Komantarz po Grand Prix de Paris. Podwójne zwycięstwo Rougeta

Jean-Claude Rouget wrócił w wielkim stylu! Prowadzony przez niego Leffard po kapitalnym finiszu wziął Grand Prix de Paris. To jednak nie jedyna dobra wiadomość dotycząca tego utytułowanego trenera.
  

   Rouget ponad rok czekał na sukces swojego konia w gonitwie G-1. Jego podopieczni biegali słabo, jakby ich trener stracił chęć do pracy. Sytuacja była intrygująca. Pojawiły się plotki o poważnych kłopotach zdrowotnych szkoleniowca, który skończył już przecież 70 lat. Jesienią zeszłego roku Jean-Claude postanowił przerwać milczenie. Do ośrodka treningowego w Pau zaproszony został dziennikarz stacji Equidia Reynold Vella. Rouget i jego asystent, były dżokej Jean-Rene Dubosc pokazali mu galopy kilku koni, po czym szkoleniowiec wyjaśnił osłupiałemu żurnaliście, że wkrótce przejdzie ostatni etap kuracji w walce z rakiem.
Dodał także, że jego zapowiadana wcześniej współpraca z innym francuskim trenerem nie dojdzie do skutku.
   Wygląda na to, że „łowca klasyków” powoli wraca do zdrowia. Podczas wyścigu był wyraźnie ożywiony, krzyczał, klaskał i dopingował Leffarda w walce przeciwko Trinity College. Pomogło! Jego podopieczny, prowadzony pewną ręką Cristiana Demuro na samym celowniku złapał rywala o krótki łeb! Szkoleniowiec nie krył wielkiej radości.
– Chyba jestem bardziej zrelaksowany niż kiedyś – wyjaśnił, pytany o stan zdrowia. – Moje instrukcje dla Cristiana były proste: czekaj tak długo jak to możliwe i atakuj jako ostatni. Było bardzo ciężko, ale smakuje wspaniale – dodał Rouget.
   Leffard to współwłasność największej francuskiej stajni wyścigowej Gerarda Augustin-Normand, którego przodkowie zarządzali znaną stocznią z Hawru. Tam między innymi zbudowany i zwodowany został polski okręt podwodny Wilk.
   Ogierowi kompletnie nie wyszedł start w Prix du Jockey Club. Najpierw fatalnie losował boks startowy, po wyjściu na prostą zaś był dwa razy potrącony przez zarzucającego się Parachutiste. Mam jednak wrażenie, że od samego początku jego dżokej Jean-Bernard Eyquem nie wierzył w sukces i nie włożył w to serca. Koń kończył około 7 długości za zwycięzcą. Kilka lat temu inny koń współwłasności Augustin-Normand Onesto, podobnie poległ w klasyku na Chantilly, po czym po walce wygrał Grand Prix de Paris. I tym razem właścicieli (drugim jest Hiszpan Antonio Caro) nie zawiódł nos. Polecili dopisać konia do wyścigu za 15 tysięcy euro. Opłaciło się.
   Ze spokojem godnym filozofa do porażki swojego konia podszedł Aidan O’Brien.
– Pobiegł wielki wyścig i po prostu przegrał. Ale myślę, że to dystans dla niego – wyjaśnił Irlandczyk.
   Zwycięstwo w Grand Prix de Paris oznacza, że Leffard ma już kwalifikację na jesienny Arc. Mam nadzieję, że stajnia będzie mogła go w spokoju przygotować do tego biegu. Singspiel

Zdjęcie – Equidia.fr

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły