Trenowany przez Janusza Kozłowskiego, sklasyfikowany na drugim miejscu w polskim handikapie generalnym wśród czteroletnich i starszych folblutów, Jolly Jumper finiszował w sobotę na piątym miejscu we włoskim St. Leger G3 (3000 m). Bieżnia w Mediolanie znów pozostawiała sporo do życzenia, choć tor nie był aż tak grząski jak przed tygodniem, gdy startowały Bremen i Smoke Plume. Jolly Jumper bardzo wyraźnie pokonał pięciu rywali, ale sporo też stracił do koni przed nim. Klacze w tym biegu rozdawały karty.
Bardzo cieszy, że ciągle mamy okazję emocjonować się startami koni w polskim treningu. Co prawda, sezon na Służewcu dobiegł już końca, ale dla części trenerów nie oznacza do definitywnego końca rywalizacji w tym roku. W sobotę 22 listopada uwaga polskich kibiców ponownie przeniosła się do włoskiego Mediolanu, gdzie rozegrano ostatni klasyk sezonu, St. Leger. To wyścig rangi G3 rozgrywany na 3000 m, więc nieco dłuższym dystansie niż bardziej znany brytyjski odpowiednik obecnie (1m 6f 115 y = ok. 2921 m), czy też polska wersja (2800 m). W zapisie znalazły się mocne konie z Włoch, Niemiec, a także Francji.
W sobotę rano wycofany został uznawany za jednego z głównych kandydatów do zwycięstwa, niemiecki Lordano. W tej sytuacji bardzo mocną faworytką stała się broniąca tytułu siwa Taany. W zapowiedzi zakładałem, że w rozgrywce powinien znaleźć się gość z Francji – Moon Wolf. Rzeczywiście ta dwójka walczyła, ale… jedynie o trzecie miejsce.
Dosiadający Taany Dario Vargiu nic sobie nie robił z trudnych warunków i zaraz po starcie ruszył żwawo do przodu, nie dając się „rozgościć” na pierwszej pozycji outsiderowi Maestro Del Mar. Szybko na drugą poprawiła Orion Queen. Vaclav Janacek na Jolly Jumperze ulokował się w środku stawki, w tej fazie biegu meldując się na szóstym miejscu. Jechał spokojnie i oszczędnie. Przed wyjściem na prostą duet, za który Polacy ściskali kciuki był przedostatni, ale Czech poprowadził JJ’a bliżej kanatu, z dużą łatwością przesuwając się przed kilku mocno już zmęczonych konkurentów. Na długiej, 800-metrowej prostej stawka wyraźnie się rozerwała. Zupełnie nie poradziły sobie konie niedawno startujące w Rzymie – Nonna Vanda i Oberer, odpadł także zapisany awansem do St. Leger Maestro Del Mar, wkrótce spasowały też Almenkonig i Thine Be The Glory.
W walce o płatne lokaty pozostała więc piątka, w której znalazł się Jolly Jumper. Z przodu w silnym posyle Taany starała się utrzymać pierwszą pozycję, ale było widać, że niesamowicie dysponowana jest Orion Queen. Wyglądała, jakby dopiero zaczynała wyścig, a nie miała w nogach grubo ponad 2 km. Delikatne sygnały Antonio Oraniego wystarczyły, by klacz ruszyła do przodu i zostawiła faworytkę w tyle. Nieźle radziła sobie najmłodsza w stawce i niosąca najniższą wagę w poli (53 kg pod Benjaminem Marie) Ismahane z niemieckiej stajni Henka Grewe. Nie galopowała tak lekko jak Orion Queen, jednak to ona jako jedyna była w stanie zmusić zwyciężczynię do wysiłku. Ostatecznie przegrała o ponad 3 długości. O trzecie miejsce, aż 8 dł. za nią, walczyły Moon Wolf i Taany. Klacz nie ustępowała i do końca usiłowała wywalczyć miejsce na podium, ale nie dała rady. Niestety, w połowie prostej było jasne, że sześciolatek z Polski nie zdoła powalczyć o lokatę wyższą niż piątą.
Wygrana czteroletniej Orion Queen (Sea The Moon – Oriental Queen / Declaration of War) była lekką niespodzianką (liczona w siódmej kolejności, notowanie 13 do 1). Trenowana przez Manon Scandellę-Lacaille dopiero w tym roku, w wieku czterech lat, rozpoczęła karierę. W ośmiu startach na francuskich torach wygrała trzykrotnie – w debiucie, a następnie biegach klasy 4 i 3. Pod koniec października finiszowała druga w handikapie klasy 2 w Saint-Cloud za trenowaną przez Alicję Karkosę Masaiyą.
Dla dzielnej Taany (Teofilo – Aghaany / Dubawi) był to pożegnalny występ – teraz trafi do hodowli. W karierze wygrała 9 razy, zarabiając ponad 200 tys. euro. Jak donoszą media, ogier, którym zostanie pokryta jest już wybrany, ale jeszcze pozostaje to tajemnicą.
Występ Jolly Jumpera można uznać za poprawny. Ogierowi własności panów Wiśniewskich i Zygmunta Sobolewskiego wyraźnie nie odpowiadał stan bieżni i trudno było się spodziewać, że nielubianym przez niego miękkim podłożu będzie w stanie znaleźć się w rozgrywce.
Krzysztof Romaniuk
Na zdjęciu tytułowym Jolly Jumper na Służewcu (fot. Tor Służewiec)
