Adrie De Vreis to bardzo doświadczony dżokej holenderskiego pochodzenia. Dekadę temu uzyskał miano czempiona dżokejów w Niemczech i dwa razy w Katarze. Jeździł dla najlepszych, wygrywał wyścigi najwyższej rangi, ma na koncie już ponad 30 wygranych w gonitwach rangi G1, a konie pod nim wygrały już ponad 2000 wyścigów. Na zaproszenie Henriego-Alexa Pantalla i Mariana Ziburske przyjechał do Warszawy na Wielką Warszawską, którą wygrał na Kaneshyi i zakochał się w służewieckim torze…

Ścigał się Pan w wielu państwach, na różnych kontynentach i wygrał przy tym ponad 2000 gonitw. Do tego był Pan czempionem w Niemczech i Katarze. Z tym doświadczeniem jak ocenia Pan warszawski tor?
Po raz pierwszy miałem okazję gościć na warszawskim torze i byłem pod ogromnym wrażeniem. Służewiec może równać się z absolutnie najlepszymi torami świata.
Czy coś się pozytywnie wyróżniło i szczególnie zapadło Panu w pamięć?
Sama bieżnia wyścigowa. Tor jest płaski, ze świetną, długą i szeroką prostą finiszową, która zapewnia szczerą i równą rywalizację. Oprócz toru też będę długo wspominał niesamowicie duże, wypełnione po brzegi trybuny i ciepło jakie biło od ludzi. Nie było do mnie jako gościa wrogiego nastawienia, zostałem bardzo miło przyjęty.
Czy w Wielkiej Warszawskiej wszystko poszło zgodnie z planem?
Nie za bardzo. Mieliśmy wysoki numer startowy. Chcieliśmy utrzymywać się stosunkowo blisko, ale ze względu na jednego luźno galopującego konia bez jeźdźca pojawiło się zamieszanie i wyścig stał się chaotyczny. Byłem przez to na trochę dalszej pozycji niż planowałem, ale Kaneshya szedł bardzo dobrze. Na ostatnim zakręcie wypracował sobie trochę miejsca, co dało mu wolne przejście i od tej pory było już z górki.

Pięknie przeszedł Pan między końmi pod koniec zakrętu. Udało się znaleźć wolne miejsce, a zaraz za Panem tą samą drogą pojechał Szczepan Mazur na Bremenie, ale był trochę spóźniony i ta decyzja mogła dać Panu i Kaneshyi zwycięstwo.
Ze względu na to, jak długą prostą dysponuje warszawski tor, wiedziałem, że mam szansę na atak przy finiszu z dalszej pozycji. Czułem jakie możliwości ma Kaneshya i gdy tylko znalazłem przed sobą miejsce, byłem przekonany, że jedziemy po zwycięstwo. Wiedziałem, że można było się po nim spodziewać świetnego przyspieszenia i faktycznie mnie ono nie zawiodło, a w połączeniu z długą prostą dało nam zwycięstwo.
Od początku wiedział Pan, że w wyścigu z szybką końcówką Kaneshya może być bardzo groźny?
Tak. Kaneshya już wcześniej pokazał się wcześniej we francuskich wyścigach wysokiej rangi, a do tego byłem przekonany, że Henri-Alex Pantall nie wysłałby konia na tak daleką podróż gdyby nie miał realnych szans na zwycięstwo.
Miss Dynamite dzielnie się broniła, a do tego z tyłu zbliżał się Bremen. Czy w ostatniej fazie wyścigu był Pan pewny zwycięstwa?
Od początku prostej finiszowej byłem pewny naszego zwycięstwa. Nie bałem się broniącej klaczy, ani idącego za mną Bremena. Widziałem możliwości konia i wiedziałem, że ta walka jest już przesądzona.
Wygrał Pan mnóstwo wyścigów Pattern, ponad 30 gonitw rangi G1, jak w Pańskiej opinii prezentowały konie podczas Wielkiej Warszawskiej? Pula nagród jest w niej dużo wyższa niż w przeciętnych gonitwach rangi Listed, raczej zbliżona do G3 lub nawet niektórych G2. Czy poziom sportowy też można porównać do gonitw G3, a może nawet G2 w Niemczech lub we Francji?
To był naprawdę wielki i prestiżowy wyścig z ogromną pulą nagród, który bez wahania można porównywać do zachodnioeuropejskich gonitw G3. Poziom był tak wysoki, że gdyby Kaneshya miał się ścigać w G3 w Niemczech, to mógłby go wygrać tak samo jak Wielką Warszawską i na pewno byłby tam sporym zagrożeniem.

Jak ocenia Pan poziom Lady Ilze? Czy da się ją porównać z czołowymi niemieckimi dwulatkami?
Jest świetna, ma bardzo dobrą budowę i dysponuje naturalnie przychodzącym jej przyspieszeniem, które pokazuje z łatwością. Zachowuje się doskonale i według mnie bez kompleksów mogłaby być konkurencją czołówki rocznika dwulatków w Niemczech.
Wyścigowy sezon w Europie dobiega do końca. Czy w zimę znów będzie można Pana oglądać w akcji na Bliskim Wschodzie?
Tak. Sezon właśnie się kończy i niedługo wyjadę do Dubaju, gdzie będę jeździł dla tej samej stajni, co w poprzednim kilku latach, u trenera Fawziego Nassa i tam też będę pracował na co dzień jako dżokej stajenny. Nie mogę się już tego doczekać.
W sezonie europejskim jest Pan związany z jakąś konkretną stajnią, czy raczej działa Pan jako wolny strzelec, który mieszka w Holandii, a przyjeżdża na wybrane wyścigi do Niemiec?
W zasadzie to się zgadza. Dalej mieszkam w Holandii i działam jako wolny strzelec. Nie mam swojej stajni, ani zobowiązań wynikających z kontraktów. Sam wybieram dni, które mnie interesują i akceptuję pasujące mi propozycje dosiadów.
Ma Pan 55 lat, a wciąż należy Pan do elity europejskiej. Był Pan jednym z najbardziej pozytywnych (ciągle radosny i uśmiechnięty) gości jacy przyjeżdżali w ostatnich latach na polskie wyścigi. Czy po tylu latach dalej Pan czuje tak wielką miłość do wyścigów jak na początku?
Ciągle zachowuję pogodę ducha. Wyścigi konne dalej sprawiają mi radość i dają frajdę. Moje odczucia przez te lata się nie zmieniły, dalej to kocham całym sobą.

Jaki ma Pan cel na następne miesiące i może lata?
Moim celem jest utrzymanie dobrej dyspozycji i dosiadanie dobrych koni przez następny rok lub może nawet dłużej.
Czy ma Pan jakieś rady dla młodych jeźdźców jak rozwijać kariery?
Być zawsze skupionym na wyścigach. Oglądać ile tylko się da gonitw z całego świata. Brać jak najwięcej dosiadów. Zawsze być dobrym dla swoich koni i traktować je z szacunkiem, to tak naprawdę zasada numer jeden, podstawa i fundament. To zwierzęta, które należy doceniać za ich wkład w wyścigi. Konie dają szansę jeźdźcom na rozwój ich karier i w żadnym wypadku nie można ich uprzedmiotawiać.
Dziękuję za rozmowę. Razem z polskimi kibicami będziemy trzymać kciuki za dalsze sukcesy.
Dziękuję.
Rozmawiał Michał Celmer
Na zdjęciu tytułowym Adrie De Vries w pamiątkowym ujęciu po triumfie w Wielkiej Warszawskiej.

Adrie de Vries – sylwetka i sukcesy:
Adrie de Vries od lat utrzymuje się w czołówce dżokejów w Niemczech, w sezonie zimowym odnosi sukcesy nad Zatoką Perską, głównie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale także w Bahrajnie i w Katarze. Jest niezwykle doświadczony, ma na koncie wiele sukcesów w gonitwach rangi G1 (ponad 30 zwycięstw, w tym sporo z nich na koniach arabskich). Wygrał już ponad 2000 wyścigów, dosiadane przez niego konie zdobyły sumę nagród ponad 17 milionów euro.
W 2018 roku Adrie de Vries wygrał niemieckie Derby G1 w Hamburgu na Weltstar. W Grosse Preis von Baden G1 też zwyciężał raz (Getaway 2009). Trzykrotnie triumfował w niemieckim odpowiedniku Wielkiej Warszawskiej – Preis von Europa G1 (Meandre 2013, Empoli 2014, Windstoß 2017). Z klasyków w Niemczech wygrywał też 2 razy Oaks, 3 razy 1000 Guineas, raz 2000 Guineas i 2 razy St. Leger. 5 razy wygrał Derby w Holandii w latach 90, był tam 12 razy czempionem jeźdźców.
We Francji trzykrotnie zwyciężał na poziomie G1 – w Prix Romanet (Odeliz 2015) i dwa razy na koniach arabskich. Oaks d’Italia G1 wygrał na klaczy Gyreka (2005). W Katarze odniósł zwycięstwo w prestiżowym wyścigu dla koni arabskich H.H. The Emir’s Sword G1 na znanym w Polsce ogierze Mared Al Sahra (2008), a w Emiratach w Dubai Kahayla Classic G1 (Jaafer 2010, TM Fred Texas 2012). Był dwa razy czempionem dżokejów w Katarze (2008-09 i 2009-10).
W latach 2009-2013 był pierwszym dżokejem w stajni słynnej Gestüt Schlenderhan. W 2014 roku został czempionem jeźdźców w Niemczech (99 zwycięstw), najczęściej jeżdżąc u trenera Petera Schiergena. Był też wiceczempionem Niemiec w 2005 roku (108 wygranych) i 2018 roku (72). W latach 2016-2019 pracował u trenera Markusa Kluga, szkolącego konie Gestüt Röttgen. Obecnie jeździ jako freelancer, czyli nie jest z nikim związany na stałe.
W tym roku w Niemczech jeździł dość mało, na 120 startów wygrał 20 wyścigów, co daje mu 12. miejsce w czempionacie (spora suma nagród – 476 tysięcy euro). Szwajcarka Sibylle Vogt, która w WW jechała na trenowanej przez Schiergena klaczy Avola, zajmuje w rankingu jeźdźców w Niemczech w tym sezonie piąte miejsce (34 zwycięstwa na 254 starty), ale konie pod nią wygrały mniej (406 tysięcy euro) niż pod de Vriesem.
W maju tego roku de Vries wygrał w Duesseldorfie niemiecki klasyk 1000 Guineas G2 na milę na klaczy Darnation, trenowanej w Anglii przez Karla Burke’a. 28 lipca triumfował w Monachium na Califie w Grosser Dallmayr-Preis – Bayerisches Zuchtrennen G1 na 2000 m (100 tysięcy euro za pierwsze miejsce). Drugi w tym wyścigu był niemiecki derbista 2023 Fantastic Moon, a trzeci derbista ze Służewca Westminster Moon.
