Między siłą a psychiką. O Derby, treningu i końskiej naturze rozmawiamy z Kamilą Urbańczyk

Tegoroczne Derby Arabskie na warszawskim Służewcu dostarczyły emocji, które wykroczyły daleko poza sam finisz. Na celowniku jako pierwszy zameldował się Largo Winch, trenowany przez Kamilę Urbańczyk, pokonując swojego największego rywala, Elnizo. Radość okazała się jednak przedwczesna. Po proteście trenera i długiej naradzie Komisji Technicznej zwycięstwo przyznano drugiemu na mecie koniowi, uznając, że Largo Winch przeszkadzał rywalowi na prostej finiszowej. O kulisach tego dnia, swojej filozofii treningu, która przynosi tak spektakularne efekty na długich dystansach, i o tym, jak ważna jest psychika konia, rozmawiamy z trenerką Kamilą Urbańczyk.

Michał Kurach: Pani Kamilo, zacznę nietypowo – od gratulacji nie za wygraną, a za znakomite przygotowanie konia. Po niezwykle zaciętej walce Largo Wincha z Elnizo w Nagrodzie Janowa, w środowisku wyścigowym panowało przekonanie, że oba konie „zapłacą” za ten wysiłek w Derby. Tymczasem one ponownie zdominowały wyścig. Jak Largo Winch czuł się po tamtej gonitwie?

Kamila Urbańczyk: Dziękuję. Tak, do mnie również docierały takie głosy, że dwa konie, które tak zaciekle walczą, zwykle nie liczą się w ostatecznej rozgrywce. Mogę wypowiadać się na temat swojego konia – Largo Winch nie odczuł Nagrody Janowa. Zresztą, po Derby również czuje się bardzo dobrze, nie jest zmęczony. Uważam, że konie klasowe są przygotowane na takie wysiłki, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Oczywiście, może się zdarzyć, że będą pracować ponad siły, ale oba te ogiery mają wysoką klasę. Wiedziałam, że Largo nie jest zmęczony i nie wierzyłam, że z Elnizo będzie inaczej. Dobry koń to po prostu dobry koń.

Często słyszy się, że koń, który przegrywa walkę o centymetry, może to odczuć psychicznie. Pojawiały się nawet opinie, że Largo „wie, że przegrał” i może to na niego wpłynąć. Jak Pani podchodzi do takich teorii, do tego częstego nadawania koniom ludzkich cech?

Dla mnie to wygląda inaczej. Konie walczą i mają świadomość tej walki, ale to my, ludzie, decydujemy, gdzie jest celownik. One tego punktu nie znają. Jeżeli widzę, że mój koń był drugi na celowniku, ale tuż za nim wciąż ma ogromną dążność do walki, to dla mnie nie jest to koń psychicznie pokonany. Najgorsza sytuacja jest wtedy, gdy koń za celownikiem „umiera”, gaśnie. A w Largo wciąż była chęć biegu. Myślę, że konie nie mogą „lubić się ścigać” w naszym rozumieniu, bo nie znają celu tej rywalizacji. Lubią biegać, bo to leży w ich naturze, a rywalizacja ma podłoże instynktowne – walka o pozycję w stadzie, ucieczka przed drapieżnikiem. Ten, który jest z przodu, ma większe szanse na przetrwanie.

Mówi się, że oprócz fizyczności, kluczowa jest właśnie psychika, pewność siebie, coś, co u ludzi nazwalibyśmy charyzmą. Czy obserwuje Pani u Largo Wincha cechy lidera w codziennej pracy?

Zdecydowanie tak. Largo jest ogierem, ale na padok wychodzi z drugim kolegą, który jest mu całkowicie podporządkowany. Nie ma prawa podejść pierwszy do poidła czy wyjść przez bramkę. Jednocześnie Largo go nie dręczy, nie gryzie, nie kopie. Mają kumpelski układ, ale hierarchia jest jasna. To się czuje. Co ciekawe, u mnie klacze przychodzą z padoku same, korytarzem, i za każdym razem ta sama klacz prowadzi całą grupę. Hierarchia ustala się bardzo szybko. Z drugiej strony, miałam kiedyś w treningu klacz, Mussakę, która na treningach spisywała się fenomenalnie, ale w stadzie była ostatnia. W wyścigu nie istniała. Psychika ma ogromny wpływ na to, jak koń jest w stanie zaprezentować swoje fizyczne możliwości. Jeśli jest w stadzie „zahukany”, nie pójdzie do przodu, nawet jeśli go na to stać.

