Do soboty wieczór nikt nie usłyszy ode mnie ostatniego słowa

W niedzielę na torze Longchamp wystartuje Prix de l’Arc de Triomphe, najważniejszy wyścig w Europie i jeden z najbardziej prestiżowych na świecie. Na starcie stanie Chestnut Rocket, koń Grzegorza Grzegorowskiego. Dzień wcześniej ten sam koń pojawi się na aukcji Arqana. Rozmawiamy z właścicielem, który sam jeszcze nie wie, czy w niedzielę będzie kibicował swojemu koniowi, czy już cudzemu.


Panie Grzegorzu, zacznijmy od najważniejszego: sprzeda pan Chestnut Rocketa w sobotę?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Wszyscy myślą, że to zagrywka, że chcę podbić cenę. Nie, ja po prostu jeszcze nie podjąłem decyzji. Zadecyduję w ostatniej chwili, może nawet wtedy, gdy koń będzie już na ringu.

To brzmi jak spore ryzyko.

W wyścigach wszystko jest ryzykiem. Kupujesz roczniaka i nie wiesz, czy w ogóle wyjdzie na tor. Tu przynajmniej wiem, co mam. Mam konia, który jest w stanie biec w Łuku Triumfalnym. Wielu właścicieli czeka na to całe życie i się nie doczeka.

Skąd w ogóle pomysł, żeby wystawić konia na aukcję dzień przed takim startem?

Arqana robi sprzedaż w weekend Łuku, bo wtedy w Paryżu jest cały świat wyścigowy: kupujący z Bliskiego Wschodu, z Japonii, z Ameryki, z Australii. Lepszego momentu nie ma. A to, że w niedzielę koń biegnie, działa w obie strony. Kupujący może kupić konia, który za dobę może być zwycięzcą Łuku, ale może też kupić konia, który przyjdzie dwunasty. To jest hazard dla obu stron. Chcę też dodać, że w przypadku koni startujących w niedzielę, nie pojawiają się one na ringu aukcyjnym, są tylko prezentowane przygotowane przez Arqanę filmy i zdjęcia.

Ma pan jakąś cenę w głowie, poniżej której na pewno pan nie sprzeda?

Mam, ale jej nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że nie sprzedaję z musu. Jeśli ktoś zaproponuje kwotę, przy której poczuję, że byłbym głupcem, odmawiając, to sprzedam. Jeśli nie, Chestnut Rocket zostaje ze mną i w niedzielę biegnie w moich barwach.

A jeśli sprzeda pan w sobotę, a koń w niedzielę wygra?

(śmiech) To pytanie słyszę od tygodnia. Pewnie bym się cieszył i płakał jednocześnie. Ale wie pan co? Byłbym dumny. To ja go kupiłem i podejmowałem, czasami trudne, decyzje dotyczące jego kariery. Tego nikt mi nie odbierze.

Przy tej transakcji koń zmieniłby barwy przed samym startem?

To kwestia szczegółów z organizatorami i nowym właścicielem. Takie rzeczy się zdarzają, regulamin to przewiduje. Ale nie chcę teraz o tym myśleć, bo to by znaczyło, że już zdecydowałem.

Wróćmy do początków. Jak Chestnut Rocket trafił do pana?

Szukałem koni z dobrym rodowodem, ale bez szaleństw cenowych. Jak zobaczyłem tego kasztana, to aż mnie zatkało. Pomyślałem,  ten koń ma w sobie to coś. Zaufałem swojej intuicji i oku, nie żałuję.

Jak koń czuje się przed niedzielą?

Bardzo dobrze. Przeszedł ostatnie galopy bez zarzutu, je, śpi, jest spokojny. Alicja (trenerka) i Robert są zadowoleni, a jeśli oni są zadowoleni, to ja śpię spokojniej. No, prawie spokojniej, bo jest jeszcze ta sobota. Na przejażdżki specjalnie dla Chestnuta przychodzi Marvin Grandin. Potrafi przyjechać naprawdę z daleka, tylko po to, żeby zrobić na nim galop. Ten wyścig, to również szansa dla Marvina, który jeszcze nie startował w Łuku. To fantastyczny, bardzo ambitny i profesjonalny młody człowiek. Gdy inni idą świętować zwycięstwa w nocnym klubie, on kładzie się spać, żeby w jak najlepszej formie rozpocząć kolejny dzień. Myślę, że wkrótce podpisze kontrakt z którymś z potentatów wyścigowych.

Dystans 2400 metrów mu odpowiada?

Uważamy, że tak. To dystans dla koni, które mają i szybkość, i wytrzymałość. Chestnut Rocket ma jedno i drugie. Kluczowe będzie ustawienie w wyścigu i to, czy nie zostanie zamknięty w stawce. W Łuku startuje mnóstwo koni i zrobienie sobie miejsca to połowa sukcesu.

Kto jest największym rywalem?

Każdy koń w tym wyścigu jest groźny, inaczej by go tu nie było. Są faworyci z Francji, z Anglii, z Irlandii, mocni są też Japończycy, którzy od lat próbują wygrać Łuk. Nie patrzę na nich za bardzo. Patrzę na swojego konia.

Jaki wynik uznałby pan za sukces?

Sukcesem już jest to, że stoimy na starcie. Jeśli będziemy w pierwszej piątce, będę bardzo szczęśliwy. Jeśli wygramy… nawet o tym nie myślę, bo wtedy już naprawdę bym oka nie zmrużył. Wiem, że tu spotka się 16 wybitnych koni. Zwycięży tylko jeden, pozostałe 15 przegra, co w niczym im nie ujmuje. To jest po prostu sport. Czasami lepszy jest Messi, czasami Ronaldo, ale obaj to przecież legendy piłki nożnej.

Co znaczy dla pana Łuk Triumfalny?

Dla każdego, kto kocha wyścigi konne, to jest jak finał mistrzostw świata. Longchamp w pierwszą niedzielę października to miejsce, gdzie spotyka się cała elita. Na starcie będzie brakowało takich potentatów, jak Godolphin, Wathnan, Werheimerowie, Rothschildowie i wielu innych, a Grzegorowski będzie (śmiech). Wielokrotnie oglądałem ten wyścig w telewizji i nie wyobrażałem sobie, że kiedyś będę tam z własnym koniem. A teraz jestem.

Będzie pan na trybunach?

Oczywiście. Pewnie będę najbardziej zdenerwowanym człowiekiem na całym torze.

Jak zawsze w kowbojskim kapeluszu?

Jakże by inaczej?! Kupiłem nowy, specjalnie na tę okazję. Już widzę, że przynosi nam szczęście, bo losowanie boksów przebiegło po naszej myśli. Trudno było wymarzyć sobie lepszy numer niż drugi. Teraz, jak to mówią, wszystko w rękach konia i jeźdźca.

Ostatnie pytanie. Gdyby miał pan teraz, w tej chwili, zdecydować: sprzedaje pan czy nie?

(długa pauza) Proszę mnie zapytać w sobotę wieczorem. Wtedy będę wiedział. Albo i nie.

Dziękuję za rozmowę i powodzenia w niedzielę.

Dziękuję. Trzymajcie kciuki za Chestnut Rocketa, niezależnie od tego, czyje barwy będzie nosił. Start wyścigu o 16:05 w niedzielę.

Rozmawiał Witold Sudoł

Zdjęcie tytułowe – Tor Służewiec, pozostałe udostępnione przez Grzegorza Grzegorowskiego

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły