Krajobraz po trialach przed Łukiem

    Ostatnie sprawdziany przed Prix de l’Arc de Triomphe dały sporo materiałów do przemyśleń i sporo odpowiedzi na to, kto będzie naprawdę mocny w pierwszą niedzielę października. Jak zwykle, było trochę niespodzianek. Na uwagę zasługują zaskakująco słabe wyniki koni Aidana O’Brien’a.

Prix Vermeille

Aventure czeka na koronację

   Patrząc na to, że od dłuższego czasu faworytkami Arc są klacze, Prix Vermeille był zdecydowanie najciekawszym biegiem rozgrywanym w ostatnią niedzielę na Longchamp. Faworytką była Whirl, która przewodziła także w notowaniach bukmacherów na Łuk. Wynik starcia mocno je zmienił…
   Już sam start był nieco dziwny, bo dosiadający Whirl Christophe Soumillon „odjechał” mocno w pole, choć przy sześciokonnej stawce tłoku przecież nie było. Frontowa klacz tym razem potrzebowała około minuty, aby objąć prowadzenie. Jej koleżanka stajenna Bedtime Story konsekwentnie za to trzymała się ostatniego miejsca. Tempo biegu trudno jednak było nazwać rzetelnym, przy wejściu w zakręt outsiderka Ginalyah była wyraźnie wstrzymywana, by nie wpaść na prowadzącą stawkę klacz. Wyścig wyraźnie się ożywił po wyjściu na prostą. Jeźdźcy ochoczo zabrali się do pracy i wtedy okazało się, że tylko jedna uczestniczka wciąż idzie „w ręku”. Druga w zeszłorocznej edycji tego biegu Aventure spokojnie przeszła obok męczących się już rywalek, objęła prowadzenie, po czym gwałtownie przyśpieszyła. W ślad za nią próbowała ruszyć francuska oaksistka Gezora, wyraźnie jednak brakowało jej szybkości. Dosiadający ją Mickael Barzalona po chwili uznał się za pokonanego, oszczędzając siły klaczy. Nic dziwnego, ostatnie 400 metrów „poszło” poniżej 22 sekund na elastycznej bieżni.

Aventure pod Maximem Guyonem zdobywa Prix Vermeille (Equidia.fr)


   Wielkiej radości po gonitwie nie ukrywał Christophe Ferland. Dla francuskiego trenera to bodaj zaledwie szósty duży bieg w karierze, ale najważniejsze jest to, co czeka go za miesiąc.
– Miałem cel i udało się go zrealizować. Teraz spokojnie poczekamy na Arc. To wielki dzień dla mnie, stajni, właścicieli – powiedział młody szkoleniowiec. – Podjąłem decyzję, żeby ominąć letnie biegi i poczekać na Vermeille. Byłem mocno spięty, ale w nią wierzyłem. To królowa Longchamp i na pewno wróci tu za cztery tygodnie – dodał trener.
   Po tym zwycięstwie Aventure stała się faworytką Arc. Jej dżokej jednak będzie miał mały problem do rozstrzygnięcia: wybrać klacz, czy ogiera Sosie? Cała stajnia niewątpliwie była pod silną presją. Wspaniała biegaczka do tej pory nie wygrała bowiem gonitwy G-1.
– Naprawdę na to zasłużyła. Stawka nie była duża, ale dobra jakościowo. To ogromna ulga. Ona lepiej radzi sobie na miękkim podłożu i za miesiąc to będzie działało na jej korzyść – wyjaśnił Pierre-Yves Bureau, racing manager Wertheimer et frere, właściciela klaczy.
   Wynik Prix Vermeille sporo wyjaśnił, jeśli chodzi o notowania na Arc. O ile start Aventure jest pewny, o tyle prawdopodobnie na starcie najważniejszego biegu jesieni nie zobaczymy Whirl. Irlandzką klacz zastąpi Minnie Hauk, która wydaje się być niebo pewniejsza na dłuższym dystansie. Nie wiadomo jeszcze, gdzie zobaczymy francuską oaksistkę. Gezora musiałaby mocno poprawić, żeby zrewanżować się Aventure, więc logicznym krokiem byłby start w Prix de l’Opera. Jej trener Francis-Henri Graffard podał informację, że jeszcze nie rozmawiał z jej amerykańskim właścicielem Peterem Brantem. Trzeba  będzie więc uważnie śledzić komunikaty ze stajni.

 Prix Foy

Japońskie marzenia o Łuku

   Trial dla koni starszych przyniósł nieoczekiwany wynik. Wprawdzie porażki Los Angeles, który kompletnie zgubił świetną formę z wiosny, można się było spodziewać, bo mocno eksploatowane przez cały rok konie ze stajni Aidana O’Brien’a przeżywają wyraźny kryzys. Jednak sukces japońskiego Byzantine Dream, który zeszłym sezonie poległ w Derby swoim kraju, mocno zaskoczył i widzów, i fachowców. W lutym tego roku trener Tomoyasu Sakaguchi w wyścigu w Arabii Saudyjskiej posadził na swojego konia Oisina Murphy’ego i stajnia  mogła świętować spory sukces. W niedzielę szkoleniowiec powtórzył ten manewr i trzeba przyznać, że Irlandczyk pojechał doskonale.

Japoński Byzantine Dream pogodził Europejczyków w Prix Foy (Equidia.fr)


– Moje pierwsze wrażenie jest takie, że koń jest w świetnej formie, a dżokej zrobił bardzo dobry bieg. Wspaniałe zwycięstwo! – skomentował Sakaguchi.
   Bieg był rozegrany średnim tempem, z liderującym dla Los Angeles ogierem Mont St Michel na froncie. Podopiecznemu O’Brien’a nie na wiele się to jednak zdało. Zgasł nieco na prostej, gdzie tempo wzrosło, jednak ostatnie 400 metrów było nieco wolniejsze niż zrobiły klacze w Vermeille. Kiedy ruszył Sosie pod Maximem Guyon, wydawało się, że już jest po biegu. Nic z tych rzeczy! Dosiadający japońskiego konia Murphy skontrował Francuza i sięgnął po wygraną. Mam wrażenie, że Sosie galopował nieco ciężko, na co wpływ miała pewnie bieżnia. Trudno jednak oczekiwać, że za miesiąc będzie ona szybka. Zwłaszcza, że taka pasuje także zwycięzcy, co przyznał jego jeździec.
– Złapał dobry rytm i pokonał mocnych rywali. Będzie potrzebował takiego terenu, a nawet szybszego, żeby pokazać swoje atuty – powiedział Murphy. Co ciekawe, trener Byzantime Dream stwierdził, że jego koń nie był gotowany na 100 procent, ale będzie w Łuku. Kilka japońskich koni plasowało się już w tym biegu, jednak jeszcze żaden nie sięgnął po wygraną.

Prix Niel

Klasa Cualificara uratowała Buicka

   Trial dla trzylatków zakończył się zgodnie z moimi oczekiwaniami, czyli zwycięstwem Cualificara. Jednak to, co wyprawiał na finiszu jego dżokej William Buick, mogło przyprawić mnie o zawał. Jedynym spokojnym po biegu był chyba tylko trener Andre Fabre.
– Właśnie tego się spodziewałem. Chodziło nam o dodatkowe 400 metrów i bardziej miękkie podłoże – wyjaśnił mistrz, który skomentował także fatalną porażkę ogiera w biegu G-2.
– To duży koń i latem zrobił się nieco ciężki. Dlatego wystawiłem go w Deauville – dodał spokojnie Fabre. W całym tym zamieszaniu tylko on zachował zimną krew. Klasa.
  Ze zwycięskiego występu konia gęsto się za to tłumaczył jego dżokej. Cualificar przez prawie całą prostą był zamknięty, bo jeździec długo nie mógł się zdecydować, gdzie ma finiszować. Przez moment nawet, niczym na piłkarskim boisku, musiał zmierzyć się bark w bark z Murphym, dosiadającym Parachustiste. Dodam jednak, że Anglik wyszedł z tej próby zwycięsko. Ostatecznie Buick znalazł drogę i Cualificar w ostatniej chwili pokonał krótko Bay City Roller.

Cualificar lepszy o szyję od Bay City Rollera w Prix Niel (Equidia.fr)


– To był bardzo dobry występ – skomentował Buick, mając zapewne ma myśli konia. – Byliśmy w „kieszeni”, musiałem się wycofać, żeby wyjść na prowadzenie – dodał angielski mistrz taktyki. – Robi postępy i jestem zachwycony, że znowu mogłem go dosiadać. Myślę, że monsieur Fabre był zadowolony z tego co zobaczył – zakończył dżokej.
   Ja dodam, że w tym biegu swoje szanse na występ za miesiąc pogrzebał Leffard. Konie Aidana O’Brien’a zajęły zaś dwa ostatnie miejsca.

Prix du Moulin de Longchamp

Skromność Graffarda

   Milerska, porównawcza próba nie jest z oczywistych powodów gonitwą trialową przed Arc, ale to nie znaczy, że nie była ciekawa. Bieg ten miał być spodziewanym pojedynkiem klasycznych milerów: Rosalliona (Irish 2000 Guineas rok temu) i Henri Matisse’a, który wygrał Poulains  tym sezonie. Nic z tego! Plany taktyczne „popsuł” Alcantor, na którym pojechał Cristian Demuro. Na prostej podopieczny Fabre’a miał sporą przewagę i przez moment wydawało się, że może wytrzymać do celownika. Rywale dopadli go jednak na 100 metrów przed końcem, spychając na czwartą pozycję. Z całej grupy najlepiej finiszował Sahlan, którego dosiadał Mickael Barzalona. Lekko spóźniony (jechał jednak z 11 boksu) Rosallion był drugi, a tuż za nim uplasował się The Lion in Winter, niejako w zastępstwie Henri Matisse’a (kończył dopiero piąty).

Sahlan o centymetry lepszy od Rossaliona w Prix du Moulin de Longchamp (Equida.fr)


   Zwycięskiego konia siodłał Henri-Francis Graffard, którego Goliath kilkadziesiąt minut wcześniej sięgnął po wygraną w Grosser Preis von Baden. Piękna niedziela. Nic dziwnego, że szkoleniowiec tryskał dobrym humorem.
– To było duże wyzwanie. Nie miałem dla niego zbyt wielu opcji, ale był w dobrej formie. To było duże ryzyko. Liczyłem na miejsce w pierwszej piątce – powiedział skromnie Graffard, który dość pewnie zmierza po tytuł championa, ale także i trenera roku. – Gdybym powiedział, że wygra, to ludzie by powiedzieli, że oszalałem. Brak presji i wsparcie właścicieli bardzo mi pomogły – zakończył trener.
   Z tym szaleństwem to chyba jednak lekka przesada. Francuscy eksperci ze stacji Equidia wskazali go na trzecie miejsce, więc mocniej go liczyli niż szkoleniowiec. Ja zaś muszę przyznać się do błędu. W typach przed biegiem pomyliłem numer konia z boksem startowym. I zamiast Quddwah wyszedł mi Marhaba Ya Sanafi. Nie żeby była to wielka różnica: konie zajęły odpowiednio szóstą i ósmą lokatę…

Sinsgpiel

Zdjęcie tytułowe – Equidia.fr

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły