Przekroczenie miliona obrotu podczas jednego dnia wyścigowego jest dobrą okazją do podsumowania osiemnastu lat obecności Totalizatora Sportowego na Torze Wyścigów Konnych Służewiec. Rekordowe obroty miały miejsce oczywiście podczas dnia rozgrywania Wielkiej Warszawskiej, ale bardziej interesujące od przekroczenia granicy miliona, jest droga, która do tego prowadziła.
Lata dziewięćdziesiąte kojarzą się w Polsce z odzyskaniem wolności, otwarciem dla biznesu i wychodzeniem z siermiężnego PRL-u do nowej, kolorowej, konsumpcyjnej rzeczywistości. Wyścigi konne weszły w nie niczym Lennox Lewis do walki z Hasimem Rahmanem i … podobnie skończyły. O ile w bokserskiej historii był rewanż i dawny mistrz odzyskał tytuł, to wyścigi konne zamroczone po ostatniej dekadzie XX wieku, padły na deski na początku lat dwutysięcznych.
Obroty w totalizatorze, które na początku lat dziewięćdziesiątych były imponujące (z dzisiejszej perspektywy), spadały z roku na rok, by na początku dwudziestego pierwszego wieku przełożyć się na krótką diagnozę – tor był bankrutem.
Dobrze o tym pamiętać, gdy słyszymy dzisiaj pomysły o wracaniu do „starych, sprawdzonych rozwiązań”.
Po ciągnących się kilka lat perturbacjach, problemach z wypłacaniem nagród dla właścicieli, brakiem totalizatora, w 2008 roku teren wydzierżawił Totalizator Sportowy, zapewniając funkcjonowanie wyścigów na doprowadzonym wcześniej do ruiny torze. Na pierwszy ogień poszły remonty trybun, którym przywrócono dawny blask. Mijały kolejne lata, wykonywane były kolejne inwestycje i mimo że do pełnego odrestaurowania tego 138-hektarowego terenu z licznymi nieruchomościami jeszcze długa droga, to sam tor wrócił do dawnej świetności i jest miejscem, które robi duże wrażenie nie tylko na mieszkańcach Warszawy, ale też na gościach z całego świata.
Magiczną gonitwą jest Derby, ale kulminacją polskiego sezonu wyścigowego jest Wielka Warszawska i to na jej podstawie prześledźmy drogę do miliona osiągniętego w ostatnią niedzielę września.
Zacznijmy od tego, że w przeciwieństwie do Derby, które tylko z wyjątkowych powodów było rozgrywane w innym terminie niż pierwsza niedziela lipca, Wielka Warszawska nie ma historycznie ustalonego konkretnego terminu. Zazwyczaj była to ostatnia niedziela września albo pierwsza niedziela października. Patrząc na obroty, nie było tu korelacji między terminem rozgrywania wyścigu a wynikiem w totalizatorze.
Pierwsza Wielka Warszawska (2008 rok) rozegrana pod okiem Totalizatora Sportowego przyniosła 87 366 złotych obrotu w głównym wyścigu (z czego 13 534 złotych w totalizatorze zwyczajnym), a cały dzień wygenerował 359 336 złotych.
W przedstawionych danych uwzględniłem następujące trzy kategorie: obrót z całego dnia, jako najważniejszy parametr, obrót na gonitwę Wielką Warszawską, jako ciekawostkę oraz obrót na zakłady zwyczajne w Wielkiej Warszawskiej, jako parametr, który można skorelować z frekwencją. Najbardziej interesujący dla organizatora wydaje się ten ostatni, bo pokazuje, jaki jest potencjał frekwencyjny, na którym można budować bazę nowych klientów toru.
Wyciąganie wniosków odnośnie frekwencji na podstawie zakładów zwyczajnych jest pewnym uproszczeniem, ale takim są też inne metody, jak metoda powierzchniowa, różnego rodzaju ankiety, czy nawet tzw. kołowrotki, które oczywiście liczą dość dokładnie gości przez nie przechodzących, ale nie wszyscy wchodzą na tor tą drogą. Tak więc określanie frekwencji na podstawie obrotów w zakładach zwyczajnych jest metodą, która jest do bólu obiektywna. W końcu można powiedzieć, że tutaj za prawdziwość danych goście odpowiadają własnymi portfelami. Doskonale widać to na przykładzie roku 2020, kiedy z powodu „covidu” trybuny zostały zamknięte. Łączne obroty były 2,3 raza mniejsze w stosunku do roku poprzedniego, ale już obroty w zakładzie zwyczajnym blisko 4,8 raza mniejsze.
W tabeli przedstawione zostały dane z ostatnich 18 lat.

W powyższej tabeli możemy zaznaczyć kilka kroków milowych, dla uproszczenia niech będą to przekroczenia kolejnych barier w łącznych obrotach. W 2009 roku po raz pierwszy obrót przekroczył 400 tysięcy złotych, w 2011 padła granica pół miliona, w 2014 przekroczono 600 tysięcy, ale później nastąpiła stagnacja. Dopiero rok 2022 przebił kolejną granicę (700 tysięcy), rok później było to już 900 tysięcy, a w 2025 roku udało się po raz pierwszy w historii mariażu Totalizatora Sportowego z wyścigami przebić granicę miliona złotych podczas jednego dnia wyścigowego.
Uważny obserwator zapewne zauważy tąpnięcie w 2020 roku. Wynika to ze wspomnianych już wcześniej „restrykcji covidowych”, w wyniku których trybuny warszawskiego hipodromu zostały zamknięte. Dzień w totalizatorze uratował operator – firma Traf, który uruchomił rok wcześniej (lipiec 2019) internetowy serwis do przyjmowania zakładów – Trafonline.
Jeżeli spojrzymy na kolumnę z wynikami z zakładów zwyczajnych, widzimy dużo bardziej regularny wzrost niż w przypadku łącznych obrotów. Można to interpretować stale rosnącą frekwencją, ale też zmniejszającą się liczbą (z przyczyn osobistych, ekonomicznych, bądź naturalnych) „starych graczy”. Podchodząc do tematu szerzej i biorąc pod uwagę całoroczne obroty na wszystkich torach, to zastępowanie klientów w Trafie jest satysfakcjonujące. Wyniki jasno pokazują, że rok 2025 będzie rekordowy pod względem obrotów na Torze Służewiec, wrocławskich Partynicach oraz zakładach z Francji. Czyli na wszystkich obszarach działania spółki.
Przedstawione powyżej dane pokazują, że obroty w zakładach na polskie wyścigi konne systematycznie rosną. Od wielkich tego świata, którzy mierzą się również ze swoimi, często potężnymi problemami, dzieli nas przepaść. Nie można zapominać jednak, jaki był punkt wyjścia i z jakiego poziomu rozpoczynał Totalizator Sportowy oraz spółka Traf swoją obecność w polskich wyścigach. Droga do otwierania szampanów jest długa i wyboista, ale pozytywnie możemy już ocenić obroty totalizatora w sezonie 2025 i z umiarkowanym optymizmem czekać na kolejny.
Witold Sudoł
Zdjęcie tytułowe – Tor Służewiec
