Derby Arabskie A.D. 2025 przejdą do historii nie tylko za sprawą sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim z powodu emocji, które rozgrzały publiczność do czerwoności po wyścigu. Zwycięstwo, przyznane po długich naradach i uwzględnieniu protestu, przypadło ostatecznie trenowanemu przez Janusza Kozłowskiego Elnizo. O kulisach dramatycznego wyścigu, niebezpiecznej jeździe, incydencie, który miał miejsce tuż przed startem, a także o przyszłości swoich najlepszych koni i kondycji polskich wyścigów, rozmawiamy z jednym z najbardziej doświadczonych polskich trenerów.
Michał Kurach: Panie trenerze, przede wszystkim gratuluję zwycięstwa w Derby. Pamiętam naszą rozmowę przed gonitwą, kiedy nie chciał pan zapeszać. Dziś, mimo kontrowersji, rozmawiamy po fakcie – Elnizo, zgodnie z decyzją Komisji Technicznej, wygrał. To z pewnością powód do satysfakcji.
Janusz Kozłowski: Dziękuję, ale z gratulacjami wolałbym jeszcze chwilę poczekać. Spodziewam się, że druga strona złoży odwołanie, więc ostateczny werdykt wciąż przed nami. Sędziowie wydali decyzję w granicach obowiązujących przepisów, dlatego na razie wygraliśmy. Znawcy wyścigów wiedzą jednak, że Elnizo nie miał okazji zaprezentować pełni swoich możliwości.
Sytuacja na torze była jednak bardzo dynamiczna i niebezpieczna. Protest, który pan złożył, okazał się w pełni uzasadniony. Oglądając powtórki, trudno oprzeć się wrażeniu, że jazda dżokeja na Largo Winchu była celowym utrudnianiem walki. Czy już w trakcie wyścigu widział pan, jaka jest sytuacja?
Oczywiście. Już podczas Nagrody Janowa dżokej na Largo Winchu jechał agresywnie, ale wtedy wygraliśmy, więc odpuściłem składanie zażalenia. Tym razem nie mogłem tego zignorować. Sam jeździłem w wyścigach przez 30 lat i doskonale widziałem, co się dzieje. To, co wyprawiał ten chłopak, było nie tylko zaprzeczeniem zasad fair play, ale przede wszystkim stwarzało ogromne niebezpieczeństwo. Gdyby Szczepan Mazur na Elnizo nie zareagował i nie próbował uciekać, mogłoby dojść do tragedii. Koń przy takiej prędkości, po przejechaniu niemal trzech kilometrów, wpadając na rywala, mógłby się nawet przewrócić. To była katastrofalna, niedopuszczalna jazda. Zanim dżokeje zjechali z toru, ja już byłem w Komisji Technicznej.
Szczepan Mazur wykazał się niesamowitym opanowaniem i refleksem. Najpierw, gdy Largo Winch zajeżdżał mu drogę po zewnętrznej, podjął decyzję o ataku od wewnętrznej strony. Chwilę później, gdy rywal ponownie zaczął go spychać, tym razem do kanatu, reagował również prawidłowo . Czy po Nagrodzie Janowa mieliście plan na odprowadzanie w prawo, czy to była jego samodzielna decyzja w ferworze walki?
Nie, w ogóle nie przewidziałem, że ktoś może być tak bezczelny na torze. To była w pełni samodzielna i świadoma decyzja Szczepana. Reagował na to, co robił jego przeciwnik. To tylko pokazuje jego klasę i doświadczenie. Trzeba też podkreślić, że Elnizo nie jest łatwym koniem do prowadzenia. On jest bardzo „ostry”, chce się ścigać od samego startu. Utrzymanie go i rozłożenie sił na tak długim dystansie wymaga ogromnych umiejętności. Szczepan nie tylko doskonale go poprowadził, ale też pomógł mu swoją postawą, chowając się za jego szyją, by stawiać jak najmniejszy opór powietrza. Jeździ z głową.
Mówi pan, że Elnizo jest trudny w prowadzeniu. A jaki jest na treningach?
Na torze roboczym to zupełnie inny koń, bardzo spokojny. On po prostu ma świadomość, że się ściga i wtedy daje z siebie wszystko. Cała jego rodzina ma taki właśnie „ostry” charakter. To ambitne i trudne konie do jazdy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samego przebiegu gonitwy. Wydawało się, że gdyby tempo było od początku nieco mocniejsze, Elnizo mógłby mieć łatwiejsze zadanie, aby galopować bardziej zrelaksowany. Czy drugi z pana koni, Wiktus, nie miał za zadanie ewentualnie podyktować mocniejszego tempa?
Dałem dżokejowi na Wiktusie dyspozycję, że gdyby nikt nie chciał prowadzić, ma jechać z przodu. Jednak dwa konie, Cewasz i Largo Winch, od razu poszły na front, a tempo było solidne, tylko pół sekundy wolniejsze od rekordu toru. W tej sytuacji nie było sensu, żeby Wiktus na siłę się z nimi ścigał. Oczywiście, szybszy wyścig byłby dla Elnizo korzystniejszy, bo on bardzo mocno „szedł” w dystansie i trochę się spalał. Ale nie ma co gdybać, było jak było.
A jak ocenia pan postawę Wiktusa? Zajął piąte miejsce, ale wydaje się, że mimo wszystko dystans 3000 metrów to dla niego trochę za dużo.
On po prostu na ten moment jest koniem słabszym od Elnizo i Largo Wincha. Na treningach wyraźnie mu ustępuje, niezależnie od dystansu. W zeszłym roku wygrywał, ale w mniejszych stawkach, a wyścigi były rozgrywane na końcówkę, gdzie liczyła się szybkość. Elnizo dopiero w tym roku dojrzał, zmężniał i pokazał, na co go naprawdę stać.
Czy poza Largo Winchem obawiał się pan jakiegoś innego konia w stawce? Zaskoczył na przykład czwarty na celowniku Harry Blue.
Nie, liczyłem się tylko z Largo Winchem. Byłem przekonany, że walka rozegra się między tą dwójką. I jestem pewien, że gdyby nie ta nieczysta jazda, wygralibyśmy te Derby bez żadnych protestów. Elnizo nie mógł w pełni rozwinąć swojej akcji, bo w momencie, gdy przyspieszał, Szczepan musiał go ciągle korygować i uciekać. To wybijało konia z rytmu, a na ostatnich metrach tak długiego wyścigu, kiedy biegnie się już resztkami sił i ambicją, każda taka sytuacja ma ogromne znaczenie.
Przed wyścigiem doszło też do nieprzyjemnego incydentu. Właściciel Largo Wincha miał w wulgarny sposób zwracać się do Szczepana Mazura, a w orzeczeniu komisji padło nawet słowo „groźba”. Był pan świadkiem tej sytuacji?
Tak, byłem. Dziwiłem się, kto tuż przed najważniejszym wyścigiem sezonu podchodzi do dżokeja i go niepokoi. Nie wiedziałem, że to właściciel najgroźniejszego rywala. Gdybym wiedział, zareagowałbym zupełnie inaczej. Rozdzieliłem ich i powiedziałem, żeby dał spokój człowiekowi, który za chwilę musi mieć czystą i spokojną głowę. Przez 55 lat pracy na wyścigach pierwszy raz spotkałem się z takim zachowaniem. To niedopuszczalne, żeby w taki sposób próbować wyprowadzić z równowagi dżokeja dosiadającego najgroźniejszego przeciwnika.
Jakie są dalsze plany startowe dla pańskich koni? Co czeka derbistę?
Dla Elnizo droga jest jedna – Nagroda Europy. Jeśli wszystko będzie dobrze i koń będzie zdrowy, to będzie jego kolejny cel. Później być może wystartuje w wyścigu dla czterolatków w Dniu Wielkiej Warszawskiej. Z kolei Wiktus, który nie wygrał w tym sezonie żadnego wyścigu, spadł do pierwszej grupy i teraz będzie miał szansę biegać w gonitwach z nieco słabszymi końmi, żeby zaczął zarabiać pieniądze.
Tegoroczne Derby pokazały, że mamy dwa wybitne konie arabskie. Czy myśli pan, że są one w stanie nawiązać walkę z końmi ze starszych roczników, a może nawet z europejską czołówką?
To się okaże, kiedy spotkają się na torze. Na pewno są to bardzo dobre konie i mogą zagrozić starszym. Jeśli chodzi o ściganie za granicą, to jest trudniejszy temat. Tam większość prestiżowych gonitw rozgrywana jest na dystansie około 2000 metrów. Nasze konie przygotowujemy pod polski kalendarz, gdzie dominują dłuższe wyścigi – 2600, 2800, a nawet 3000 metrów. Koń, który ma rywalizować na krótszych dystansach, musi mieć wrodzoną szybkość, tego się nie da wytrenować. Nasza hodowla opiera się coraz bardziej na krwi francuskiej, więc może powinniśmy pomyśleć o pewnych zmianach w programie gonitw, żeby dać naszym koniom szansę rozwoju i późniejszej rywalizacji za granicą.
Sądzę, że warto rozpocząć dyskusję o zmianach oraz o tym, jak pomóc coraz lepszym koniom przygotować się do startów za granicą, jednocześnie zachowując charakter polskiej selekcji koni arabskich. Na koniec chciałbym zapytać: co musiałoby się zmienić, aby wyścigi w Polsce były bardziej transparentne?
Musimy zacząć od tego, żeby Komisja Techniczna stanowczo reagowała na każdy przejaw nieczystej gry. Jeśli będzie czuwała, rozmawiała z dżokejami, karała za przewinienia, to na pewno będzie lepiej. Trzeba tego po prostu pilnować.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Michał Kurach
Na zdjęciu tytułowym dekoracja po Derby
