Niedziela okazała się szczęśliwa dla pięcioletniego niemieckiego Vintage Moona własności Wiesława Jakuba Kartusa. Wałach po emocjonującym finiszu gonitwy płotowej na torze Nimes wygrał trzecią gonitwę płotową w karierze i potwierdził, że ma spore możliwości. Do wygranej poprowadziła go amazonka Gwladys Fradelin, która zachowała zimną krew i dobrze poradziła sobie z przeprowadzeniem konia z Polski, choć końcówka prawdopodobnie kosztowała jego kibiców sporo nerwów.
Vintage Moon (Sea the Moon – Vintage Rum / Rock of Gibraltar) od początku sezonu był dużą nadzieją Wiesława Jakuba Kartusa i trenera Patryka Wróblewskiego. W Niemczech w wieku trzech lat potrafił biegać na wysokim poziomie, w gonitwie Derby-Trial G3 finiszując jedynie za późniejszym derbistą Fantastic Moonem. Później jednak obniżył loty, a wysoko celująca stadnina Auenquelle zdecydowała się go sprzedać, nie widząc perspektyw na wygrywanie gonitw Pattern (płaskich). Okazję zwietrzył Wiesław Jakub Kartus, wiodący polski właściciel koni specjalizujących się w biegach płotowych i przeszkodowych.
Vintage Moon trafił do stajni Patryka Wróblewskiego, który nie był zadowolony z jego stanu, kiedy tylko znalazł się pod jego opieką. Wyprowadzenie obiecującego folbluta z „kryzysu” kosztowało go sporo czasu i cierpliwości, ale wiosną efekt był taki, że młody szkoleniowiec mocno uwierzył w pięciolatka. Przed sezonem mówił:
„Trafił do mnie w słabej kondycji. Był przemęczony, matowy, bez energii. W fatalnym stanie były jego kopyta, całe zniszczone, poklejone. Byłem zaskoczony, że naprawdę niezłej klasy koń został tak zaniedbany. Poświęciliśmy mu dużo czasu i uwagi. Odżył, zupełnie się zmienił. Wygląda teraz znakomicie, nie ma problemów z apetytem, pracuje bez przerw. Jeżeli nie zablokował się psychicznie względem wyścigów, to bardzo wierzę w jego możliwości. Choćby pokazał tylko jakiś procent z tego, co potrafił wcześniej, mógłby sporo zdziałać. Dostanie szansę sprawdzenia się w gonitwach płaskich, ale alternatywnie też może rozpocząć karierę płotową, bo skacze bardzo dobrze.”
Tegorocznej starty Vintage Moon rozpoczął w Niemczech. Wypadł przyzwoicie, zajmując czwarte miejsce w Dusseldorfie. Zapadła decyzja, że kolejny start zaliczy już w biegu płotowym, we Wrocławiu. Tam wałach pod Adamem Cmielem zrobił „defiladę” o blisko 30 długości! Niestety, kontuzja przerwała jego starty na cztery miesiące. Wrócił we wrześniu w niezłym stylu. W gonitwie o Nagrodę Angel Poland Group długo prowadził, ale na finiszu pokonał go trenowany w Czechach Decameron. Zabrakło mu szczęścia także w Wielkiej Służewieckiej w Warszawie. O szyję przegrał wówczas z weteranem El Pago Pago, po niezbyt udanym przeprowadzeniu przez jeźdźca. Dwa tygodnie później znów wygrał dowolnie na Partynicach.
Przyszedł czas na test zagraniczny, ponieważ Wiesław Jakub Kartus celuje ze swoimi najlepszymi końmi na duże gonitwy we Włoszech, czasami próbując ich sił również we Francji. Dla Vintage Moona wybrany został na początek mniejszy wyścig we Francji na torze w Nimes. Ostatecznie wałach trafił szóstkę rywali, którzy w tym roku nie prezentowali się szczególnie dobrze.
Szansę dosiadu dostała amazonka Gwladys Fradelin i dobrze poradziła sobie z wałachem. Udało jej się ulokować w połowie stawki. Tempo od początku dyktowała biegająca niegdyś na wyższym poziomie Violet Hill przed Golden Beach. Kiedy siwa klacz osłabła, to właśnie ten drugi wziął na siebie ciężar rozgrywki. Fradelin jechała spokojnie, pilnując 3-4 pozycji.
Niebezpiecznie zrobiło się na ostatnim zakręcie. Golden Beach wyraźnie przyspieszył, starając się „urwać rywalom”. Vintage Moon trochę utknął za parą Kief du Nord – Mirage d’Etat, ale na szczęście dość szybko ten drugi zaczął tracić i znalazła się luka. Amazonka musiała objeżdżać Kief du Norda, tracąc kilka cennych metrów. Golden Beach wypadł na prostą finiszową z przewagą około 4 długości nad reprezentantem Polski, który w międzyczasie zaczął zostawiać pozostałych rywali za sobą. Do pokonania zostały dwa płoty.
Fraderin wykazała się nerwami ze stali. Nie rzuciła się w gwałtowną pogoń na siłę starając się naprawić lekki błąd, jakim było odpuszczenie rywala kilkaset metrów wcześniej. Kontrolowała stratę do lidera, która utrzymywała się na podobnym poziomie aż do ostatniego skoku. Dopiero kiedy Vintage Moon bezpiecznie wylądował, rozpoczęła dynamiczną jazdę. Wałach odpowiedział doskonale, zdecydowanie lepiej przyspieszając od rywala. Na przestrzeni ostatnich 200-300 metrów zdołał dopaść rywala i pokonać go o 0,75 długości!
W najbliższych dniach ma zapaść decyzja, czy jeszcze w tym roku zobaczymy Vintage Moona w akcji, czy też będzie on szykowany do kolejnego sezonu. Za niedzielne zwycięstwo zarobił 8 160 euro. Gratulujemy.
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Vintage Moon finiszuje po zwycięstwo w Nimes
