców. Zakładam, że ona także ma potencjał na wygrywanie dużych wyścigów?
Tak, ale wbrew pozorom, mimo tego rodowodu, jest to późniejsza klacz, nie spieszyłem się z jej debiutem, potrzebowała czasu, by dojrzeć.

W związku z tym znakomitym debiutem jeszcze w tym roku zobaczymy ją w jakieś ważnej gonitwie?
Tak, teraz już jest gotowa do ścigania. Ma duży potencjał, liczymy na nią bardzo w przyszłym sezonie.
Czy to jest Pana najlepszy dwulatek w stajni?
Nie. Najlepsza jest Sunny Silence, również ze stajni Millennium, która w dniu Wielkiej Warszawskiej z debiutu pokonała w bardzo dobrym stylu i czasie konie, które już biegały. To klacz o bardzo dużych możliwościach.

Bardzo dobre wrażenie zrobiła też inna klacz Millennium Stud, która wygrała pierwszy w tym roku wyścig dla dwulatków – Akvarel, córka mającego świetny start w hodowli – Blue Pointa. Jednak później już nie wyszła do startu. Co się stało, kiedy ją zobaczymy w wyścigach?
Miała drobny uraz i przerwę w treningach. Już trenuje, teoretycznie mogłaby w tym sezonie jeszcze wystartować, ale uznaliśmy z właścicielem, że nie będziemy ryzykować i zaczekamy z nią do przyszłego roku. To bardzo cenna klacz, ma ogromny potencjał.
Wygląda na to, że ma Pan bardzo szeroką grupę niezwykle mocnych dwulatków, które w przyszłym roku mogą rozdawać karty w wyścigach dla trzylatków…
Zgadza się, te dwulatki są bardzo mocne, od początku tak je oceniałem. Oczywiście jest ważne, aby były zdrowe, aby udało się uniknąć kontuzji.
W niedzielę w Nagrodzie Westminster Cardei Blue Marina przegrała ze wspomnianą Lady Ilze. Jak Pan ocenia ten wyścig?
Klacz zaprezentowała się dobrze, trochę za mocne tempo podyktowała w pierwszej fazie gonitwy, ale pewnie bez względu na wszystko i tak byłaby druga, bo Lady Ilze jest na ten moment w mojej ocenie najlepszym dwulatkiem w roczniku.

Podkreśla Pan, że na ten moment, więc zakładam, że będzie Pan chciał ten stan rzeczy zmienić?
Tak, jest najlepsza na tę chwilę. Pamiętajmy, że w Nagrodzie Cardei było 1200 metrów, w Nagrodzie Efforty będzie o 200 metrów dłużej, dojdą inne konie. Inaczej będą też wyglądać wiosenne wyścigi na milę dla trzylatków, czy później na długich dystansach.
Rozpoczął się sezon aukcyjny. Za nami aukcje roczniaków w Irlandii firm Tattersalls i Goffs, trwa aukcja tej pierwszej w Anglii, później jeszcze są licytacje Arqany w Deauville i listopadowa Goffsa. Ile już koni do Pana trafiło z tych aukcji i ilu Pan się jeszcze spodziewa?
Z aukcji Tattersalls w Irlandii przyszły do mnie dwa roczniaki. Natomiast na aukcji Goffsa zostało zakupionych aż 14 roczniaków, z czego bardzo się cieszę. Właściciel firmy Westminster Marian Ziburske obiecał mi, że spróbuje kupić do mojej stajni jakieś konie podczas trwającej aukcji Tattersalls w Anglii, bo wcześniej żaden z zakupionych przez niego tej jesieni roczniaków nie został skierowany do mnie. Po raz pierwszy wybieram się też do Francji na aukcję Arqany w Deauville w drugiej połowie października. Mam już jednego właściciela, który chce tam kupić konia.
Zapowiada się więc, że może do Pana trafić około 20 roczniaków z zagranicy, albo nawet więcej. To może być rekord?
Nie, jesienią poprzedniego roku też trafiła do mnie podobna liczba roczniaków.

Szczególnie wśród dwulatków wyróżniają się rodowodem i karierą te zakupione przez Millennium Stud. Podobnie jest w tym roku, ci właścicieli kupili na aukcjach w Irlandii dość drogie konie z dobrymi pochodzeniami. Polskich kibiców też na pewno zainteresuje ogierek, który jest półbratem Power Barbariana, czempiona dwulatków w Polsce w 2020 roku w Pana treningu. Jak on się prezentuje?
Dobrze wygląda, ale wszystkie konie, które wybraliśmy na aukcji w Irlandii są bardzo ładne, dobrze zbudowane, prawidłowe, z ciekawymi rodowodami. Nie mam do nich zastrzeżeń. Na spokojnie je obejrzymy, gdy już dotrą do stajni, zobaczymy jak się zaaklimatyzują, jak wdrożą w pracę.
W tym roku w Pana treningu czeskie Derby w Pradze wygrał dla firmy Westminster Naughty Peter. Od Derby w Warszawie nie oglądaliśmy go na torze. Co się z nim dzieje?
Nie ma go już u mnie od około dwóch miesięcy. Stajnia Westminster postanowiła dać mu szansę w Europie Zachodniej. Trafił ze Służewca do trenera Andreasa Wöhlera w Niemczech.
Nagrodę Ministra Rolnictwa na Marveilleux Lapin wygrał młody jeździec z Kirgistanu, który od niedawna pracuje w Pana stajni – Erbol Zamudin Uulu, odkrycie ubiegłego roku, pięknie się też rozwija w tym sezonie. Jak Pan ocenia jego umiejętności?
To ogromny talent. Poza tym też grzeczny, ułożony chłopak. Jest inteligentny, ma intuicję, dobre warunki fizyczne na dżokeja, konie pod nim lecą. Jeśli uniknie błędów, dobrze pokieruje karierą, to może bardzo daleko zajść.

Dotychczas w Pana stajni pracowały w zasadzie same dziewczyny i to one głównie jeżdżą na treningach, obok Pana, czy okresowo Szczepana Mazura, który dosiadał koni Millennium Stud, ale teraz wyjechał do Kataru. Czy Erbol Zamudin jest teraz rodzynkiem wśród dziewcząt?
Tak.
A dlaczego stawia Pana głównie na amazonki?
Dobrze mi się z nimi pracuje. Dziewczyny są zwykle spokojniejsze, mają lepszą rękę do koni. Są też pracowite, jest dobra atmosfera w stajni. Jak pokazują wyniki – to się sprawdza.
Rozmawiał Robert Zieliński
Na zdjęciu tytułowym Miss Dynamite zajmuje drugie miejsce w Wielkiej Warszawskiej 2024, za kaneshyą, przed Bremenem.