Przejdźmy do samego Derby. Pani koń zaatakował bardzo wcześnie, już na 1000 metrów przed celownikiem wysunął się na prowadzenie. Komentator sugerował, że dżokej „nie wytrzymał ciśnienia”. Domyślam się jednak, że była to zaplanowana taktyka.

Tak, te słowa mnie zaskoczyły. To nie było niewytrzymanie ciśnienia. Largo ostatni miesiąc pracował sam w lesie i taka sytuacja mu odpowiada. On jest bardzo mocnym ogierem i kiedy jest pozamykany z tyłu, w grupie, zaczyna się denerwować, szarpać, rzucać głową. Nie jest łatwym koniem do jazdy. Zmienianie jego natury przyniosłoby więcej szkody niż pożytku. Trzeba dostosować się do niego, żeby pracował w komforcie. Powiedziałam dżokejowi, że ma być w czole wyścigu, a jeśli poczuje, że Largo chętnie idzie do przodu, ma mu na to pozwolić. Miałam pewność, że wytrzyma własne, mocne tempo. Walka z koniem w trakcie wyścigu to podwójna strata energii.

To, co rzuca się w oczy w Pani treningu, to znakomite przygotowanie koni do długich dystansów i precyzyjne trafianie ze szczytem formy na najważniejsze gonitwy – Oaks, Derby, Nagrodę Europy. Tak było z Ussamem de Carrere, Mogadiuszem, a teraz z Largo Winchem. Na czym polega Pani metoda?

(Śmiech) Zaczynam być specjalistką od długich dystansów. Wynika to pewnie z warunków, jakie mam, i specyfiki mojej pracy. Mój trening konia dystansowego całkowicie odbiega od tego, co widzi się na Służewcu. Nie zdradzę szczegółów, bo nie będę tworzyć sobie konkurencji, ale jest to zupełnie inny rodzaj pracy. Co do trafiania z formą, to pewnie kobieca intuicja.

Pozwoli Pani, że podważę tę „magiczną” intuicję. To chyba coś więcej niż przeczucie?

Oczywiście. To nie magia, a zmysł obserwacji. Jest to możliwe ponieważ na koniach, które szykuję do najważniejszych startów, jeżdżę sama. Opieram się na czuciu konia, na tej bezpośredniej informacji zwrotnej. Jeśli czuję, że ma słabszy dzień, nie wymagam zbyt wiele. Jeśli czuję, że „dziś nam razem fajnie”, robimy coś mocniejszego. Przed tak ważnym wyścigiem jak Derby, koń dostaje bardzo mało pracy i dużo odpoczynku, żeby się odbudował i „nabuzował” energią.

Pani metody, jak trening w lesie czy codzienne padokowanie, przypominają filozofię najlepszych światowych trenerów koni arabskich, jak Gill Duffield czy Julian Smart. Oni również podkreślali, że „koń musi być koniem”. Ale czy ten trening w terenie nie ma też czysto fizycznego, biomechanicznego uzasadnienia?

Zgadzam się z tym w stu procentach. Zmiana otoczenia, jazda różnymi ścieżkami w lesie, spotykanie grzybiarzy czy rowerzystów – to wszystko sprawia, że koń musi żywo reagować i współpracować z jeźdźcem. To buduje znacznie bliższy kontakt niż codzienne, schematyczne kręcenie kółek na bieżni treningowej. Ale jest też inny aspekt. Konie, jak ludzie, są asymetryczne. Wykonywanie pracy głównie w jedną stronę, jak na torze, tylko tę asymetrię pogłębia. Kiedy koń pracuje w zróżnicowanym terenie, w obu kierunkach, na różnym podłożu, buduje bardziej zrównoważoną, symetryczną muskulaturę. To przekłada się na zdrowie i mniejsze ryzyko kontuzji. Koń jest zwierzęciem otwartej przestrzeni. Ograniczanie go powoduje tylko problemy psychiczne. Albo staje się apatyczny, albo agresywny. Często spotykam się ze zdziwieniem: „Takiego dobrego konia puszczasz na padok? Przecież może sobie zrobić krzywdę!”. A ja odpowiadam: „Jest koniem, chyba da sobie radę”.

W środowisku mówi się, że jest Pani znakomitym specjalistą „po innych trenerach”. Wiele koni, jak Mogadiusz, Magoun czy Om Darshaana, trafiło do Pani z innych stajni, ale to pod Pani okiem odnosiły największe sukcesy. Akceptuje Pani taką opinię?

Docierały do mnie takie głosy. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że to były dobre konie, w których właściciele widzieli potencjał i szukali rozwiązania problemów. Często były to problemy psychiczne. Na przykład Mogadiusz miał już dość wychodzenia na tor, rzucał się. Zmiana warunków, las, otworzyła mu umysł. Pokazała, że galopowanie może sprawiać przyjemność, a nie być tylko przymusem. Gdy pierwszy raz wypuściłam go na padok, to tak jak go zostawiłam rano, tak go znalazłam po południu – nie ruszył się o krok. To pokazuje, jak bardzo „ciasny” umysł miał ten koń. Rozprężenie na padoku pozwala im wrócić do pierwotnych ustawień. Poprawić po takich trenerach to dla mnie nie ujma.

Wróćmy do tego feralnego Derby. Złożyła Pani odwołanie od decyzji Komisji Technicznej. Jak z Pani perspektywy wyglądała sytuacja na prostej i co Pani sądzi o werdykcie?

Uważam, że wynik jest dla mojego konia krzywdzący. Rozumiem, że koń był odprowadzany, jednak w mojej ocenie nie było ewidentnego zatrzymania Elnizo, zbicia go z rytmu, nie było też kontaktu między końmi. W przeszłości podobne sytuacje zdarzały się wielokrotnie i kończyły się ukaraniem dżokeja, a nie przesunięciem konia. Tymczasem tutaj koń, który finiszował ponad długość za moim, został ogłoszony zwycięzcą. Elnizo, w moich oczach, był w tym dniu pokonanym. Stąd moje odwołanie. Rozmawiałam po wyścigu z wieloma doświadczonymi trenerami i podzielali moją opinię.

Wiele osób, nawet tych Pani przychylnych, po analizie powtórek przyznaje, że do przeszkadzania doszło.

Ja nie mam wątpliwości, że taka sytuacja zaistniała. Nie zgadzam się jednak z oceną, że miała ona decydujący wpływ na końcowy wynik gonitwy.

Patrząc na to z perspektywy czasu, czy taktycznie można było rozegrać ten wyścig inaczej, by uniknąć tej kontrowersyjnej końcówki? Może jeszcze wcześniejszy, mocniejszy atak, by zyskać bezpieczną przewagę?

Tak, to była jedna z opcji, którą rozważałam. Moim założeniem było, że Largo mógłby nawet poprowadzić cały wyścig. Gdyby początkowe tempo było szybsze, prawdopodobnie zyskałby większą przewagę nad resztą stawki i cała sytuacja z odprowadzaniem w ogóle nie miałaby miejsca. Largo jest na tyle silny, że byłby w stanie wziąć ciężar wyścigu na siebie od startu do celownika. Ostatecznie stanęło na innym rozwiązaniu, ale tak, szybszy początek z pewnością byłby dla nas korzystny.

Zostawmy Derby już za sobą. W stajni ma Pani wiele młodych, obiecujących koni. Jakie plany ma Pani wobec Krynki? I czy w grupie trzylatków widzi Pani potencjalne gwiazdy?

Krynka dobrze zaczęła sezon. To klacz na cięższe tory, która nie ma wielkiego przyspieszenia, ale świetnie rozkłada siły w dystansie. Będzie oczywiście szykowana do Oaksu, choć ambicje właściciela sięgają też startu w Nagrodzie Sabelliny. Obawiam się, że to zbyt krótki okres na regenerację przed najważniejszym wyścigiem dla klaczy. Co do trzylatków, mam w tym roku grupę o naprawdę dobrych rodowodach. Niestety, przyjechały do stajni dość późno, więc ich pierwsze starty traktuję bardziej przygotowawczo. Mimo to, z moich obserwacji wynika, że dwa, a może nawet trzy konie z tej grupy mogą być w przyszłości końmi topowymi.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.

Michał Kurach

Na zdjęciu tytułowym Largo Winch i Elnizo

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły