To miał być wielki finał sezonu dla polskich koni i starcie naszych nadziei z powracającym po prawie rocznej przerwie, niegdyś znakomitym, Soko. Rzeczywistość przerosła jednak oczekiwania. Niedzielne popołudnie na torze San Rossore w Pizie na długo zapadnie w pamięci polskich kibiców. W gonitwie Premio Tower of Pisa – Moutai Cup (Listed) byliśmy świadkami absolutnej dominacji stajni Janusza Kozłowskiego. Rasmy Al Khalediah, po pasjonującym, bratobójczym finiszu, pokonał o krótki łeb swojego stajennego towarzysza Wasmy’ego Al Khalediah, kompletując historyczny hat-trick w tej gonitwie. Faworyzowany Soko musiał uznać wyższość polskiego duetu, kończąc na trzecim miejscu.
Taktyczny majstersztyk
Gdy maszyna startowa się otworzyła, plan taktyczny nakreślony przez trenera Janusza Kozłowskiego stał się jasny niemal natychmiast. Wasmy Al Khalediah, dosiadany przez Alessio Sattę, zgodnie ze swoją naturą i naszymi zapowiedziami, wystrzelił jak z katapulty, by podyktować twarde warunki. To była klasyczna próba rozegrania wyścigu przez naszą stajnię wykorzystując to, że podopieczni trenera są jak ogień i lód. Gorący jak pustynny wicher ogier narzucił mocne, selekcyjne tempo, rozciągając stawkę i zmuszając rywali do wysiłku już na przeciwległej prostej.
W jego cieniu czaił się Rasmy Al Khalediah. Carlo Fiocchi, znający tego konia jak własną kieszeń, nie pozwolił, by lider uciekł zbyt daleko, jednocześnie pilnując pleców rywala. Główny faworyt bukmacherów (kurs 2,30), Soko, prowadzony przez Michaela Foresta, galopował szeroko, wietrząc niebezpieczeństwo i starając się trzymać kontakt z polską parą, podczas gdy Love Me de la Cere (pod Salvatore Sulasem) pilnował piątej pozycji, szukając miejsca do ataku.
Prosta prawdy: Brat przeciwko bratu
Decydujące momenty rozegrały się po wyjściu na finiszową prostą. Wasmy Al Khalediah, zamiast słabnąć, wrzucił szósty bieg. Jego ucieczka wyglądała niezwykle groźnie i przez chwilę wydawało się, że czempion szwedzkich torów dowiezie prowadzenie do celownika. Wtedy jednak do głosu doszła klasa i dystansowa wytrzymałość Rasmy’ego.
Carlo Fiocchi dał sygnał do ataku. Rasmy ruszył w pościg za kolegą ze stajni, a Soko próbował dołączyć do walki środkiem toru, jednak to nie był koń który przed laty wygrywał gonitwy G1, a w dodatku konie Janusza Kozłowskiego były tego dnia fantastycznie dysponowane. Włoski Altajani Vdc również ruszył w pogoń, starając się rozdzielić polską parę, ale to biało-czarne barwy Polska AKF były tego dnia poza zasięgiem.
Ostatnie 200 metrów to widowisko, które na długo zostanie w pamięci kibiców. To nie była walka z rywalami – to był pojedynek dwóch wybitnych polskich koni. Wasmy pokazał ogromne serce i nie odpuszczał, walcząc o każdy centymetr , ale Rasmy, niesiony swoim fenomenalnym finiszem, zrównał się z nim tuż przed słupem. Oba konie wpadły jednocześnie na celownik. Sędziowie musieli użyć fotokomórki, by rozstrzygnąć ten bój.
Werdykt: Rasmy obronił tron
Ostatecznie, o krótki łeb lepszy okazał się Rasmy Al Khalediah. Czas zwycięzcy to świetne 1.53.4. Tym samym Rasmy wygrał Tower of Pisa Cup po raz trzeci w karierze (2021, 2024, 2025), potwierdzając, że na torze San Rossore czuje się jak w domu.
Wasmy Al Khalediah po heroicznym boju był drugi raz w karierze drugi, ale jego postawa potwierdza, że jest wybitnym sprinterem. Rozdzielenie tej dwójki na celowniku było zadaniem karkołomnym, a przewaga nad resztą stawki – wyraźna.
Trzeci na celowniku Soko stracił do polskiej pary 2 i 1/4 długości. Dwukrotny triumfator G1 pokazał się dobrze po rocznej przerwie, ale tego dnia brakowało mu błysku, by zagrozić rozpędzonym ogierom z Polski. Czwarty był dzielny Altajani Vdc, tracąc tylko szyję.
Love Me de la Cere (5.) ukończył wyścig na piątym miejscu, tracąc do Altajaniego 1,5 długości. Sensacyjny triumfator Porównawczej nie włączył się do walki o zwycięstwo, ponieważ potwierdziły się nasze obawy o brak naturalnej szybkości na dystansie 1750 m w konfrontacji z takimi milerami jak Wasmy czy Soko. Mimo to, jego występ należy uznać za solidny.
Czwarta z polskich koni, klacz Zaram, ukończyła rywalizację na 9. miejscu, nie licząc się w walce o czołowe lokaty.
Wynik z Pizy (1. i 2. miejsce) to absolutny triumf Janusza Kozłowskiego, który po raz kolejny udowodnił, że potrafi przygotować formę swoich podopiecznych w punkt, nawet na sam koniec wyczerpującego sezonu. Oczywiście za sukcesem stoi cała stajnia Nova, a dla właścicieli z Polska AKF, dublet w gonitwie Listed we Włoszech to stempel na udanym roku 2025.
Rasmy Al Khalediah, pokonując Wasmy’ego i Soko, nie tylko obronił tytuł, ale jak nam się zdaje ostatecznie zamknął dyskusję na temat tytułu Arabskiego Konia Roku jeszcze przed głosowaniem. W Pizie król jest tylko jeden.
Wyniki Premio 10 Tower of Pisa – Moutai Cup (Listed, 1750 m):
- RASMY AL KHALEDIAH (PL) – dż. C. Fiocchi (1.53.4)
- WASMY AL KHALEDIAH (PL) – dż. A. Satta (krótki łeb)
- SOKO (FR) – dż. M. Forest (2 ¼ dł.)
- ALTAJANI VDC (IT) – dż. D. Di Tocco (szyja)
- LOVE ME DE LA CERE (PL) – dż. S. Sulas (1 ½ dł.)
Michał Kurach
Na zdjęciu tytułowym Rasmy Al Kahlediah
