“Pamiętam, że jak tylko poczułem tę rywalizację i adrenalinę, to wiedziałem, że właśnie to chcę robić” – rozmowa z Bostonem Maratem Uulu

Waleczni i ambitni adepci co roku rywalizują o tytuł Czempiona Młodych Jeźdźców w cyklu gonitw uczniowskich. Są to wyścigi przeznaczone dla osób, które nie wygrały jeszcze w karierze 25 gonitw, a więc w nomenklaturze wyścigowej nazywamy ich “uczniami” lub “starszymi uczniami”. W tym sezonie na torach w Warszawie i we Wrocławiu rozegrano łącznie 15 takich wyścigów, a uczestniczyło w nich aż 35 jeźdźców.

18 października odbyła się ostatnia gonitwa z tegorocznego cyklu. Zwyciężyła Angelika Burakiewicz na ogierze Johnny Double, a Boston Marat Uulu na Solidago zajął piąte miejsce. Mimo to przewaga młodego Kirgiza w rankingu była na tyle duża, że już przed finałowym wyścigiem mógł być pewny triumfu, bo jego wynik nie miał wpływu na ostateczną klasyfikację.

Boston Marat Uulu zakończył sezon ze świetnym wynikiem 110 punktów i zdobył tytuł Czempiona Młodych Jeźdźców. Drugie miejsce zajęła Kateryna Suleymanova z 80 punktami, a tuż za nią uplasował się Syimyk Urmatbek Uulu z wynikiem 74 punktów. O drodze do tego sukcesu i początkach kariery opowiedział nam Boston.

Boston, Bella Antonella i Joanna Turek (fot. Tor Służewiec)

Natalia Stasiowska: Gratuluję świetnego sezonu, a przede wszystkim tytułu Czempiona Młodych Jeźdźców. Czy na początku roku spodziewałeś się, że możesz osiągnąć taki wynik?

Boston Marat Uulu: Dziękuję. Przed sezonem nie byłem pewny czy uda mi się wygrać czempionat uczniowski, ale bardzo mi na tym zależało. To był mój główny cel na ten rok i bardzo się cieszę, że udało mi się go zrealizować.

N: To naprawdę duży sukces, szczególnie biorąc pod uwagę, że na zielonej bieżni zadebiutowałeś zaledwie dwa lata temu. Zanim jednak porozmawiamy o wyścigach, opowiedz trochę więcej o swoich początkach z jazdą konną. Wiem, że w Kirgistanie często zaczyna się jeździć już od najmłodszych lat. Czy tak było także w twoim przypadku?

B: Tak, zacząłem jeździć już jako dziecko. W Kirgistanie mieliśmy przydomową stajnię, a w niej kilka koni, którymi zajmowali się głównie mój tata i dziadek. To oni zarazili mnie miłością do tych zwierząt. Pamiętam, że na początku często jeździłem z tatą po górach. Właściwie to on jeździł, a ja siedziałem za nim i się go trzymałem. Z czasem nauczyłem się jeździć sam i od tamtej pory wsiadałem na konie już praktycznie codziennie.

N: Popularnym sportem konnym są u was “Baige”, czyli długodystansowe wyścigi na oklep. Brałeś w nich udział?

B: Tak, ale niedużo. Dwa razy udało mi się nawet wygrać, jednak zdecydowanie bardziej lubiłem brać udział w Kok-Boru. To nasz narodowy sport, który można porównać do gry w piłkę, z tym że wszyscy zawodnicy są na koniach, a zamiast piłki używa się truchła kozy. Dla niektórych może się to wydawać dziwne, ale dla nas to bardzo ważny sport i wieloletnia tradycja.

N: A jak trafiłeś do Polski? Twój brat, Dastan Sabatbekov, zaczął jeździć na Służewcu 3 lata wcześniej niż ty i bardzo szybko rozwijał swoją karierę. Czy to właśnie on namówił cię na przyjazd? 

B: W 2022 roku Dastan przyjechał do Kirgistanu na urlop i rozmawialiśmy wtedy dużo o Polsce. Opowiadał mi o pracy tu i o wyścigach, ale na początku nie byłem pewny wyjazdu, więc Dastan wrócił do Warszawy sam. Kilka miesięcy później zmieniłem jednak zdanie i przyjechałem do Skarżyc, do stajni trener Cornelii Fraisl.

N: Pierwszy wyścig pojechałeś w 2023 roku u trenera Adama Wyrzyka. Czy od początku wiedziałeś, że to jest kierunek, w którym chcesz się rozwijać?

B: Po przyjeździe do Polski w ogóle nie myślałem o wyścigach, ale u trenera Adama Wyrzyka pracowało w tamtym czasie kilku Kirgizów i wszyscy oprócz mnie brali udział w gonitwach. Im dłużej ich obserwowałem, tym bardziej chciałem tego spróbować. Zacząłem się uczyć, zdałem egzamin i trener zapisał mnie do wyścigu pod koniec sezonu. Pojechałem na Betfanie, którego znałem już trochę z treningów. Pamiętam, że jak tylko poczułem tą rywalizację i adrenalinę, to wiedziałem, że właśnie to chcę robić.

N: Niedługo później, bo w 2024 roku wygrałeś swój pierwszy wyścig. Pamiętasz, jak się wtedy czułeś?

B: Pamiętam bardzo dobrze. Wygrałem we Wrocławiu na ogierze American Bassett. To był dla mnie wyjątkowy moment, o którym zawsze pamiętam. Jestem wdzięczny trenerce i właścicielowi tego konia, że miałem okazję na nim jeździć. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy i później wygraliśmy wspólnie jeszcze dwa wyścigi – w 2024 i 2025 roku.

N: Można powiedzieć, że to właśnie 2025 rok był przełomowy dla twojej kariery. Ponad 90 startów, 11 wygranych i zmiana kategorii jeździeckiej, a niedawno także pierwsze zwycięstwo w nagrodzie pozagrupowej (Nagroda Korabia kat. B). Jakbyś podsumował ten sezon?

B: Sezon 2025 był dla mnie bardzo udany. Przede wszystkim dostawałem dużo szans od trenerów, szczególnie od Ioannisa Karathanasisa, z którym współpracuję na stałe, a także od Cornelii Fraisl i Marleny Stanisławskiej. Bardzo dziękuję im za to, że od początku we mnie wierzyli. Dzięki temu mogłem pokazać się w wyścigach i dość szybko zacząłem też jeździć dla innych trenerów, a z każdym kolejnym tygodniem dosiadów było coraz więcej. Wygrana w Nagrodzie Korabia na pewno była jednym z ważniejszych momentów tego sezonu, podobnie jak dziesiąte zwycięstwo w karierze w Nagrodzie Łeb w Łeb.

N: Wspomniałeś o stajni Ioannisa Karathanasisa. Jeździsz dla tego trenera na pierwszą rękę, co nie jest częste w przypadku młodych jeźdźców. Opowiedz trochę o waszej współpracy i codziennej pracy w stajni.

Boston i Ioannis Karathanasis (fot. Tor Służewiec)

B: Trafiłem do tego trenera w połowie sezonu. Od razu zaufał mi na tyle, żeby dawać mi do wyścigów właściwie wszystkie nasze konie. Pomaga mi też bardzo w rozwijaniu się. Cały czas uczy mnie taktyki w wyścigach i wspólnie analizujemy wszystkie starty. Współpracuje nam się bardzo dobrze. Mamy niedużą stajnię, a mimo to odnieśliśmy w tym sezonie sporo sukcesów i uważam, że nasze konie bardzo dobrze się pokazały.

N: Czy wśród tych koni masz swojego ulubieńca?

B: Mam kilka. Na pewno jednym z nich jest Bella Antonella, na której wygrałem już dwa ważne wyścigi, w tym Nagrodę Korabia. Na treningach jest trochę wymagająca, ale dobrze się dogadujemy i bardzo lubię na niej jeździć. Mam też duży sentyment do ogiera Pan Chico, bo wygrałem na nim pierwszy wyścig dla stajni. Jest też dwulatek o imieniu Wearealljedi. Jedi jeszcze nie zadebiutował, ale podoba mi się na treningach i myślę, że pokaże się z dobrej strony w przyszłym roku.

Boston i Bella Antonella w Nagrodzie Korabia (fot. Tor Służewiec)

N: Kto poza trenerem pomaga ci rozwijać się wyścigowo?

B: Mój brat Dastan. Dużo rozmawiamy o wyścigach i razem oglądamy moje gonitwy. Mówi mi, co zrobiłem dobrze, a gdzie mogłem pojechać lepiej. Jest też dla mnie ogromnym wsparciem.

N: Co twoja rodzina w Kirgistanie uważa o wyścigach i sukcesach, jakie odnosisz?

B: Zawsze cieszą się z sukcesów i moich i brata. Oglądają nasze wyścigi, chociaż mama trochę się stresuje tym, że startujemy i zawsze każe nam na siebie uważać.

N: Co jest dla ciebie najtrudniejsze w wyścigach?

B: Chyba utrzymanie wagi. Szczególnie na początku było mi z tym ciężko, bo jestem dość wysoki i przez to ważę więcej. Muszę się bardzo pilnować, ale już się do tego przyzwyczaiłem i przez cały sezon całkiem dobrze sobie z tym radziłem.

N: A co lubisz najbardziej?

B: Lubię adrenalinę, a szczególnie moment walki na prostej finiszowej. Poza tym kocham pracować z końmi i teraz już nie wyobrażam sobie robić nic innego.

N: Na koniec powiedz jeszcze, jakie jest twoje największe wyścigowe marzenie?

B: Na ten moment moim największym marzeniem jest wygrać Derby.

N: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za dalsze sukcesy.

B: Dziękuję.

Na zdjęciu tytułowym Boston Marat Uulu i Bella Antonella w Nagrodzie Łeb w Łeb (fot. Tor Służewiec)

Udostępnij

Powiązane artykuły

Zbliżające się wydarzenia

Najnowsze artykuły