Ostatni październikowy weekend obfitował w gonitwy najwyższej kategorii na Służewcu. Piątkowe opady sprawiły, że tor w sobotę był ciężki, a w niedzielę miękki. To z kolei doprowadziło do sporej liczby niespodzianek i braku trafionych septym w oba dni. Gonitwę o Nagrodę Mokotowską wygrał mało doświadczony Aksios, a jego trener Maciej Jodłowski udowodnił po raz kolejny, że ten wyścig jest jego specjalnością. Starcie klaczy o Nagrodę Efforty zdominowała faworyzowana Lady Evi, natomiast w gonitwie o Nagrodę Porównawczą dla arabów i sprinterskim Criterium doszło do niespodzianek. Najlepsze okazały się Love Me de la Cere oraz Shamadram.
Aksios potwierdza talent i godzi faworytów
Trener Maciej Jodłowski ma patent na wygrywanie gonitwy o Nagrodę Mokotowską (kat. A, 1600 m), w której co roku mierzą się czołowe dwuletnie ogiery. Triumfator tej gonitwy uzyskuje tradycyjny tytuł „zimowego faworyta na Derby”. Wspomniany szkoleniowiec w niedzielę znów fetował sukces i w sumie jego podopieczni wygrywali pięć z siedmiu ostatnich edycji (wcześniej: w 2019 – Fiburn F, 2020 – Power Barbarian, 2021 – Matt Machine, 2023 – Zen Spirit). Dwukrotnie na drodze do sukcesu stawał mu w tym czasie Janusz Kozłowski – kiedy Senlis minimalnie wyprzedził Joe Blacka (2022), a rok temu Bold nie dał szans Belmondowi. W tym roku wydawało się, że to stajnie Krzysztofa Ziemiańskiego (Birmingham) lub Adama Wyrzyka (Time For The Star i Kartacz) mają największe szanse na sukces.
Kartacz po starcie znalazł się na czele stawki, ale był prowadzony przez amazonkę zdecydowanie szerzej od rywali. Grupę bliżej bandy prowadził mający za sobą tylko jeden start w karierze Aksios przed Nomasem Fahadem. Na finiszu przy kanacie został Nomas Fahad. Ciaśniej od większości rywali łuk przebiegł też Aksios, ale po chwili Erbol Zamudin Uulu wyprowadził go w pole. To był dobry manewr, a ogier znalazł się na pierwszym miejscu. Polem rozpędzał się faworyzowany Birmingham i wydawało się, że wkrótce dojdzie do walki dwójki ścigającej się w barwach Millennium Stud. Bezpośredniej rywalizacji jednak nie było, choć chwilowo przewaga Aksiosa (Calyx – Daleelaty / Showcasing) spadła do ok. 2 długości, by znów zacząć rosnąć. Podopieczny Macieja Jodłowskiego galopował po niezagrożone zwycięstwo. Dublet Millennium stał się faktem, gdyż pozycja Birminghama także była niezagrożona. Trzeci długo był Kartacz, ale w końcówce wyprzedził go drugi z koni Adama Wyrzyka – Time For The Star.

Godzinę wcześniej dla stajni Millennium i Macieja Jodłowskiego wygrał także inny dwulatek – debiutujący Wind Charger (Acclamation – Alltherightmoves / Namid), który także sprawił bardzo dobre wrażenie.
Lady Evi bezkokurencyjna
Nieco później czołowe dwuletnie klacze (z wyjątkiem zwyciężczyni Cardei Only Luck, która dzisiaj wygrała Listed w Hanowerze) stanęły na starcie biegu o Nagrodę Efforty (kat. A, 1400 m). Rola faworytki przypadła trenowanej przez Macieja Janikowskiego dla Westminster Race Horses Lady Evi.
Solidne tempo podyktowała Great Diamond, za którą trzymała się Atlantic Diamond. Ta druga wcześnie odpadła na prostej, natomiast Great Diamond „odcięło prąd” na ostatnich 300 metrach. W tym momencie na czele stawki znalazła się dosiadana przez Dastana Sabatbekova Lady Evi i łatwością zaczęła oddalać się do rywalek. Za nią ruszyły Akira Yasha wraz z Zorianną, jednak nie były w stanie zmniejszyć straty do faworytki. Ostatecznie powalczyły między sobą o drugie miejsce, przy czym wyraźnie lepsza okazała się Akira Yasha. Czwarta była Enjoy Your Dream.

Lady Evi (Masar – Middle Creek / Poet’s Voice) to półsiotra Lady Charlotte, która w wieku dwóch lat z dobrej strony pokazała się na Służewcu (także w treningu Macieja Janikowskiego), a w tym roku z sukcesami biegała w Niemczech (u tr. Andreasa Wöhlera). Brała udział nawet w Deutsches Derby i Oaks. Wygląda na to, że młodsza z nich także ma sporo talentu.
Dublet Andrzeja Laskowskiego i show Love Me de la Cere w Porównawczej!
Zdecydowanym faworytem gonitwy o Nagrodę Porównawczą (Listed, 2400 m) dla koni arabskich był kapitalny w tym roku Rasmy Al Khalediah, zwycięzca Cometa, Ofira i Europy. Pewne obawy można była wiązać z mocno elastyczną bieżnią, która nie za bardzo mu odpowiada, jednak w dotychczasowych startach tak wyraźnie ogrywał przeciwników, że trudno było zakładać inny scenariusz.
Po starcie na pierwszej pozycji znalazł się Love Me de la Cere, ponieważ większość koni była wstrzymywana. Dastan Sabatbekov także nie chciał poprowadzić mocniej na kasztanie, więc po chwili na prowadzenie przesunął się dosiadany przez Sanzhara Abaeva Elevation Al Maury. Narzucił równe, umiarkowanie solidne tempo. Love Me de la Cere galopował blisko niego, a za nimi utworzyły się trzy pary. Fragnar i Lindahls Anakin galopowały następne przed duetem Rasmy Al Khalediah – Menwaal Al Shahania i zamykającymi stawkę Nimrodem z Zaram.
Na prosta jeźdźcy wyprowadzili konie szeroko. Wyjątkiem była poprowadzona bliżej kanatu Zaraz i nieco skracający sobie tam drogę Nimrod. Kapitalnym przyspieszeniem błysnął po chwili Love Me de la Cere, który błyskawicznie zareagował na sygnał Dastana Sabatbekova i odskoczył od próbujących ruszyć za nim rywali. Wyglądało to znakomicie. Kasztan szybko wypracował sobie 3-4 długości przewagi nad biegnącymi niemal w linii Rasmym Al Khalediahem, Nimrodem, Elevationem Al Maury, a także rozpędzającymi się najbliżej publiczności Fragnarem i Menwaal Al Shahanią. Rasmy na dość „kopnym” torze nie potrafił wykorzystać swojego atutu szybkości. W końcówce spasował i spadł na piąte miejsce. Dynamicznie na drugie finiszowała Menwaal Al Shahania, a w walce o trzecie Nimrod minimalnie wyprzedził Fragnara.

Czteroletni Love Me de la Cere (Al Mouwaffak – Safira du Paon / Akbar), własności Mustafy Teeki, rozpoczął ten sezon we Francji, gdzie zaliczył dwa niezbyt udane występy. Wrócił na Służewiec do stajni Andrzeja Laskowskiego i stopniowo wracał do formy. Dobrze zaprezentował się w Nagrodzie Europy G3, finiszując o 6 długości za Rasmym Al Khalediah, a następnie był szósty w Central European Arabian Derby G3. W niedzielę pokazał się znakomicie udowadniając, że należy do arabskiej czołówki w Polsce. Kolejny dobry występ zanotowała Menwaal Al Shahania (wcześniej piąta w Europy i czwarta w Central European Arabian Derby). Nimrod, który w ub. roku był drugi, tym razem finiszował trzeci, co też należy ocenić pozytywnie.
Shamadram niczym feniks z popiołów
W sobotę rozegrano jeden z najciekawszych wyścigów sprinterskich sezonu – Criterium (kat. A, 1300 m). Wprawdzie na starcie nie pojawił się żaden dwulatek, ale 11-konna stawka z udziałem dwójki gości – ubiegłorocznego triumfatora niemieckiego Big Secreta oraz czeską Dally Top. Z grona folblutów w polskim treningu najmocniej liczone były ulubienice publiczności Formuła i Black Angel, a także mający na swoim koncie serię czterech zwycięstw z rzędu na niższym poziomie Interactiv.
Fantastycznie z pierwszego boksu ruszył Shamadram, dodatkowo korzystając na tym, że biegnąca z dwójką Formuła uskoczyła w prawo i zblokowała część rywali. Dzięki temu wałach mógł poprowadzić „na swoich warunkach” i narzucił bardzo mocne tempo (18,8-30,7 na torze ciężkim 5,2!). Za nim biegły Formuła i Heaven Give Enough, Marcus Aurelius i Big Secret. Z tyłu zaś trzymały się Invincible Angel oraz Stage Door.
Jeźdźcy na prosta wyprowadzili konie bardzo szeroko, co nikogo nie dziwi w jesiennych warunkach, zwłaszcza tak wymagających. Bliżej środka toru swojej szansy szukał Marcus Aurelius, jednak nie dał rady dołączyć do Shamadrama. Lepiej obok niego galopowała Black Angel. Do przodu przesuwał się także Big Secret, ale z liderem walczyła Formuła. Dość szybko okazało się, że mimo ostrego prowadzenia w początkowej fazie, dosiadany przez Sanzhara Abaeva Shamadram ma jeszcze siły utrzymywać dobre tempo. Znów nieco oddalił się od Formuły, do której dołączyła Black Angel. Ta ostatnia jeszcze w końcówce starała się ścigać wałacha, jednak nie dała rady zmniejszyć straty na tyle, żeby nawiązać z nim walkę. Formuła obroniła trzecią lokatę przed Big Secretem, a piąty był Marcus Aurelius przed Interactivem.

Brytyjskiej hodowli Shamadram (Mukhadram – Sweet As Honey / Duke of Marmalade) został zakupiony przez rodzinę Traków na aukcji roczniaków. Karierę rozpoczynał pod wodzą Krzysztofa Ziemiańskiego i zapowiadał się znakomicie. W wieku dwóch lat był niepokonany w dwóch startach, a wczesną wiosną w kolejnym sezonie triumfował w biegu o Nagrodę Strzegomia. Po czwartym miejscu w Rulera i siódmym w Iwna doznał kontuzji, która doprowadziła do niemal rocznej przerwy w startach. Zanim powrócił do rywalizacji w maju 2024, zmienił trenera i trafił pod opiekę Macieja Kacprzyka. Powrót miał zaskakująco udany – finiszował trzeci w Nagrodzie Jaroszówki, ale później wiodło mu się znacznie słabiej. Był oferowany do sprzedaży, ale w międzyczasie trafił do stajni Marleny Stanisławskiej i wracał do formy. Tegoroczne starty rozpoczął od dwóch łatwych wygranych na poziomie grupowym, najpierw we Wrocławiu, a następnie w Warszawie. Świetnie spisał się także w Memoriale Fryderyka Jurjewicza, po walce ulegając jedynie Heaven Give Enough i bardzo dobrze w Syreny, zamykając podium za Black Angel i Dino z Czech. We wrześniu pojechał do Pragi, gdzie finiszował dopiero dwunasty w bardzo mocno obsadzonym biegu. W sobotę na Służewcu udowodnił, że nadal ma wolę walki i wystarczającą moc, by stanowić zagrożenie dla najlepszych sprinterów w Polsce.
Przypominamy, że w kolejny weekend wyścigi na Służewcu odbędą się tylko w niedzielę, 2 listopada. Do zakończenia sezonu pozostało 5 dni wyścigowych na Służewcu oraz jeden na Partynicach (11 listopada).
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym dekoracja po Mokotowskiej (fot. Tor Służewiec)
